Akcja gry dzieje się w końcowych tygodniach wojny z maszynami, zakończonej zwycięstwem Ruchu Oporu pod dowództwem Johna Connora. Wcielamy się w postać szeregowego Riversa, który ze zwykłego, przerażonego młodego partyzanta, staje się weteranem, zamieniającym terminatory w złom.

Akcja toczy się w zniszczonych osadach Kalifornii. Niestety twórcy poszli bardzo na skróty. Wszędzie rozwalony szary beton, od czasu do czasu płomienie i podobne budynki. Owszem są niektóre charakterystyczne elementy zabudowy rejonu, ale o takim fotorealiźmie jak w Division 2 czy o tak oddanych klimatycznych ruinach jak w Gears 5 czy Destiny można tylko pomarzyć. Szkoda niewykorzystanej szansy.
Grafika jest poprawna – terminatorzy wyglądają, jak machiny z filmów, jakość tekstur też jest w miarę dobra. Przy 1080 Ti, Ryzenie 3600X i 16GB RAM, w 3440x1440 gra potrafiła utrzymać 120 FPS przy najwyższym poziomie trudności.Dużym minusem jest za to brak obsługi monitorów o proporcjach 21:9. Gra nie działa wtedy w pełnym oknie, a po bokach pojawiają się czarne pasy. Bardzo to brzydko wygląda, no i halo, Teyon, mamy końcówkę 2019, takie monitory to już naprawdę nie jest rzadkość na biurkach graczy.

Jeśli chodzi o modele jednostek, to wrogami są T-800 i ich ulepszone wersje. Do tego od czasu do czasu nad naszymi głowami przelatują kanonierki typu Hunter-Killer. Terminatorzy odporni są na zwykłą broń – w początkowych misjach musimy się więc przekradać pomiędzy T-800. Sytuacja zmienia się, gdy dostajemy do ręki broń plazmową. W ostatnich misjach to sami potrafimy rozstrzelać najpotężniejsze jednostki Skyneta, nie ponosząc przy tym żadnych obrażeń.

Wiadomo też, dlaczego Skynet przegrał wojnę - sztuczna inteligencja jest bezdennie głupia. Maszyny albo stoją w miejscu i strzelają, albo ruszają się na boki – nie kryją się za żadnymi przeszkodami, nie wykorzystują terenu… wystarczy się więc dobrze schować i można odstrzeliwać terminatora za terminatorem. Nawet jeśli bowiem ruszą w naszą stronę, to pójdą po prostej. Nie widzą też podkładanych bomb, uruchamianych promieniem lasera, nie starają się zejść z linii strzału. W porównaniu z innymi, współczesnymi FPS-ami, przeciwnicy to dramat.

Mechanika rozgrywki? Prosta… Możemy mieć tyle broni, ile mieści się w ekwipunku, jednak na kole wyboru możemy ustawić tylko cztery z nich. Wbrew pozorom, zwykła broń palna przydaje się do walki z wieżyczkami czy mniejszymi robotami, na które szkoda amunicji plazmowej. Dostajemy też materiały wybuchowe, stimpaki, poprawiające nasze zdolności. Amunicję i pułapki możemy też sami wytworzyć za pomocą stołów narzędziowych, porozrzucanych po mapach.  Broń da się też modyfikować, zwiększając jej statystyki, przy pomocy krótkiej logicznej zabawy w dopasowanie modów.

Jeśli zaś chodzi o poziom zdrowia, to zastosowano archaiczny sposób odzyskiwania go za pomocą apteczek. Dopiero pod sam koniec gry, jeśli przeznaczymy odpowiednią ilość punktów rozwoju w drzewko rozwoju umiejętności przetrwania, możemy włączyć regenerację zdrowia. Zmusza to do rozsądnego zachowania podczas gry – bo zamiast wdawać się w strzelaninę z każdym terminatorem, którego zobaczymy, można próbować się koło maszyn przekradać.

Jeśli chodzi o warstwę fabularną, to decyzje naszego bohatera mają pewien ograniczony wpływ na zakończenie "Terminator: Resistance". Żeby jednak móc nakłonić kilku towarzyszy wędrówki do wybrania pewnych opcji, najpierw należy wykonać ich misje poboczne, by zbudować odpowiedni poziom zaufania. Niestety twórcy gry nie potrafili stworzyć ciekawych postaci niezależnych, na których graczowi by zależało. Nawet jeden ważny wybór etyczny w zasadzie nie stawia gracza przed wyzwaniem, co ma zrobić. Ten wątek spokojnie mogliby sobie twórcy gry podarować.

Sama fabuła jest za to w miarę sensowna – i na pewno lepsza od ostatnich filmów. Pewne zwroty akcji każdy fan terminatora jest jednak w stanie przewidzieć. Gra opiera się też na trzech pierwszych filmach, nie uwzględniając wszystkich kinowych potworków powstałych po T3.

Genialna jest za to muzyka. Twórcy bardzo dobrze wykorzystali filmowe utwory. Gdy pojawiają się wrogie maszyny, słyszymy coraz bardziej intensywny motyw z Terminatora. Gdy strzelanina się kończy, muzyka się wycisza. Tu nie mam żadnych zastrzeżeń.

Podsumowując - gra ma fatalne A.I przeciwników, nie powala graficznie, nie wnosi niczego do gatunku, nie w pełni obsługuje szerokokątne monitory, zaś mechanizmy rozgrywki pasują bardziej na produkt sprzed ładnych kilku lat. Do tego, jeśli trafi się już walka z bossem, to jest sztampowa i nudna… Ale jest w niej coś takiego, co mnie trochę wciągnęło i bawiłem się znośnie, strzelając do kolejnych T-800. Na pewno z serii wszystkich gier z uniwersum terminatora, to jedna z bardziej udanych produkcji. Niestety sama licencja świata (w miarę sensownie wykorzystana) nie potrafi cudownie naprawić niedoróbek tej gry i nie wystarczy by z czystym sumieniem polecić ją fanom strzelanek. Do tego zbyt wysoko ją wyceniono - wersja PC to około 170 złotych, a konsolowa kosztuje ponad 230 pln. Na to, co dostajemy, to stanowczo za dużo.

W skali od 1-10, "Terminator: Resistance" zasługuje na 6 (fani uniwersum mogą dorzucić 1 punkt).