Podbicie serc polskich klientów nie jest proste. W miłości robi się to ponoć przez żołądek, w biznesie, zwłaszcza w naszym kraju, zdecydowanie przez portfel. Oppo znane jest zaś z tego, że ma poczucie wartość swoich urządzeń. Ceny nie należą zazwyczaj do najniższych, firma broni się za to jakością. Czy jednak warto zaryzykować i wyłożyć na Oppo Reno x10 Zoom niebagatelne 3499 zł?

Budowa, wykonanie

Smartfon urzeka swoją bezramkową konstrukcją i ekranem bez notcha czy dziury. Przez ostatnie lata my, klienci, daliśmy sobie wmówić, że takie atrakcje wcale nam nie przeszkadzają, ale to nieprawda. Wystarczy wziąć do ręki telefony Oppo z serii Reno (o jednym z nich pisałem tu), by zobaczyć, jak wielka jest różnica. Przyjemność oglądania filmu albo nawet zwykłego przeglądania internetu na wyświetlaczu, na którym nic nie absorbuje naszego wzroku, jest nie do przecenienia. Wszystko jest możliwe dzięki usunięciu z niego przedniej kamery. Oppo umieściło ją na wysuwanej z górnej krawędzi „płetwie rekina”. Coraz więcej producentów zaczyna stosować wysuwany bądź obracany aparat fotograficzny, (Xiaomi, Huawei, Asus, Samsung). W Oppo kamerka pokazuje się się chyba najszybciej, a dźwięk mechanizmu jest niemal niesłyszalny.

Ramki wokół olbrzymiego ekranu (przekątna 6.65 cala) są cieniutkie (ale bródka na dole wciąż jest nieco większa), wyświetlacz wykonano w technologii AMOLED (FHD+, 390 pixeli na cal). Trochę szkoda, że Oppo nie zdecydowało się na rozdzielczość QHD, przy tak wielkim panelu różnica byłaby widoczna gołym okiem, zestawiając Oppo z innymi urządzeniami z ekranami AMOLED i nieco większym zagęszczeniem pixeli, widać różnicę na niekorzyść x10 Zoom. Ale i tak jest nieźle, bo co AMOLED to AMOLED. Głębia i intensywność kolorów, świetna jasność i komfort używania telefonu w mocnym słońcu są gigantycznymi zaletami Oppo Reno x10 Zoom.

Prócz pięknego ekranu smartfon ma też piękne plecki – matowe szkło (u mnie w kolorze zielonym) prezentuje się efektownie, nie zbiera przesadnie odcisków palców, a telefon dość komfortowo leży w dłoni. Dość, a nie bardzo, bo jednak jest wielki i trudno go opanować jedną ręką. Urządzenie jest też ciężkie, ale to akurat dodaje mu odczucia „solidności” i mi osobiście zupełnie nie przeszkadza.

Przyciski są umieszczone na przeciwległych bokach, włączanie mamy na prawym, regulację głośności na lewym, na dole jest tacka na dwie karty SIM, ale można jedną z nich zastąpić kartą pamięci. Dźwięk jest stereo, bo prócz głośnika na dole wykorzystano także głośnik do rozmów na górnej krawędzi (natężenie dźwięku to mniej więcej 70 do 30 na korzyść tego dolnego).

Rzeczą w zasadzie dziś niespotykaną jest fakt, że obiektywy aparatów nie wystają ponad powierzchnię plecków, co jest tym bardziej imponujące, że Oppo zamknęło w tym urządzeniu potężną optykę. A by zapobiec rysowaniu się aparatów, dodało na pleckach małą kulkę, na której opiera się telefon i która tym samym chroni obiektywy przed przypadkowym uszkodzeniem.

Oppo Reno 10x Zoom nie jest też wodoodporny, co przy konstrukcji z wysuwanym aparatem nie dziwi. I ja nie mam z tym problemu, stawiając na szali ekran bez ramek i możliwość kąpieli w basenie z telefonem, zdecydowania wybieram to pierwsze – z zalet pięknego wyświetlacza korzystam za każdym razem gdy biorę smartfon do ręki, z wodoodporności – być może raz w roku na wakacjach.

Specyfikacja, działanie

Snapdragon 855, 8 GM RAM i 256 GB pamięci wbudowanej czynią z x10 Zoom prawdziwego wydajnościowego potwora. Płynność działania, brak problemów w nawet najbardziej wymagających grach, o zwykłym, codziennym używaniu nawet nie wspominając. W AnTuTu Benchmark telefon wyciska 340410 pkt, co plasuje go w ścisłej smartfonowej czołówce.

Telefon ma optyczny czytnik linii papilarnych w ekranie i po raz kolejny muszę stwierdzić, że Oppo dysponuje najszybszymi tego typu czytnikami (odpowiedzialna z nie jest chińska firma Goodix). Działa bezbłędnie i błyskawicznie. Telefon można też odblokować twarzą, trzeba przejechać palcem w górę po podświetlonym ekranie, to spowoduje wysunięcie „płetwy rekina”.

W telefonie jest NFC, więc nie ma problemów z płatnością zbliżeniową, GPS działa bezbłędnie i bardzo precyzyjnie. Na wysokim poziomie stoi też muzyka odtwarzana na słuchawkach (niestety nie ma mini-jacka), choć ustawienia Dolby Atmos nie są dostępne na słuchawkach bluetooth.

Oppo Reno 10x Zoom działa na Androidzie 9 przykrytym nakładką Color OS w wersji 6.0. W stosunku do wersji wcześniejszej jest ona poprawiona, nieco ucywilizowana i dostosowana do europejskiego, a nie chińskiego odbiorcy. Wszystkie ustawienia są tam, gdzie można się ich spodziewać, na górze ekranu pojawiają się w końcu ikonki powiadomień, mamy gesty, inteligentny pasek boczny, blokowanie dostępu do aplikacji czy ich klonowanie, blokowanie niechcianych kontaktów a nawet… fałszywych stacji bazowych. Jest charakterystyczna dla Oppo bezpieczna klawiatura która pojawia się w momencie wpisywania kodów, tryb dla dzieci, inteligentny kierowca, czy całe mnóstwo ustawień kolorów wyświetlacza. Poprawki bezpieczeństwa w chwili pisania tego tekstu datowane były na 5 lipca.

Mnie osobiście w telefonach Oppo fascynuje jednak widżet do wygaszania ekranu, który można zainstalować na pulpicie. Z takiego rozwiązania korzystam na wszystkich telefonach, które go mają (Xiaomi, Huawei, Honor), bo jest to bardzo wygodne. W Oppo bywa różnie. W modelu RX 17 Pro taki widżet był tylko jeden, nie można go więc było ustawić na każdym pulpicie, w dodatku schowany był w folderze z narzędziami. W Oppo Reno wszystko było już normalnie (widżet był razem z innymi, z możliwością instalacji na każdym pulpicie), zaś w Oppo Reno 10x Zoom widżetu… nie ma wcale. Smutną pozostałością po nim jest ikonka na pasku ze skrótami na górnej belce, działająca tak jak działać powinna, ale umieszczona nie tam gdzie trzeba. Jestem bardzo ciekawy, gdzie i czy znajdę mój ulubiony widżet w kolejnym telefonie Oppo.

Na plus Always On Display, na minus – że nie obsługuje powiadomień z aplikacji trzecich, a diody powiadomień brak.

Zdjęcia, bateria

Obiektyw główny to 48 mpx matryca Sony IMX 586, łącząca 4 pixele w jeden większy. Ma światło 1.7 i jest stabilizowana optycznie (OIS). Teleobiektyw ma 13 mpx, światło 3.0 i OIS, obiektyw szerokokątny ma 8 mpx i światło 2.2. Kamerka do selfie ma 16 mpx ze światłem 2.0.
Oppo postawiło w tym modelu, jak sama nazwa wskazuje, na zoom. Mamy więc 2x zoom cyfrowy, 6x i 10x zoom hybrydowy, a największe możliwe przybliżenie to niespotykane 60x. Tym samym Oppo na napierze pokonuje Huaweia P30 Pro, którym możemy przybliżać obraz 50 razy. Oczywiście i w jednym i w drugim telefonie takie przybliżenie nie nadaje się absolutnie do niczego, bo jakość takiego zdjęcia najbardziej zbliżona jest do dzieł impresjonistów – o jakichkolwiek szczegółach możemy zapomnieć. Ale o pozostałych wartościach możemy już porozmawiać na poważnie. Widać, że Oppo chce być „naj”, bo fizycznie moduł tele zapewnia zbliżenie 5x – tak jak jest to w smartfonach konkurencji, ale producent zdecydował się minimalnie przekroczyć tą wartość, mamy więc zbliżenie 6x – hybrydowe.

Jaka jest jakość zdjęć? Bardzo dobra. Fotografie mają bardzo przyjemną dla oka plastykę, naturalne odwzorowanie kolorów, dużą szczegółowość, ładne rozmycie tła w zdjęciach portretowych. Zoom (prócz oczywiście tego 60x) też spisuje się świetnie, a fotografie z 6 i 10 przybliżeniem nadają się spokojnie do publikacji np. na portalach społecznościowych. Przede wszystkim zaś (wraz z szerokim kątem) dają kreatywnym osobom olbrzymią paletę fotograficznych możliwości. Smartfon nieźle spisuje się też w nocy (jest do tego dedykowany tryb), choć Huawei P30 Pro, który jest bezpośrednim konkurentem Oppo Reno x10 Zoom ma przewagę dzięki autorskiej, światłoczułej matrycy.

Oppo za to wygrywa w wideo, możemy je kręcić w 30 i 60 FPS w 4K (i oczywiście w niższych rozdzielczościach), dobrze spisuje się optyczna stabilizacja obrazu. W dodatku możemy modyfikować ustawienia nagrywania dźwięku, tak by był on zbierany nie tylko wokół całego smartfona, ale tylko z przodu, co przydaje się podczas nagrywania osób czy wydarzeń.

Bateria ma pojemność 4065 mAh. Starczała mi na dzień do dwóch, w zależności od intensywności używania smartfona. Nigdy nie miałem poczucia, że energii może mi zabraknąć, więc w ogólnym rozrachunku zaliczam ją na spory plus. Jest szybkie ładowanie, indukcyjnego niestety brak.

Czyli…

Oppo Reno 10x Zoom jest graczem ekstraklasy. Dość drogim, jak na rozpoznawalność tej marki, ale wartym swojej ceny. Kto go kupi, będzie zadowolony.