Huawei od jakiegoś czasu cierpi za sprawą amerykańskich sankcji i braku dostępu do usług Google. Chińczycy rozwijają swój autorski sklep HMS (Huawei Mobile Service) z aplikacjami, ale zapełnienie go wszystkimi/większością/częścią programów ze sklepu Play trochę im zajmie. Z telefonami firma ma więc problem. Ale tablety? Choć i one objęte są restrykcjami, to jednak korzystanie z nich bez usług Googla nie boli tak jak w przypadku smartfonów. Mnie na przykład nie bolało wcale. Wyjaśnię to na przykładzie Huaweia MatePad Pro.

Reklama

Do sprawnego działania będziemy potrzebować: tablet i klawiaturę. Jako dodatek może nam służyć rysik, ale nie jest on konieczny. Do tego przyda się pakiet Microsoft Office bądź inny edytor tekstów ze sklepu HMS.

Urządzenie przychodzi do nas w niewielkim pudełku. Prócz tabletu mamy w nim jeszcze ładowarkę i przejściówkę do podłączenia słuchawek – z niezrozumiałych dla mnie powodów w tablecie zabrakło miejsca na wejście mini-jack. MatePada możemy naładować indukcyjnie (15 W), urządzenie obsługuje także bezprzewodowe ładowanie zwrotne, czyli możemy podładować nim inny telefon albo słuchawki.

Ekran wykonano w technologii IPS, ma przekątną 10,8 cala i rozdzielczość 2560x1600 pikseli. Nie jest to AMOLED, a z oczywistych powodów nie mogłem udać się do parku, by sprawdzić jak wyświetlacz sprawuje się w pełnym słońcu, ale test „okienny” MatePad przeszedł bez kłopotu, cały czas komfortowo widziałem wyświetlane na nim treści. Huawei na tle konkurencji potrafi robić bardzo dobre IPS-y, co niejednokrotnie udowadniał w swoich telefonach. Jasność maksymalna wynosi 540 nitów. Kąty widzenia są dobre a kolory nasycone i wyraziste. Ładnie wyglądają też ramki urządzenia – z jednej strony cienkie, z drugiej zapewniające przyzwoity chwyt bez strachu o przypadkowe naciśnięcie czegoś na ekranie. Dziurka na kamerkę do selfie w prawym rogu zupełnie nie przeszkadza i inaczej niż w smartfonach, przy tak dużej powierzchni ekranu jest praktycznie niezauważalna. W tablecie nie ma czytnika linii papilarnych, możemy go odblokować PIN-em, hasłem, bądź naszą twarzą skanowaną właśnie przez kamerkę do selfie. Przycisk do regulacji głośności (jeden, o przyjemnym, sztywnym skoku) mamy na górze prawej krawędzi (gdy trzymamy urządzenie pionowo), a przycisk włączania na prawym boku krawędzi górnej. Jednak rzeczą która sprawiła mi najwięcej radości była… dawno przeze mnie nie widziana w żadnym urządzeniu dioda powiadomień, informująca nas np. o nieprzeczytanych mailach.

Huawei MatePad Pro / dziennik.pl
Huawei MatePad Pro / dziennik.pl

MatePad Pro ma USB-C i cztery rewelacyjnie grające głośniki. W przypadku tabletów to szczególnie ważne, bo wielki ekran zachęca do tzw. „konsumpcji mediów” a oglądanie w kilka osób filmu czy YouTube dzięki nim jest bardzo komfortowe.

Generalnie używanie tabletu jest przyjemne. Napędza go topowy procesor Huaweia – Kirin 990, który ma tu do pomocy 6 GB RAM. Pamięci wbudowanej mamy 128 GB, możemy ją rozszerzyć kartą pamięci, ale w standardzie Huawei. Urządzenie działa płynnie, szybko, nie ma problemów z większym obciążeniem kilkoma programami, grami (Fortnite) i w zasadzie się nie nagrzewa.

By rozpocząć pracę, najwygodniej będzie nam przejść w Tryb Pulpitu, dzięki czemu mamy widok przypominający nam ten znany z komputera. Odpalamy pakiet Office bądź WPS i… po prostu piszemy.

Skupmy się teraz na osprzęcie, czyli klawiaturze i rysiku. Zwłaszcza dzięki tej pierwszej możemy w prosty sposób zmienić „zabawkę” w narzędzie do pracy. Etui po prostu „przyklejamy” do pleców urządzenia, magnesy trzymają wszystko bardzo pewnie i stabilnie, ale też używając niewielkiej siły w łatwy sposób możemy je odczepić, bez potrzeby siłowania się z jakimikolwiek zaczepami. Kąt nachylenia ekranu możemy regulować umieszczając dolną krawędź w dwóch specjalnych rowkach. I rzecz najważniejsza – pisanie. Klawisze mają zaskakująco dla mnie bardzo przyjemny, wyczuwalny skok, całkiem spory jak na tak małą klawiaturę rozstaw, co przekłada się na komfortowe pisanie tekstów. Szkoda, że nie udało się upchnąć gdzieś małego choćby gładzika, ale przy dotykowym ekranie nie jest to wielkim problemem, wymaga po prostu kilku chwil przyzwyczajenia. Znów – szkoda, że przez koronawirusową sytuację jesteśmy zamknięci w czterech ścianach, ale zdecydowanie MatePad Pro sprawdziłby się w służbowych podróżach jako narzędzie do edytowania tekstów.

Huawei MatePad Pro / dziennik.pl

Co możemy znaleźć w tablecie

  • Tryb PC mode – ekran zmienia się w pulpit komputera i pozwala obsługiwać do 8 aplikacji pracujących w tle jednocześnie bez wpływu na wydajność
  • Huawei Share i dwie wynikające z tego funkcje: OneHop + Multi-Screen Collaboration tj. współdzielenie ekranu ze smartfonem
  • Multi-Window: do 3 aplikacji pracujących jednocześnie
  • Floating Window, funkcja, która pozwala korzystać z aplikacji nie przerywając trwającej czynności: np piszesz tekst/sms i oglądasz wideo / bierzesz udział w wideo konferencji
  • Huawei App Multiplier – widok tej samej aplikacji w 2 okienkach
  • Pakiet biurowy WPS
  • Aplikacja Nebo dla Huawei: konwertuje notatki odręczne – zmienia ja w edytowany tekst, przekształca w diagram etc. – tutaj kluczowy jest rysik M-Pencil (+4K poziomów czułości)

Tu musimy wrócić do rzeczy od której rozpocząłem ten tekst, czyli do usług Googla. Tak jak napisałem, generalnie ich brak mnie nie bolał. Na tablecie w trybie desktopowym korzystanie np. z YouTube przez przeglądarkę w zasadzie niczym nie różni się od korzystania z YouTube na laptopie. Zdjęcia można w łatwy sposób edytować korzystając z wbudowanego programu bądź np. w PicsArt Photo Editor, który jest do ściągnięcia z AppGallery. Generalnie warto zaglądać albo tam, albo do innych alternatywnych sklepów z aplikacjami, gdzie możemy znaleźć m.in. Facebooka, Messengera, Spotify czy Instagram. Jeśli zaś naszym głównym kontem mailowym jest Gmail, podpinamy go po prostu do klienta poczty zainstalowanego w tablecie i po kłopocie.

Oczywiście – tablet nie ma takiej funkcjonalności jak urządzenia ze wszystkimi usługami Googla, ale z drugiej strony nie jest to smartfon i po prostu wielu rzeczy które na nim są niezbędne, tu nie potrzebujemy.

Reklama

Została nam jeszcze kwestia zdjęć, bo choć robienie ich tabletem nie jest najwygodniejsze, to jednak jest możliwe, w dodatku Huawei postarał się, żebyśmy byli z rezultatów zadowoleni. Do dyspozycji mamy dwa aparaty – 13 MP ze światłem 1.8 z tyłu i 8 MP ze światłem 2.0 z przodu. Możemy korzystać z większości trybów znanych ze smartfonów tej firmy, włącznie z trybem nocnym i rozbudowanym trybem Pro. Dlatego pomimo że dwie kamery mogą wydawać się dość ubogim zestawem w porównaniu z telefonami, to jednak w praktyce zdjęcia które zrobiłem MediaPadem Pro absolutnie w niczym im nie ustępowały. Ładne, żywe kolory, dobra szczegółowość, jak na tablet to aż nadto. Filmy możemy nagrać nawet w rozdzielczości 4K 30 FPS.

Zdjęcie wykonane tabletem Huawei MatePad Pro / dziennik.pl
Zdjęcie wykonane tabletem Huawei MatePad Pro / dziennik.pl
Zdjęcie wykonane tabletem Huawei MatePad Pro / dziennik.pl
Zdjęcie wykonane tabletem Huawei MatePad Pro / dziennik.pl

Bateria ma 7250 mAh, dzień intensywnej pracy (edytowanie tekstów, Spotify w tle) to ubytek mniej więcej 40 proc. Tablet średnio ładowałem co 4 dni.

Czyli…

Mówiąc szczerze, myślałem że z MediaPadem Pro będę się męczył, a wcale tak nie było. Znając już z praktyki ograniczenia związane z brakiem usług Googla w urządzeniach Huaweia, przygotowany byłem na spore kombinowanie. Okazało się jednak, że tablet to nie telefon i tak jak życie bez Googla na tym drugim jest ciężkie, tak tu nie jest wielkim problemem. Jasne, z Googlem byłoby łatwiej ale i tak nie było źle. W zasadzie przy moim sposobie używania tabletu ograniczeń nie odczułem. Ale oczywiście przed zakupem trzeba zrobić rachunek sumienia, dokładnie zastanowić się czego będziemy potrzebowali, do jakich zastosowań urządzenie będzie nam służyć, czy znajdziemy znane nam aplikacje bądź sensowne zamienniki i dopiero wtedy, z rozmysłem, podejmować decyzję, tak byśmy się nie rozczarowali.

Zwłaszcza, że zakup nie należy do najtańszych. Warto przeszukać sklepy z elektroniką, ja np. znalazłem zestaw tablet (w wersji WiFi)/klawiatura/rysik za 2499 zł. I w takiej konfiguracji mogę go polecić, wtedy bowiem nie będzie tylko zabawką ale i całkiem funkcjonalnym i wydajnym narzędziem pracy. Choć oczywiście znalezienie laptopa z przyzwoitą konfiguracją w tej cenie nie będzie wielkim problemem. Żaden jednak nie zapewni nam tak długiej możliwości prac z dala od ładowarki.

PS. Ten tekst w całości powstał na Huawei MatePad Pro.