Linia Note zawsze przerażała swoimi rozmiarami. Teraz już nie, bo Note 10 ma kompaktowe wymiary i jest mniejszy od większości tegorocznych flagowych urządzeń. Przerażała swoją ceną, teraz też, ale już nie tak bardzo. Bo decydując się na wersję bez plusa z tyłu głowy mamy to, że jest jeszcze jeden, droższy model. Więc nie jesteśmy ostatnimi szaleńcami wydającymi na smartfon 4799 zł, a jedynie skromne 4149 zł. A jeżeli po dłuższej przygodzie z Note 10 okaże się, że po rysik nie sięgamy wcale, bądź od wielkiego dzwonu, to i tak będziemy mieć świetny, bardzo zgrabny i wygodny telefon. Za który oczywiście przepłaciliśmy, bo np. Samsung Galaxy s10 jest sporo tańszy, ale Note ma kilka plusów innych niż rysik, które pozwolą nam to przepłacenie jakoś zrelatywizować.

Budowa, wykonanie

Wszyscy zachwycają się kolorem „Aura Glow”, który teoretycznie jest srebrny ale praktycznie mieni się dowolnie wybraną przez nas barwą. Ja pokochałem wersję „Aura Pink” czyli po prostu różową. Jest ładna, rzuca się w oczy, ale nie w nachalny, czasem odpustowy sposób, ale delikatnie i dyskretnie. Z pewnością będzie się cieszyć powodzeniem płci pięknej, choć nie tylko, bo gdybym ja chciał/mógł wejść w posiadanie Note 10, to byłaby to właśnie ta wersja.

Ekran ma przekątną 6,3 cala, rozdzielczość FHD+ i 401 ppi. Wykonany jest w technologii Dynamic AMOLED i jest doskonałej jakości. Nie najlepszej na rynku, bo np. Note 10+ ma wyższą rozdzielczość, ale i tak korzystanie z niego jest samą przyjemnością. Z jednym małym „ale” w postaci centralnie umieszczonej dziury, w której skryto przednią kamerkę. Do tej pory producenci którzy stosowali to rozwiązanie umieszczali ją bliżej lewego (Motorola, Honor), bądź prawego (Samsung) rogu, tu zaprezentowano trzecią i chyba najlepszą dla użytkownika drogę. Dziurka jest niewielka i w zasadzie nie zwracamy na nią uwagi. Tyle, że gdyby jej nie było, byłoby jeszcze lepiej.

Boki ekranu są zaoblone i ja niezmiennie narzekam na to rozwiązanie, bo choć dzięki temu smartfon wygląda bardzo efektownie a rameczki są minimalne, to jednak nie jest to szczyt praktyczności, często możemy niechcący coś nacisnąć i dopiero ubranie naszego Note w jakieś etui powinno rozwiązać ten problem.

Kontrowersyjnym w teorii posunięciem było przerzucenie wszystkich przycisków (włączania i regulacji głośności, na szczęście Samsung zrezygnował przycisku Bixby) na lewy bok. Do tej pory głośność była na lewym a włączanie na prawym. Ale już po kilku godzinach spędzonych z Note 10 polubiłem to rozwiązanie. Przycisk „on-off” miałem zawsze pod środkowym palcem i wyłączanie telefonu nie sprawiało mi najmniejszego problemu. Być może jest to kłopot w większym Note 10+, ale tu nie.

Zresztą do przycisku nie musimy sięgać tak często, bo do włączania nie jest potrzebny. Możemy korzystać albo z szybkiego czytnika linii papilarnych zatopionego w ekranie, albo z rozpoznawania twarzy, które jest absolutnie bezproblemowe. Note 10 sam się wybudza po podniesieniu, kamerka szybciutko nas rozpoznaje, przenosząc od razu do pulpitu głównego. Malkontenci będą narzekać na to, że telefon nie skanuje już tęczówki oka, co było z pewnością bezpieczniejsze, ale ja do nich nie należę, bo cenię sobie szybkość i bezproblemowość obecnego rozwiązania.

Kolejnym kontrowersyjnym posunięciem było wyrzucenie z Note 10 gniazda mini-jack na słuchawki. I tu akurat przyłączę się do grona krytyków Samsunga. Szkoda, szkoda i jeszcze raz szkoda, zwłaszcza, że producent nie daje nam żadnej przejściówki, byśmy mogli podłączyć swoje ulubione słuchawki, a z przejściówkami innych producentów Note 10 współpracować nie chce. Jesteśmy więc skazani na słuchawki z USB-C które znajdziemy w pudełku, są świetnej jakości, ale nie każdemu muszą przypaść do gustu.

Szklany tył telefonu stracił nieco swój charakter, bo trzy obiektywy zostały ułożone pionowo w lewym rogu, identycznie jak jest to w Huaweiu P30 Pro. W starszych modelach leżały poziomo i wyglądało to bardzo oryginalnie.

Rysik tradycyjnie umieszczono z lewej strony dolnej krawędzi, a mimo że jest to część ruchoma, Note 10 spełnia normę IP 68 czyli jest pyło i wodo- szczelny.

Specyfikacja, działanie

Procesor to Samsungowy Exynos 9825 (taki sam jak w większej wersji). Do pomocy ma 8 GB RAM (w 10+ to 12 GB). Nie ma niestety slotu na kartę pamięci, ale tej wbudowanej mamy aż 256 GB, czyli dla zwykłych użytkowników w nadmiarze, tym „biznesowym” też powinno wystarczyć. Płynność, szybkość, brak jakichkolwiek kłopotów podczas codziennej pracy, świetne trzymanie zakładek w pamięci i lekkie nagrzewanie się podczas grania. Tak w skrócie można opisać działanie Note 10. Zadowolony z niego powinien być każdy, jakieś „ale” mogą mieć jedynie posiadacze One Plusa 7 Pro z 90 Hz odświeżaniem ekranu, które daje wrażenie niesłychanej płynności i szybkości. To w Samsungu jest 60 Hz, czyli takie jak w każdym innym smartfonie, a ciekawostką jest fakt, że wyświetlacze dla One Plusa produkuje… Samsung.

GPS działa doskonale i Note 10 świetnie sprawdza się w roli nawigacji, a dzięki NFC zapłacimy nim zbliżeniowo.

Urządzenie rewelacyjnie wypada też w roli odtwarzacza muzyki (choć jeszcze raz należy mu wytknąć brak wejścia mini-jack na słuchawki). Głośniki zewnętrzne są stereo, w dodatku ten nad ekranem służący do rozmów, choć jest tak niewielkich rozmiarów, że trudno go nawet zauważyć, jest bardzo głośny i świetnej jakości, więc dźwięk przestrzenny płynie do nas równo z każdej strony i jest bardzo przyjemny dla ucha. Świetna sprawa zwłaszcza podczas oglądania filmów czy YouTube. Wszystkie korektory i ustawienia dźwięku działają także na słuchawkach bluetooth, a te z pudełka, sygnowane marką AKG też są doskonałej jakości, więc muzycznie Samsung to ścisła smartfonowa czołówka.

Szkoda, że zabrakło miejsca na diodę powiadomień. Musi ją nam zastąpić rozbudowane Always On Display, które wyświetla powiadomienia nie tylko z aplikacji systemowych, ale też trzecich. Możemy też do niego przyczepiać notatki sporządzone rysikiem na wygaszonym ekranie (o czym jeszcze za chwilę). Szkoda, że Samsung cały czas nie wykorzystuje jako diody powiadomień animacji wokół kamerki towarzyszącej odczytywaniu naszej twarzy.

Oprogramowanie, Rysik

Android 9 i nakładka One UI spisują się doskonale. To w tym momencie moja ulubiona smartfonowa nakładka z wieloma możliwościami personifikacji, świetnymi gestami (wyciągane od dolnej krawędzi), ustawieniami dbającymi o naszą prywatność i bezpieczeństwo, możliwością dzielenia ekranu, klonowania aplikacji, ciemnym motywem i wieloma innymi, mniej lub bardziej przydatnymi rzeczami. Takimi np. jak DEX, czyli możliwość podłączenia Note 10 do monitora i zamienienia go w komputer, bądź podłączenia go do komputera (PC bądź Mac), gdzie nasz telefon działa w oknie wewnątrz systemu a my możemy obsługiwać np. wiadomości bądź przeciągać pliki bezpośrednio z komputera do smartfona. Do wszystkiego wystarczy kabel USB.

Czas na danie główne serii Note, czyli rysik. Po pierwsze w tym roku dodano mu wiele efektownych, ale moim zdaniem mało wnoszących funkcji. Bo z możliwości przewijania stron, zdjęć w galerii czy zoomowania aparatu gestami rysika, które można stosować dzięki wbudowanemu w niego żyroskopowi, skorzystałem ledwie kilka razy. I to bardziej z ciekawości i testerskiego obowiązku niż potrzeby.

Ale spokojnie, są rzeczy z których korzystałem z przyjemnością, pomocne w mojej pracy. To np. pisanie notatek na wygaszanym ekranie i możliwość przypinania ich do Always On Display. Świetna sprawa, jeśli ma się wiele rzeczy do zrobienia i nie chce się o nich zapomnieć, a nasz plan dnia zmienia się jak w kalejdoskopie.

Najbardziej zaś przydatna z mojego, dziennikarskiego punktu widzenia, jest możliwość zamiany pisma ręcznego na plik tekstowy. Jak to działa? Po prostu tworzymy notatkę, piszemy coś rysikiem na ekranie, po czym konwertujemy. Tu dzieje się magia, bo telefon w zasadzie bezbłędnie odczytuje nasze pismo. Choć nie zawsze – pismo lekarza pokonało Note 10. Ale to raczej wyjątek potwierdzający regułę, zresztą z lekarskim pismem nie daje sobie rady większość osób. Tak zapisaną notatkę w pliku World możemy przesłać mailem na komputer i kontynuować pisanie. Proste, szybkie, niebywale użyteczne.

Zdjęcia, bateria

W telefonie znajdziemy trzy obiektywy z tyłu i jeden z przodu. Główny i tele mają po 12 mpx, szeroki kąt – 16. Jest optyczna stabilizacja obrazu. Aparat do selfie ma 10 mpx i autofocus. Cały ten zestaw działa doskonale. Zdjęcia przednią kamerą dzięki AF są ostre za każdym razem. Można wybierać pomiędzy dwoma kadrami – szerszym i węższym. Jest też oczywiście tryb portretowy z rozmytym tłem. Wszystko na najwyższym, smartfonowym poziomie.

Zdjęcia z aparatów tylnych też zachwycają. Piękne kolory (lekko podbite przez tzw. „optymalizator scenerii”) robią wrażenie. Tak samo jak rozpiętość tonalna. Telefon ostrzy w mgnieniu oka, radzi sobie w każdej sytuacji, a na pochwały zasługuje tryb nocny. Samsung moim zdaniem nadrobił stratę do innych producentów, czas naświetlania zdjęć z ręki jest podobny jak u konkurencji, a efekt bardzo satysfakcjonujący.

Zdjęcia portretowe w trybie live focus można robić obiektywem głównym bądź tele.

Jeśli gdzieś można doszukiwać się jakichś braków, to nie w jakości fotografii ale możliwościach. Konkurencja oferuje 3 bądź 5-krotny zoom optyczny, tu mamy tylko 2-krotny.

Żadnych braków – ani w jakości ani w możliwościach nie ma za to w wideo. Smartfon potrafi nagrywać filmy w 4k w 60 FPS i niższych rozdzielczościach z tyłu oraz w 4k z przodu, stabilizacja jest obłędna, a po uaktywnieniu funkcji „duża stabilność” nagrania są tak płynne i z małą ilością drgań, jakbyśmy używali do nich gimbala. Do tego wraz z zoomowaniem obrazu zoomujemy także nagrywanie dźwięku. Mówiąc szczerze lepszego telefonu do kręcenia filmów nie jestem sobie w stanie przypomnieć.

Bateria ma 3500 mAh. Mi starczała na cały dzień, zazwyczaj kończyłem go z 20, 30 proc. i czasem pracy na włączonym ekranie oscylującym między 3 a 4 godziny, dobrnięcie do pięciu najprawdopodobniej całkowicie wydrenowałoby ogniwo. Jest szybkie ładowanie (około 1,5 h do pełna), jest ładowanie indukcyjne i zwrotne. Cudów nie ma, ale nie ma też dramatu. Jest przyzwoicie.

Czyli…

Po pierwsze – Note 10 jest drogi, ale nie najdroższy, bo za Note 10+ trzeba zapłacić więcej, zresztą chyba nikt nie spodziewał się, że jakiś model z tej linii będzie tani. Za to te telefony posiadają funkcjonalności, których nie dostaniemy nigdzie indziej. Po drugie – różnice w specyfikacji względem Note 10+ widać w Note 10 tylko na papierze, w codziennym użytkowaniu absolutnie nic nam nie brakuje. Dostajemy za to coś, czego do tej pory byliśmy w Notach pozbawieni – kompaktowe rozmiary i komfort użytkowania. Dlatego przyznając Samsungowi żółtą kartkę za pozbawienie Note 10 wejścia mini-jack na słuchawki muszę stwierdzić, że jeśli miałbym wydawać worek pieniędzy, to wydałbym go właśnie na ten, mniejszy i tańszy model.