Zanim przejdę do opisywania swoich dwóch tygodni spędzonych z tym telefonem, podzielę się dwiema myślami. Po pierwsze. Praktycznie nie zdarza się, bym tuż po debiucie jakiegoś smartfona napisał – idźcie do sklepów i kupujcie. Nie ma co czekać aż stanieje, bo cena jest uczciwa. W przypadku Motoroli Moto G6 Plus tak właśnie mogę zrobić. I po drugie – przyznam się szczerze, że coraz częściej zastanawiam się, czy kupowanie najdroższych flagowych telefonów za ponad 3 tys. zł ma jakikolwiek sens. Sam ostatnio na co dzień używam dwóch telefonów ze średniej półki i nie mam z nimi najmniejszych problemów. Oba działają szybko i stabilnie, oba mają moduł NFC, więc mogę nimi płacić za zakupy, bateria starcza mi na dzień do dwóch, w dodatku mają wejścia mini-jack na słuchawki, o co coraz trudniej w topowych smartfonach, na zdjęcia też nie mogę narzekać. Takim telefonom łatwiej jest także wybaczyć ewentualne niedociągnięcia, bo układ moim zdaniem jest dość prosty – skoro producenci podbijają ceny najdroższych urządzeń w okolice niebotycznych 4 tys. złotych – tak samo my, konsumenci, powinniśmy windować nasze względem nich oczekiwania. Co w zasadzie nie pozostawia firmom żadnego marginesu błędu, cóż „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie”. Tymczasem Motorola Moto G6 Plus kosztuje 1300 zł, a to, co od niej otrzymujemy, zdecydowanie przewyższa nasze oczekiwania.

Wygląd, wykonanie

Jest dobrze, bo jest… inaczej. Moto G6 Plus ma swój charakter, nie jest kopią iPhona z wycięciem w ekranie, jakich mamy teraz na pęczki. Tu „notcha” nie uświadczymy, za to jest sporo miejsca nad i pod ekranem, ale jest to miejsce doskonale zagospodarowane. Nad mamy głośnik i oczko aparatu, pod – rewelacyjny czytnik linii papilarnych, o którym jeszcze napiszę.

Ramki po bokach też do najcieńszych nie należą, ale dzięki temu chwyt smartfona jest pewny i komfortowy. Szklany tył jest mocno zaoblony po bokach, a podwójne oczko aparatu ukryto w charakterystycznym dla Motoroli kółku, które mocno wystaje ponad powierzchnię. Niestety wokół niego zbiera się kurz i pył, który dość trudno usunąć, a krawędź narażona jest na obicia za każdym razem, gdy kładziemy smartfon na czymś twardym – w moim egzemplarzu widoczne już były minimalne odpryski na ramce.

Przyciski do regulacji głośności i włączania mamy na prawym boku, na lewym – tackę na dwie karty SIM i kartę pamięci. Tak, to nie jest dual sim hybrydowy, to prawdziwy dual sim, który pozwoli nam używać dwóch numerów oraz karty pamięci jednocześnie. Na dolnej krawędzi – kolejny rodzynek – wejście mini-jack na słuchawki – (Motorola na szczęście oparła się modzie na usuwanie tego złącza), obok USB C.
Wyświetlacz IPS TFT ma rozdzielczość FHD + (409 ppi), proporcje 18:9 i przekątną 5.9 cala. Jest bardzo dobrej jakości – da się go używać dość komfortowo nawet w słoneczne dni, a w ustawieniach można „podkręcić” sobie jego parametry, sterując temperaturą kolorów czy ich nasyceniem (mi najbardziej odpowiadał tryb „jaskrawy”).
Telefon nie jest ani wodo, ani pyło odporny, ale to jedna z tych rzeczy, którą można wybaczyć ze względu na cenę. W pudełku znajdziemy też silikonowe etui które uchroni nasze urządzenie w przypadku bliższego kontaktu z chodnikiem lub czymś twardym.
W sumie – Motorola G6 Plus konkursu na najpiękniejszy smartfon AD 2018 raczej nie wygra, ale jest solidna, dobrze wykonana i może się podobać (tak jest w moim przypadku).

Specyfikacja, działanie

Smartfon jest napędzany procesorem Snapdragon 630. To przyzwoita średnia półka (90070 pkt. w AnTuTu Benchmark), a ponieważ do tego mamy aż 4 GB pamięci RAM, telefon pracuje bardzo płynnie, szybko i absolutnie bezproblemowo. Przez ponad 2 tygodnie nie dał mi ani razu powodów do narzekań, wszystkie aplikacje i programy działały idealnie, nigdy nic się nie zawiesiło, nie zamknęło bez powodu, co wcisnąłem to się odpaliło, po prostu nuda. Z grami, nawet tymi bardziej wymagającymi, ten układ nie ma problemów, w dodatku mocno obciążony telefon wcale się nie nagrzewa.

Motorola konsekwentnie stawia na czystego Androida (tu w wersji 8.0, poprawki bezpieczeństwa z kwietnia), wszelkie modyfikacje umieszczając w aplikacji Moto. To przede wszystkim gesty Moto, czyli dwukrotne potrząśnięcie telefonem w celu włączenia latarki, czy dwukrotne obrócenie nadgarstkiem, by włączyć aparat. Znajdziemy tu też nawigację jednym przyciskiem. To możliwość nawigowania po telefonie czytnikiem linii papilarnych. Dla mnie osobiście to jedna z największych zalet tego smartfona, dzięki której czytnik w Motoroli jest najlepszym czytnikiem na rynku, bo jest czytnikiem kompletnym, choć choć wcale nie jest najszybszy.

Na czym polegają gesty?
Przyłożenie palca do czytnika wybudza telefon.
Przesunięcie po nim z prawej w lewą stronę to ruch wstecz.
Przesunięcie z lewej w prawą wywołuje listę ostatnio używanych aplikacji.
Dwukrotne szybkie przesunięcia palcem z lewej w prawą to poruszanie się między dwoma ostatnio używanymi aplikacjami.
Długie przytrzymanie palca na czytniku wywołuje kartę Googla.
Nieco krótsze przytrzymanie powoduje wygaszenie ekranu.

Dzięki temu mamy wszystkie funkcjonalności znane z przycisków wyświetlanych na ekranie (a w super szybkich czytnikach Huaweia nie możemy np. przeskakiwać między dwoma aplikacjami ani wygasić ekranu), możemy się też cieszyć całym, niczym nie przysłoniętym wyświetlaczem. A co najważniejsze, gesty są intuicyjne i szybciutko wchodzą w kciuki – dzień wystarczy, by się do nich przyzwyczaić. Za pomocą czytnika zabezpieczymy także dostęp do wybranych aplikacji (szczegóły znajdziecie w Moto Key).

Możemy też odblokować telefon twarzą, ale niestety po zeskanowaniu naszego oblicza i tak musimy przesunąć palcem po ekranie, więc funkcjonalność tej opcji jest dość dyskusyjna, prościej jest po prostu przyłożyć palec do czytnika linii papilarnych.

Firma nie oszczędzała na module WiFi, które jest dwuzakresowe, a wśród aplikacji znajdziemy radio FM, z możliwością nagrywania audycji oraz Pomoc dotyczącą urządzenia, która podpowie początkującym użytkownikom, jak telefon spersonalizować. Smartfon doskonale sprawdzi się w roli nawigacji – GPS działa bez najmniejszego problemu. W dodatku można wtedy docenić położenie głośnika – nad ekranem a nie na dolnej krawędzi – głos nie jest niczym tłumiony. Jakość rozmów także stoi na wzorcowym wręcz poziomie – właśnie dzięki doskonałemu głośnikowi.

A skoro przy dźwięku już jesteśmy – Motorola G6 Plus świetnie sprawdzi się w roli telefonu muzycznego, co dla mnie było dość dużym zaskoczeniem. Po pierwsze – jest wyjście mini jack na słuchawki. Po drugie – aplikacja Dolby Audio z kilkoma trybami, equalizerem i korektorem graficznym potrafi wykrzesać z tego smartfona dźwięki, których nie powstydził by się niejeden telefon z wyższej półki.

Małą łyżką dziegciu jest brak diody powiadomień. Zamiast niej mamy bardzo dobry „wyświetlacz Moto” – po dotknięciu telefonu lub zbliżeniu do niego dłoni na wygaszonym ekranie pojawiają się powiadomienia – godzina, data, informacje o nieodebranych mailach czy połączeniach. Wszystko działa idealnie, ale fakt pozostaje faktem – z drugiego końca mieszkania nie zobaczymy, czy coś nas ominęło, musimy do telefonu podejść.

Generalnie jednak Motorola osiągnęła coś, o czym wielu producentów może tylko pomarzyć – idealny balans pomiędzy czystym Androidem a swoimi dodatkami – nikt nie nazwie Moto G6 Plus telefonem ubogim, ale też nikt nie powie o nim, że jest przeładowany milionem niepotrzebnych dodatków. Kilka firm mogłoby się od niej sporo nauczyć.

Zdjęcia, wideo

Moto G6 Plus nie osiągnęła w tej dziedzinie pułapu zarezerwowanego dla flagowców. Osiągnęła za to pułap, który moim zdaniem powinien zadowolić zdecydowaną większość użytkowników. I to nawet tą bardziej wymagającą. W telefonie znajdziemy podwójny obiektyw z tyłu (12 i 5 mpx, światło 1.7, brak optycznej stabilizacji obrazu) i jeden z przodu (8 mpx, przesłona 2.2). Dzięki temu zestawowi jesteśmy w stanie zrobić ładnie wyglądające zdjęcia portretowe z rozmytym tłem, możemy też sprawić, by tło było czarno białe, co daje bardzo ciekawy i zaskakujący efekt.

Zdjęcia wykonywane w trybie auto mają przyjemne dla oka, intensywne ale nie przesycone kolory, HDR ładnie wyciąga szczegóły z cienia, ostrość łapana jest dość szybko, kamerka do selfie też jest niezła i w sumie nie ma się do czego przyczepić. Bo to, że w słabszych warunkach oświetleniowych jakość zdjęć spada, jest w tej klasie „oczywistą oczywistością”. Moje wrażenia z używania aparatu w tym telefonie są jak najbardziej pozytywne.

Wideo też stoi na niezłym poziomie – można je nakręcić w rozdzielczościach 4K, FHD 60 i 30 klatek na sekundę i niższych, mamy nie najgorzej działającą stabilizację obrazu, ewentualne zastrzeżenia można mieć do zbierania dźwięku i redukcji szumów, ale znów – w tym przedziale cenowym było by to niezasłużone czepialstwo.

Bateria

3200 mAh z systemem TurboPower, dzięki któremu napełnimy ogniwo w mniej więcej godzinę sprawdza się bardzo dobrze. A nie musimy robić tego często – mój egzemplarz lądował w ładowarce mniej więcej co dwa dni, osiągając od 3 do 5 godzin pracy na włączonym ekranie.

Czyli…

Napisałem raz, napiszę i drugi. Motorola Moto G6 Plus za 1300 złotych to świetna propozycja tu i teraz, bez czekania na obniżkę ceny. Takie telefony to wyjątek.