Twórcy „New Vegas” dają nam nową grę RPG. Tym razem jednak akcja dzieje się  nie na postapokaliptycznej Ziemi, a w dalekiej przyszłości, w kosmosie. Nasz bohater – lub bohaterka – miał trafić do jednej z kolonii, tymczasem statek wypadł z trasy, a postać utknęła w komorze kriogenicznej na kilkadziesiąt. Naszym pierwszym zadaniem jest odnalezienie sposobu na obudzenie reszty kolonistów. Dostajemy statek z szaloną sztuczną inteligencją, zbieramy po drodze załogę i ruszamy…

Po drodze czekają nas prawdziwie szalone zadania. Już pierwszy kontakt z postacią od której "dostajemy" statek pokazuje, że Obsidian w tej grze jeńców brać nie będzie, a polityczna poprawność to rzecz obca twórcom. Obrywa się wszyskim - od ekologów po korporacje. Przykład? Prace nad dietetyczną pastą do zębów, która ma jednocześnie zdusić apetyt pracowników korporacji, by ciąć koszty firmy, doprowadzają do inwazji obcych. Możemy też porozmawiać ze sprzedawcą, przebranym za księżyc, który pytany, jak się czuje w tym stroju, odpowiada tylko sloganami firmowymi. Jeśli go jednak przycisnąć, to przyznaje, że nienawidzi swojej pracy, ale musi ją wykonywać, by przeżyć. Są tez problemy z klimatyzacją, bo mechanik statku kosmicznego nie jest w stanie dogadać się z biurkratami o dostęp do panelu sterowania. Do tego mamy też pełno nawiązań do popkultury.

Pod takimi zwariowanymi kuestami czają się jednak poważne kwestie. Twórcy gry pokazują bowiem świat, w którym korporacje rządzą wszystkim, a zwykły pracownik jest niczym. Jego zgon martwi szefów dopiero wtedy, gdy mają za dużo strat w dziale i mogą stracić premie. To czarny humor, który przez wydarzenia w kosmosie, piętnuje zjawiska, które obecnie dzieją się na Ziemi.

Gra stawia nas też przed wyborami moralnymi - sprzedać naszego wybawcę za kredyty? Czy może próbować ratować naszych pasażerów. Stanąć po stronie zwariowanej ekolożki, która chce wyzwolić pracowników korporacji i zmusić ich do życia na wolności, ale bez ochrony, czy może jednak sprawić, by wszystko zostało po staremu? Wykupić kontrakt kapitan, która wpadła w tarapaty, czy sprzedać jej życie korporacji? Takich wyborów dużych i małych mamy pełno. Dlatego warto tęg rę przejść kilka razy, by poznać możliwe efekty naszych decyzji. 

Na szczęście "The Outer Worlds" to nie "Fallout 4". Tu opcje dialogowe i możliwe rozwiązania zadań zależą od naszych umiejętności a zadania nie polegają na wybiciu wrogów w punkcie docelowym. Wysoki poziom opcji dialogowych, technicznych czy medycznych pozwala nam albo łatwiej rozwiązać zadanie – bo możemy tak naściemniać rozmówcom – że uda nam się ominąć walkę, albo też otworzyć nowe zadania poboczne. Przykład? Na samym początku grozi nam surowy mandat za zaparkowanie statku w niedozwolonym miejscu.Dzięki wysokiemu poziomowi „kłamstwa” – byłem w stanie przekonać szefową ochrony miasteczka, że to nie mój statek, a wchodzę na niego, bo jestem "inspektorem kontroli pojazdów".

Czasem jednak walki nie da się uniknąć. Wtedy do dyspozycji mamy broń palną i białą. Nasze wyposażenie ofensywne możemy wyposażyć w mody, zmieniające charakterystykę broni. W przeciwieństwie do „Fallouta” tu mamy walkę w czasie rzeczywistym. Na najniższym poziomie trudności przeciwnicy nie są żadnym wyzwaniem. Możemy spokojnie czekać aż nasi towarzysze wybiją przeciwników.

Sama mechanika walki trochę pozostawia jednakdo życzenia – nie ma chowania się za osłonami, czasem nie działa automatyczne namierzanie celu, a celowanie padem nie jest zbyt wygodne. Nie widać też, jak nasze umiejętności we władaniu Bronia przekładają się na zadawane obrażenia. Fajne są za to efekty krytycznych trafień – np. postaci zabite bronią plazmową zamieniają się w kupkę proszku

Na wyższych poziomach nie obejdzie się jednak bez narkotyków, papierosów i alkoholu. Te substancje wzmacniają bowiem zasowo nasze statystyki, choć nie bez konsekwencji. W zasadzie, po opuszczeniu bezpiecznych miast czy schronień, nasza postać non stop musi być pod wpływem substancji odurzających.

Rozwój postaci? Co poziom dostajemy pulę punktów do podziału na umiejętności, a co kilka poziomów tzw. Perki. Pozwalają nam one choćby nosić więcej przedmiotów, zwiększają nasze obrażenia itp. Możemy je też uzyskać, akceptując cechy negatywne. Jeśli np. zbyt wiele razy zostaniemy trafieni przez roboty, możemy przyjąć „umiejętność” zmniejszającą nasze statystyki, jeśli w drużynie jest mechaniczna postać, ale w zamian dostajemy jeden perk do wyboru. Warto więcc eksperymentować z różnymi negatywnymi efektami.

W czasie gry "zbieramy" towarzyszy wędrówki - jednocześnie możemy w drużynie mieć dwoje kompanów. Możemy im przydzielać broń i wydawac polecia użycia zdolności oraz ustawić ich model zachowania. Romanse? To nie gra Bioware, więc o takich relacjach możemy zapomnieć. Drużynnicy mają za to swoje zadania, które warto rozwiązać - np lokalny pastor, który się do na  przyłącza, by odnaleźć tłumacza francuskiego, który pozwoli mu przeczytać zakazaną książkę.

Przejdźmy teraz do mniej przyjemnych rzeczy - o ile sam rozwój postaci, świat i zadania są świetne, o tyle grafika jest średnia. Wersja Xbox One wygląda – zwłaszcza modele postaci – jak sprzed kilku lat. Do tego wiele twarzy się powtarza. Także jakość tekstur planet nie wygląda zbyt porywająco. Tu Obsidian mógłby się bardziej postarać. Może wersja PC będzie wyglądać lepiej. Kolejnym problemem to wielkość planet. Owszem, możemy swobodnie podróżować, jednak tereny nie są duże i nie czuć wrażenia eksploracji kosmosu. Małe są także osady, do których trafiamy. Z drugiej jednak strony, w końcu nie jesteśmy w cywilizowanych regionach galaktyki, a na rubieżach galaktyki.

Dobry jest za to dźwięk – odpowiednia, nastrojowa muzyka, odgłosy życia na planecie itp. Połączcie to z dobrym soundbarem z tylnymi głośnikami, jak Samsung n950 czy Sony ZF9 i można się poczuć, jakbyśmy faktycznie byli na planecie.

Podsumowując – fani serii Fallout (a przynajmniej jej pierwszych części) będą zachwyceni. To gra, na którą czekaliśmy, w której posługiwanie się językiem czy umiejętności techniczne pozwalają nam na alternatywne rozwiązania zadań. Gra pełna czarnego humoru, absurdu i złośliwości oraz nawiązań do współczesności, która wyśmiewa korporacjonizm, modę na ekologię i inne zjawiska, znane we współczesnym świecie. Każdy fan RPG musi w nią zagrać. Przy czym trzeba pamiętać, że to nie jest gra, która wygląda olśniewająco, jak choćby Red Dead Redemption 2, ale za to wciąga, jak chodzenie po bagnach.