Design P40 Pro to żadna rewolucja. To typowy smartfon z zakrzywionym ekranem i tylną „wyspą” z aparatami. Niestety już na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że designerzy się nie popisali. Moduł aparatów za bardzo wystaje z obudowy i wygląda, gdyby była doklejona na siłę. Apple czy Samsung ten element swoich smartfonów zaprojektowały z większą gracją.

Reklama

Huawei zdecydowało się zastosować w P40 Pro lekko wygięty ekran o przekątnej 6,58-cala rozdzielczości 2560x1200 i odświeżaniu 90Hz. Warto jednak pamiętać, że to od aplikacji zależy, czy wykorzysta to odświeżanie, czy też zostanie przy standardowej, 60Hz częstotliwości. Na pewno jednak przewijanie stron www czy poczty jest niezwykle płynne. Nasycenie kolorów i barwa także są doskonałe. Nie podoba mi się za to lekkie wygięcie ekranu. Jak we wszystkich urządzeniach z takim wyświetlaczem mamy problem z klawiaturą. Skrajne klawisze są bowiem w połowie przycięte i ciężej się pisze niż na smartfonie z tradycyjnym ekranem.

Zamiast notcha czy łezki Huawei wmontował w przedni wyświetlacz moduł aparatu do selfie i czytnika rysów twarzy na wysokości paska powiadomień. To całkiem rozsądne rozwiązanie. Wygląda to w miarę dobrze i „nie kradnie” cennego miejsca na wyświetlaczu.

Zdjęcie wykonane Huawei P40 Pro / dziennik.pl

Jeśli chodzi o pamięć, to dostajemy 256GB rozszerzanego – niestety – autorskim pomysłem chińskiego koncernu, stosowanego od czasów Mate 20 Pro czyli Nano memory card. To karta pamięci niekomaptybilna z urządzeniami innych firm i droższa od zwykłych MicroSD. Na szczęście dzięki odpowiedniej ilości pamięci, wbudowanej w smartfona, karty pamięci nie trzeba będzie w ogóle kupować (choć zapomnijcie o łatwym transferze zdjęć czy plików przez wrzucenie karty do czytnika).

Świetnie działa za to (w dzień) system rozpoznawania twarzy oraz – wbudowany w ekran – czytnik linii papilarnych. Są szybkie i nie mają żadnych problemów z odczytaniem naszych danych biometrycznych. Praktycznie wystarczy spojrzeć na ekran i już mamy telefon gotowy do pracy.

Jeśli chodzi o aparaty, to -tradycyjnie -Huawei wyprodukował kamery przy współpracy z Leicą. Mamy więc główny aparat o matrycy 50MP f/1.9, do tego 12 MP f/3.4 peryskopowy 5x zoom optyczny z optyczną stabilizacją oraz szerokokątny obiektyw o rozdzielczości 40MP. Do tego w tylnym module znajdziemy też mikrofon, lampę błyskową i kamerę głębi pola.

Zdjęcie wykonane Huawei P40 Pro / dziennik.pl
Zdjęcie wykonane Huawei P40 Pro / dziennik.pl
Zdjęcie wykonane Huawei P40 Pro / dziennik.pl

Jak zwykle też, o dobór odpowiednich parametrów zdjęć zadba sztuczna inteligencja. Pierwsze zdjęcia pokazują, że P40 Pro ma naprawdę bardzo dobry aparat. Kamera ma tylko jeden minus – dalej nie ma optycznego zoomu x3, który jest najbardziej przydatny w codziennej fotografii. To przybliżenie dostępne jest tylko w wersji cyfrowej.

dziennik.pl
dziennik.pl

P40 Pro rozwiązuje też największy – moim zdaniem problem – który do tej pory miały smartfony Huawei. W poprzednich modelach, trzeba było ręcznie wybrać, czy chcemy najwyższą rozdzielczość matrycy, czy też korzystać z mniejszej rozdzielczości, ale za to móc używać przybliżenia. Tu nie ma wyboru rozdzielczości. To znacznie ułatwia robienie zdjęć, nie trzeba bowiem w menu nagle przełączać rozdzielczości (jak to było w P30 Pro)

Jakosć zdjęć w dużym zoomie jest dobra, choć są problemy z odpowiednim kadrowaniem, obraz powiem porusza się po całym ekranie.

Reklama
dziennik.pl
dziennik.pl
dziennik.pl

Czas przejść do największej bolączki P40 Pro – oprogramowania. Sama autorska nakładka Huawei działa płynnie i mniej „muli” niż standardowy Android. Sama nawigacja po systemie też jest prosta. Niestety przez amerykańskie sankcje nie ma standardowych aplikacji, które znamy i lubimy. Część ma już swoje wersje w autorskim sklepie Huawei. Nie znalazłem jednak ani gier, które lubię, nie ma też aplikacji do mediów społecznościowych, apek bankowych, Netflixa, map google, YouTube’a czy Gmaila. Nie ma też Spotify, choć są Deezer i Tidal. Dostępne są też m.in. Empik Go czy Legimi. Na szczęście w Huawei App Gallery można też znaleźć dobre programy antywirusowe, jak Kasperski czy Bit Defender, które są niezbędne na telefonach z androidem.

Jeśli chodzi o mapy, to są one dostępne tylko w trybie offline - tak, nawigacja jest możliwa bez połączenia z internetem. Nie dostaniemy jednak informacji o natężeniu ruchu – system nie poleci więc nam innej trasy, by ominąć korek tak, jak to potrafią mapy Google. Do tego aplikacja przekłamuje nasze położenie o kilkadziesiąt metrów. Moją lokalizację pokazywała po drugiej stronie ulicy.

Lwią część aplikacji, jak Netflix czy Spotify można znaleźć w sieci jako pliki .apk i zainstalować samemu. Trzeba jednak pamiętać, że instalacja aplikacji, w których podajemy dane naszej karty kredytowej, z nieznanych źródeł to proszenie się o kłopoty. P40 Pro nie ma bowiem wbudowanych systemów Google’a dbających o poprawną weryfikację aplikacji. Programy, które instalujemy spoza oficjalnego sklepu nie są więc testowane na obecność malware i możemy się spotkać z przykrą niespodzianką.

Dla mnie największą wadą P40 Pro jest jednak brak możliwości płacenia telefonem. Owszem, ma moduł NFC, jednak Google Pay nie działa, a autorski system płatności Huawei nie jest obsługiwany przez polskie banki. Można też zapomnieć o przelewach, BLIKu i wszystkich usługach finansowych dostępnych na telefonach z usługami Google’a w aplikacjach bankowych. Możemy jedynie dostać się na konto z przeglądarki internetowej,. Brak ten sprawia, że smartfon jest dla mnie bezużyteczny, bo telefon jest od dawna moim portfelem. A, o aplikacji mObywatel, czyli e-dokumentach też zapomnijcie.

Podsumowując pierwsze wrażenia. P40 Pro ma świetne podzespoły, doskonały aparat i… poważne problemy z aplikacjami. Zakaz współpracy z Google sprawił, że ten smartfon został wykastrowany i pozbawiony najważniejszych funkcji i aplikacji. Szkoda, bo byłby to jeden z lepszych telefonów 2020.

Na razie można go polecić więc tylko fanom marki, albo osobom, które nie boją się korzystać z aplikacji z niepewnych źródeł. Ucieszą się z niego także ci, którzy smartfona chcą wykorzystywać jako aparat fotograficzny i nie potrzebują innych funkcji. Kto jednak chce po prostu włączyć telefon, uruchomić Netflixa, YT, Spotify czy móc urządzeniem zapłacić w sklepie, lepiej niech obejrzy się za konkurencją. Także ci, którzy nie wyobrażają sobie życia bez portali społecznościowych, a sami nie będą w stanie zainstalować odpowiednich aplikacji z sieci, powinni znaleźć sobie inny model. Zwłaszcza, że P40 Pro kosztuje tyle, co konkurencja, która nie ustępuje ani możliwościami ani designem, a ma wszystkie usługi Google na pokładzie. Wyceniono go bowiem w Polsce na 4299 złotych - czyli niewiele mniej od Samsunga S20+.

SZCZEGÓŁOWĄ ANALIZĘ MOŻLIWOŚCI FOTOGRAFICZNYCH P40 Pro, CZASU PRACY NA BATERII ITP. PRZEDSTAWIMY W PEŁNEJ RECENZJI ZA KILKANAŚCIE DNI.