Galaxy S10, Galaxy S10+ (o którym pisałem już tu) oraz Galaxy S10e. To tegoroczna drużyna Samsunga, która ma zawojować świat smartfonów. Idzie jej nieźle, a czytając recenzje poszczególnych urządzeń zauważyć można, że te najbardziej entuzjastyczne zbiera model najmniejszy i najtańszy (3299 zł w sklepach, ale na portalach aukcyjnych można go kupić nawet za tysiąc złotych mniej). I ja się takim recenzjom nie dziwię, bo od dłuższego czasu na rynku brakuje po prostu małych smartfonów. Trzymając w ręku Samsunga S10e czułem się, jakbym trzymał pogrobowca linii Compact od Sony. To Japończycy byli w zasadzie ostatnią firmą, która na poważnie traktowała osoby chcące używać urządzeń flagowych, ale o niewielkich rozmiarach. Niestety firma z Kraju Kwitnącej Wiśni zarzuciła tę koncepcję, a wszystko wskazuje też i na to, że generalnie zarzuci rynek smartfonów. Gdyby jednak dalej tworzyła „kompakty”, to z pewnością właśnie tak wyglądałby ich najnowszy telefon, z charakterystycznie umieszczonym czytnikiem linii papilarnych na bocznej krawędzi. S10e zdecydowanie ma w sobie to „coś”, ale po kilku tygodniach jego używania z bólem muszę stwierdzić, że nie jest to smartfon idealny.

Budowa, wykonanie

Poręczność, poręczność i jeszcze raz poręczność. S10e ma ekran o przekątnej 5,8 cala, ale jego wymiary to 142.20 x 69.90 x 7.90 mm. Jeśli komuś to nic nie mówi już tłumaczę – w bardzo małej obudowie dzięki niewielkim ramkom udało się zamknąć spory wyświetlacz, dawniej takie wymiary miały telefony o przekątnej w okolicach 5 cali. Obecnie flagowe urządzenia z trudem mieszczą się w kieszeniach spodni, a o komfortowym ich używaniu jedną ręką w zasadzie nie może być mowy, zwłaszcza, że są to konstrukcje szklane – czyli niesłychanie śliskie. S10e też ma szklany tył, tyle, że dzięki niewielkim wymiarom stosunkowo łatwo jest go opanować, zagrożenie wyślizgnięcia się z ręki jest niewielkie, bez problemu ściągniemy kciukiem górną belkę z powiadomieniami, sięgniemy w dowolnie wybrany przez nas punkt ekranu i wciśniemy w najbardziej nawet opinające nas spodnie.

Samsung zrezygnował też z zagiętego ekranu, ten w S10e jest prosty jak stół, dzięki czemu nie odbija refleksów światła i nie ma zagrożenia, że niechcący coś naciśniemy. Chciało by się napisać – ergonomiczna nirwana, ale…

Zastrzeżenie pierwsze

Czytnik linii papilarnych (który jest jednocześnie przyciskiem włączania telefonu) umieszczony jest na prawej krawędzi. Nie będę narzekać, że nie jest to czytnik w ekranie, bo akurat w stosowaniu tej technologii Samsung jest na początku drogi, a ten fizyczny działa doskonale – szybko i pewnie. Ale umiejscowiono go bardzo wysoko, by go dosięgnąć musimy nienaturalnie naciągać kciuk, co po prostu nie jest wygodne. Gdyby leżał centymetr, dwa niżej, wszystko byłoby idealnie, ale niestety nie jest. Co gorsza przyciski do regulacji głośności i wywoływania asystenta Bixby są na boku lewym, co też nie jest najwygodniejsze, często ściszając dźwięk (palec wskazujący) robiłem zrzut ekranu, bo jednocześnie naciskałem kciukiem na przycisk włączania, co aktywuje odpowiedni skrót. Gdyby wszystko było na boku prawym na odpowiedniej wysokości…

Na szczęście telefon można odblokować twarzą, a ponieważ Samsung zrezygnował ze skanowania tęczówki oka, nie jest to może teraz metoda najbezpieczniejsza, za to jest już równie szybka co w telefonach innych marek. Telefon wybudza się, gdy go podniesiemy bądź dwukrotnie uderzymy palcem w ekran, kamera rozpoznaje naszą twarz i przenosi nas bezpośrednio do pulpitu głównego. Szkoda tylko, że by wygasić ekran, musimy znów sięgać do nieszczęsnego czytnika. Inni producenci dają nam możliwość zainstalowania na pulpicie widżetu po dotknięciu którego ekran się wygasza, ale tego Samsung akurat u nich nie podpatrzył.

Wracając zaś jeszcze do budowy. Cieszy wejście mini-jack na słuchawki, USB-C, cieszą głośniki stereo (dolna krawędź i głośnik do rozmów nad ekranem), cieszy norma IP 68 zapewniająca nam możliwość zanurzenia S10e do pół godziny pod wodą.

Intryguje dziura w prawym rogu wyświetlacza, w której ukryto przednią kamerę, to alternatywa dla modnych ostatnio malutkich wcięć typu „łezka”.

Brak jest niestety diody powiadomień, ale można z tym jakoś żyć, bo bardzo bogato konfigurowalne Always on Display pokazuje nam powiadomienia z każdej aplikacji. Sam ekran to Dynamic AMOLED z zagęszczeniem 435 pikseli na cal. Na papierze prezentuje się doskonale, ale…

Zastrzeżenie drugie

W codziennym użytkowaniu nie jest już tak różowo. Jest raczej żółto, bo panel, nie wiedzieć czemu, skalibrowany jest wyjątkowo „ciepło”, czyli biel ma właśnie bardzo wyraźny, żółty odcień. To sprawia wrażenie dość ciemnego ekranu i nie mamy specjalnej przyjemności w tzw. konsumowaniu na nim treści. Warto więc pogrzebać głębiej w ustawieniach wyświetlacza. Musimy wejść w Tryb ekranu, tam wybrać opcję Żywy, a następnie wejść w ustawienia zaawansowane i dostosować balans bieli (czerwony i zielony maksymalnie w lewo, niebieski w prawo). To pozwoli nam uzyskać bardziej chłodne kolory i wyczyścić biel z żółci. Wtedy jest już dużo lepiej i przeglądanie stron czy oglądanie filmów na YouTube staje się dużo bardziej komfortowe, ale ja do końca testów nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że coś nie poszło tu jednak tak jak powinno.

Specyfikacja, działanie

Tu zastrzeżeń nie mam żadnych.Procesor Exynos 9820 jest samsungowym odpowiednikiem Snapdragona 855 i działa podobnie jak on – szybko, bezproblemowo i na najwyższym poziomie. Pomaga mu w tym 6 GB RAM, pamięci wbudowanej mamy 128 GB, telefon jest dual SIM-em hybrydowym, możemy więc zamiast jednej karty SIM zainstalować kartę pamięci.

Samsung w zeszłym roku postanowił przebudować swoją nakładkę na Androida – teraz nazywa się ona One UI i przede wszystkim zlikwidowała to, na co wszyscy od wielu lat narzekali – zacięcia i spowolnienia. Telefony Samsunga i to nawet te najlepsze, miały w zwyczaju co jakiś czas złapać tzw. „laga”, co nijak się miało do ich specyfikacji i oczywiście ceny. Wraz z nadejściem One UI złe czasy minęły i teraz modele z tą nakładką śmigają jak szalone, w końcu pokazując użytkownikom pełnię swoich możliwości. Nie inaczej jest w S10e, który mimo 2 GB RAM mniej niż S10+ działa tak samo szybko i bezbłędnie. W dodatku nakładka daje mnóstwo możliwości personalizacji (tapety, motywy, czcionki), jest skonstruowana bardzo przejrzyście, więc nikt nie powinien mieć kłopotów ze znalezieniem potrzebnych funkcji, świetnie działa system podpowiedzi, możemy ukryć aplikacje i pliki przed oczami niepowołanych osób w specjalnym sejfie (choć nie znalazłem możliwości zabezpieczenia dostępu do aplikacji np. odciskiem palca). Mamy nawet możliwość dezaktywowania szybkiego ładowania, tak by bateria mogła służyć nam dłużej. Są też oczywiście gesty, którymi możemy zastąpić przyciski do nawigowania wyświetlane ne ekranie. Mimo braku zakrzywionego ekranu możemy dalej korzystać ze znanego z topowych Samsungów ekranu krawędziowego, na którym zapiszemy ulubione kontakty, najczęściej używane aplikacje i całe mnóstwo innych rzeczy. Nad urodą One UI można dyskutować, ale funkcjonalności nie można nic zarzucić i od jakiegoś czasu jest to moja ulubiona nakładka na Androida.

S10e doskonale sprawdza się też w roli: nawigacji samochodowej (GPS łapie błyskawiczne, trzyma stabilnie połączenie i nie ma z nim najmniejszych problemów), odtwarzacza muzyki – (Dolby Atmos, korektor, Adapt Sound, czyli możliwość ustawienia indywidualnego profilu dźwięku). Wielkim plusem jest nie tylko dźwięk na słuchawkach (także tych bezprzewodowych), ale i głośnikach zewnętrznych. Są dwa, bo Samsung wykorzystał ten do rozmów telefonicznych, grają niemal tak samo głośno i wrażenie dźwięku przestrzennego jest znakomite, tak powinno to wyglądać w każdym flagowym telefonie. Oczywiście jest moduł NFC który działa „od pierwszego strzału” więc z płatnościami zbliżeniowymi nie mamy najmniejszego problemu.
Najmniejszy z flagowych Samsungów jest po prostu małym mocarzem i z jego działania będą zadowoleni nawet najbardziej wymagający użytkownicy.

Zdjęcia, bateria

Dwa aparaty z tyłu - główny 12 mpx ze zmienną przysłoną 1.5; 2.4 i optyczną stabilizacją obrazu, drugi szerokokątny 16 mpx z przysłoną 2.2. Nie mamy niestety obiektywu pozwalającego uzyskać 2-krotny zoom. Kamerka do selfie ma 8 mpx i światło 1.9. Ten zestaw działa doskonale i zmienia naszego malucha w całkiem przyjemne urządzenie do codziennej fotografii. Zdjęcia mają naturalne, przyjemne dla oka kolory, w uzyskaniu lepszego efektu pomaga nam optymalizator scenerii, szeroki kąt jest naprawdę szeroki, dzięki czemu można złapać na zdjęciu sporo więcej, szczegółów jest mnóstwo, tryb portretowy, tu nazwany Live Focus, działa bardzo dobrze, także w przedniej kamerce. Dla miłośników grzebania w ustawieniach jest bardzo rozbudowany tryb pro, można zrobić zdjęcia nie tylko w proporcji 4:3 ale też w zapomnianej przez wielu producentów 16:9.

No dobrze, ale co dzieje się ze zdjęciami gdy zapada zmrok – zapytacie? No więc od jakiegoś czasu – jest już nieźle. Od jakiegoś czasu, bo zadziwiające, że Samsung nie wprowadził osobnego trybu nocnego od samego początku, a dopiero zrobił to kolejną aktualizacją. Teraz możemy już zrobić zdjęcie z ręki z dłuższym czasem naświetlania, ale niestety nie mogę napisać, że efekty będą podobne do tych uzyskiwanych smartfonami Huaweia, Honora czy Oppo. Fotografie są jaśniejsze, ale wciąż brakuje szczegółów i ostrości. Cała nadzieja w kolejnych aktualizacjach…

Za to wideo nagrywane przez tego malucha to prawdziwy majstersztyk. Świetna jakość i stabilizacja nawet w rozdzielczości 4K przy 60 FPS-ach, (w 4K nagramy także film kamerką do selfie), doskonale zbierany dźwięk, nikt nie będzie rozczarowany.

Zastrzeżenie trzecie

Nieco inaczej niestety może być w kwestii baterii. Ta ma pojemność 3100 mAh, co nie jest wielkością imponującą. Telefon możemy ładować bezprzewodowo, jest też szybkie ładowanie, choć w porównaniu do innych producentów trudno je nazwać specjalnie szybkim, przy ładowarce trzeba spędzić około 1,5 h. Przechodząc zaś do czasu pracy – jest różnie. Z reguły uda nam się wytrzymać bez ładowania dzień, w wyjątkowych sytuacjach półtora, ale zdarzą się także i sytuacje, gdy wczesnym popołudniem telefon odmówi pracy i zażąda zastrzyku energii. Wszystko oczywiście zależy od tego jak intensywnie i do czego go używacie ale mówiąc wprost – nie jest najlepiej. Ja w każdym razie nie miałem poczucia, że spokojnie mogę wyjść na cały dzień i starczy mi energii do wieczora, wciąż myślałem czy S10e się nie wyładuje i po prostu nie czułem się z nim do końca komfortowo. Czas pracy na włączonym ekranie – od 4 godzin (głównie przeglądanie internetu, filmy na YouTube – dzień pracy) do 1,5 godziny (dzwonienie, SMS-y – półtora dnia działania). Być może gdyby oprogramowanie Samsunga agresywnie zamykało działające w tle aplikacje, tak jak robią to inne firmy, czas pracy na baterii byłby dłuższy. Z drugiej strony pojawiłyby się kłopoty z powiadomieniami, czego w S10e ani żadnym innym modelu Samsunga nie ma i co jest wartością nie do przecenienia. Dlatego też, choć chciało by się więcej, to jednak takie czasy pracy jestem w stanie jakoś przełknąć.

Czyli…

Rozmiar ma znaczenie i dla miłośników małych, poręcznych smartfonów S10e jest nie lada gratką. Nie jest to jednak telefon idealny, czego potencjalni nabywcy powinni być świadomi. Osobiście myślę, że dla wygody użytkowania większość z nich wybaczy temu urządzeniu pewne niedociągnięcia, bo w sumie jest to po prostu bardzo fajny telefon.