Samsung w każdej kolejnej serii swoich flagowych smartfonów dopieszcza szczegóły, podąża za trendami, generalnie robi coraz lepsze urządzenia. I każe sobie za nie słono płacić, w czym zaczyna przypominać Apple. Nie jest też już liderem innowacji, w swojej najnowszej linii chwali się m.in.: indukcyjnym ładowaniem zwrotnym (znanym z Huaweia Mate 20 Pro), szerokokątnym obiektywem (tu prekursorem było LG), czy czytnikiem linii papilarnych w ekranie (tu oddajmy Samsungowi co Samsungowe – to pierwszy czytnik ultradźwiękowy a nie optyczny, tak jak w innych smartfonach). Czy taka strategia przyniesie Koreańczykom sukces i pozwoli utrzymać się na topie, zwłaszcza, że chińskie firmy atakują coraz mocniej? Z pewnością musi się starać bardziej niż gigant z Cupertino – zdrada marki w świecie Androida nie jest niczym niezwykłym, w końcu wciąż poruszamy się w tym samym ekosystemie Googla. Dlatego w modelu S10+ zadziwia mnie kilka prostych wpadek.

Budowa, wykonanie

S10+ jest smartfonem klasy premium i tak właśnie wygląda. Gdy jednak weźmiemy go do ręki i chwilę poużywamy, szybko zorientujemy się, że ma w sobie kilka niedogodności, które urządzeniu za 4399 zł po prostu nie przystoją.

Najpoważniejsza, to umieszczenie przycisku do wyłączania telefonu zdecydowanie za wysoko. Niby mała rzecz, ale sięganie kciukiem do góry prawego boku było niesłychanie niewygodne, za każdym razem musiałem zmieniać chwyt urządzenia i do końca testów nie mogłem zrozumieć, jaka myśl przyświecała twórcom takiego rozwiązania. W dodatku Samsung nie ma możliwości wygaszenia ekranu podwójnym uderzeniem (można go tylko wybudzić), nie ma też przeznaczonego do tego żadnego widżetu który moglibyśmy umieścić na pulpicie w wygodnym dla nas miejscu (a konkurencja ma takie rozwiązania), więc ta konstrukcyjna niedogodność przez ponad 2 tygodnie dość mocno mi doskwierała.

Drugą niedogodnością są zakrzywione boki ekranu. Co prawda Samsung przyzwyczaił nas już do takiego rozwiązania, konsekwentnie stosując je w swojej flagowej linii, ale tym razem jest mniej wygodnie niż w serii 9. Chodzi oczywiście o przypadkowe dotknięcia ekranu dłonią i włączanie rzeczy, których włączyć nie mieliśmy zamiaru (co przy ekranie płaskim praktycznie się nie zdarza). S10+ jest minimalnie szerszy od S9+ co powoduje, że o takie przypadki jest o wiele łatwiej. Ja na przykład notorycznie włączałem kolejne filmy przeglądając YouTube, co było o tyle frustrujące, że dzięki rewelacyjnemu ekranowi i jeszcze lepszym głośnikom (o czym za chwilę) oglądanie na tym telefonie filmów jest jedną wielką przyjemnością. Być może sytuację uratuje włożenie S10+ w jakieś solidne etui które zasłoni wrażliwe na dotyk boki. Bez tego – jest niewygodnie.

Trzecią jest brak diody powiadomień, która towarzyszyła chyba wszystkim modelom z serii S. Szkoda, że zakończyła swój żywot, bo to bardzo praktyczne rozwiązanie, którego Always on Display, czyli informacje wyświetlane na wygaszonym ekranie w pełni nie zastąpi.

Cała reszta jest na najwyższym poziomie. Bajkowy ekran Dynamic AMOLED o rozdzielczości QHD (526 pixeli na cal) zdaniem producenta jest najlepszym wyświetlaczem na rynku i jestem skłonny się z nim zgodzić. Piękne kolory, doskonała jasność minimalna i maksymalna, brak problemów nawet w ostrym słońcu, możliwość zmiany balansu bieli i trybu ekranu (żywy i naturalny) – nie ma się do czego przyczepić.

Do dziury w ekranie (mamy dwie kamerki do selfie), przyzwyczaić się można bardzo szybko, są zdecydowanie mniej inwazyjne od notcha. Choć mówiąc szczerze rozwiązanie z Samsunga Galaxy S9+, czyli nieco większa ramka nad pozbawionym żadnych udziwnień wyświetlaczem podoba mi się najbardziej. Dążenie do jak najcieńszych ramek z każdej strony zwyciężyło i trudno robić Samsungowi zarzut z tego, że chce być jak najbardziej na czasie, pozostaje tylko uronić łezkę nad tym, co pewnie już nie wróci i iść dalej.

Wielkie brawa za pozostawienie wejścia na słuchawki, przykład z Koreańczyków powinni brać wszyscy producenci, po raz pierwszy nie napiszę też złego słowa o przycisku Bixby (to asystent głosowy Samsunga, nie działa w języku polskim) położonym na lewym boku. Mamy bowiem możliwość jego personalizacji i np. włączania asystenta podwójnym kliknięciem, a pojedynczym – wybranej przez nas aplikacji. W ten sposób nabiera on sensu dla tych którzy z Bixby nie korzystają, a coś mi mówi, że takich osób może być większość.

Tył telefonu to szkło i poziomo umiejscowione obiektywy aparatów wraz z dioda doświetlającą, które nieznacznie wystają nad powierzchnię. A ponieważ są ułożone symetrycznie, urządzenie stabilnie leży na stole czy biurku. Spełnia też normę IP 68 czyli można zanurzyć go w wodzie (byle nie słonej) na ponad pół godziny.

W sumie – S10+ wygląda świetnie, ale w codziennym użytkowaniu czasem nie jest tak różowo.

Działanie

Samsungowy Exynos 9820, 8 GB RAM, 128 GB pamięci wbudowanej (z możliwością rozszerzenia kartą pamięci, telefon jest hybrydowym dual SIM-em), taki zestaw nie ma prawa źle działać. W AnTuTu Benchmark S10+ osiąga 323704 pkt, a tak wysoki wynik przekłada się na doskonałą pracę na co dzień w każdej sytuacji. Nie straszne mu są wymagające gry (przy dłuższej rozgrywce urządzenie trochę się nagrzewa), to jeden z kilku smartfonów na którym można zagrać w kultowego Fortnite w 60 FPS-ach. Nie straszna mu wielozadaniowość, zakładki są bardzo długo trzymane w pamięci, nie straszne mu w zasadzie żadne nasze polecenia ani żadna czynność. GPS bez zastrzeżeń, NFC obecne, działa od pierwszego przyłożenia.

Na chwilę trzeba zatrzymać się przy biometrii, czyli zabezpieczaniu naszego smartfona. Samsung zrezygnował ze skanowania tęczówki oka – co było bardzo zaawansowanym sposobem weryfikacji, ale jednocześnie wymagało odpowiedniego ułożenia telefonu, skierowania naszego wzroku, generalnie zajmowało chwilę i nie zawsze działało tak jak trzeba. Teraz S10+ po prostu odczytuje twarz za pomocą przedniego aparatu. I w końcu robi to szybko i bezproblemowo. Kłopot w tym, że dość łatwo jest go oszukać zdjęciem bądź filmem, w sieci można zobaczyć sporo udanych prób. Tyle, że mi nigdy się to nie udało, a próbowałem wiele razy. Na wszelki wypadek można jednak wyłączyć w „Rozpoznawaniu twarzy” „Szybsze rozpoznawanie”, tak by prawdopodobieństwo oszukania telefonu zdjęciem bądź filmem było mniejsze.

Drugim sposobem na odblokowanie telefonu jest czytnik linii papilarnych. Samsung po raz pierwszy ukrył go w wyświetlaczu, w dodatku jest to czytnik ultradźwiękowy, a nie jak u innych producentów optyczny. W teorii powinien więc pracować lepiej niż u konkurencji, bo nawet mokry palec nie powinien stanowić dla niego przeszkody. W praktyce nie jest jednak tak wesoło, odblokowanie trwa dość długo, bardzo często czytnik nie rozpoznaje naszego palca, zdecydowanie lepiej działa z suchym niż mokrym a na dokładkę położony jest za nisko, więc trafienie w niego nie jest takie oczywiste. Reasumując, wciąż moim faworytem jest czytnik w Oppo RX 17 Pro, a ja w S10+ wolałem korzystać z odblokowania twarzą.

Samsung pokazuje klasę gdzie indziej. To jakość dźwięku. Po pierwsze – mamy tu głośniki stereo – muzyka dochodzi do nas z tego położonego na dolnej krawędzi i z głośnika do rozmów nad ekranem, a co najważniejsze, jego moc jest niemal identyczna. Po drugie – chyba nie spotkałem do tej pory smartfona grającego nie tylko tak czysto, ale i tak donośnie. Po trzecie – dźwięk w słuchawkach jest rewelacyjny, a wiele możliwości jego personalizacji mamy nie tylko podłączając się za pomocą kabelka, ale także korzystając z bluetooth.

Oprogramowanie

Samsung jakiś czas temu zmienił swoją nakładkę Experience na One UI. Miałem z nią już do czynienia w Samsungu Galaxy S9+, w którego tchnął nowe życie. A w S10+ pokazuje pełnię swoich możliwości, sprawiając, że pomimo konstrukcyjnych niedogodności telefonu używa się po prostu przyjemnie.

Po pierwsze – dzięki gestom (przesuwanie kciukiem w górę od dolnej krawędzi) – wiemy, że mamy do czynienia z nowoczesnym urządzeniem. Po drugie – dzięki rozbudowanemu i intuicyjnemu systemowi podpowiedzi jesteśmy w stanie stosunkowo szybko znaleźć każde interesujące nas ustawienie. Po trzecie – możemy używać ciemnego motywu interfejsu, co ładnie wygląda i mniej męczy nasze oczy. Po czwarte – interfejs jest przystosowany do obsługi kciukiem – wszystkie elementy kończą się mniej więcej w połowie ekranu, co jest po prostu bardzo wygodne. Po piąte – możemy minimalizować sobie aplikacje i trzymać je w tzw. wyskakujących oknach cały czas na pulpicie – świetna sprawa. I po szóste – mamy całe mnóstwo zabezpieczeń, możliwości personalizacji, przy jednoczesnej prostocie – brzmi jak połączenie ognia z wodą, ale działa i zaskakująco One UI stała się chyba moją ulubiona nakładką, w pokonanym polu pozostawiając dzieła innych producentów.

Zdjęcia, bateria

Samsung dorzucił do sprawdzonego w S9+ zestawu dwóch 12 mpx matryc (główna ze zmienną przysłoną 1.5 i 2.4, teleobiektyw – 2.4, obie wyposażone w optyczną i elektroniczną stabilizację obrazu oraz autofocus) trzecią, z szerokim kątem. To świetny, uniwersalny zestaw który sprawdzi się w dobrych warunkach – wtedy jest to najlepszy zestaw na rynku, z żywymi kolorami, świetną szczegółowością i rewelacyjną rozpiętością tonalną. Gdy robi się ciemno, Samsung traci koronę lidera. Brak dedykowanego trybu nocnego z dłuższym czasem naświetlania, który znajdziemy w telefonach konkurencji i to już nawet w tych tańszych, a nie flagowych, wciąż mnie zadziwia. Nie chce mi się wierzyć, że Samsung nie zauważył najistotniejszego ostatnio fotograficznego trendu i wciąż mam nadzieję, że nadrobi to jakąś aktualizacją, bo technicznie jest to możliwe – wszystko zależy od odpowiedniego oprogramowania.

Gdyby nie ta wpadka, trudno było by S10+ wytknąć jakieś istotniejsze braki, nad jakością zdjęć czuwa „optymalizator scenerii” czyli algorytmy rozpoznające otaczające nas warunki i wybierające najkorzystniejsze ustawienia, tryb portretowy jest świetny, podobnie jak tryb Live Focus, czyli rozmycie tła, w trybie Pro możemy sami zmienić przysłonę, telefon może nam też podpowiadać najlepszy kadr.

Rewelacyjnie spisuje się też kamerka do selfie, a w zasadzie dwie kamerki (10 i 8 mpx), mamy możliwość zrobienia zdjęcia w szerokim kącie także z przodu.

Klasą samą w sobie jest nagrywanie wideo. Świetna jakość obrazu (4K 60 FPS), dźwięku, możliwość przełączania się podczas nagrania pomiędzy poszczególnymi obiektywami, rewelacyjna stabilizacja – wszystko to sprawia, że S10+ jest jednym z najlepszych pod tym względem urządzeń na rynku.

Bateria ma imponujące 4100 mAh, ale jak na taką wielkość jest jednak dla mnie lekkim rozczarowaniem. Spodziewałem się czasów pracy oscylujących koło 6,7 h na włączonym ekranie, wszystko co z telefonu wycisnąłem to niecałe 5h.

Czyli…

Galaxy S10+ jest urządzeniem drogim ale udanym i każdy kto ma na niego chęci i środki, będzie zadowolony. Ja jednak, mając np. Galaxy S9+ nie zdecydowałbym się na zmianę, bo istotnych różnic nie jest wiele, a ergonomia zdecydowanie przemawia na korzyść starszego modelu.