Uwielbiałem czasy, w których kosmiczne strzelanki rządziły na naszych komputerach. Oprócz znakomitej serii X czy Wing Commander, były takie rzeczy jak Freespace, Tie Fighter czy Tachyon: The Fringe. Teraz jednak coś z tego gatunku to niezwykle rzadkie zjawisko. Owszem, było Rebel Galaxy czy pierwsze Everspace, ale nic oprócz tego. Teraz dostajemy jednak drugą część Everspace.

Reklama

Fabuła jest tylko przykrywką

Fabuła Everspace 2 jest… i to wystarczy. To nie Privateer 2 czy Wing Commander, że ktoś się przejmuje tym, co mamy zrobić. Nie ma bowiem żadnych rewolucji - ot zwykłe dialogi między misjami, na które nie mamy wpływu. Narracja jest typowa - pilot, skrzywdzony przez korporację, próbuje uciec z pogranicza, po drodze zostaje wciągnięty w pogoń za skarbem… No ale przynajmniej bez celu nie latamy. Postępy fabularne są nam potrzebne, by dotrzeć do lepszych pojazdów i nowych regionów przestrzeni… a przy okazji i wrogów.

Misje poboczne w zasadzie żadnej fabuły nie mają, to generyczne zadania typu "poleć, znajdź, przynieś", "dostarcz", albo "zabij wszystko, co się rusza". przynoszą nam one kredyty i reputację oraz sprzęt potrzebny do ulepszania naszego statku. Zresztą misje kampanii mają podobny przebieg, poza tym, że czasem są urozmaicone walkami z bossem.

Kosmiczna rzeźnia nr. 5

Reklama

Wszystko sprowadza się więc do rzeźni w kosmicznej pustce - owszem, można myśleć o transporcie i handlu, ale to trwa długo, jest bez sensu i nie przynosi spodziewanego zysku. Fizyka gry… nie istnieje. To nie Independence War, to gra w której liczy się rozrywka. Latamy więc między kolejnymi punktami, walcząc z dziesiątkami wrogów, którzy potem zostawiają pełno sprzętu. Lepszy umieszczamy w statku, gorszy albo rozkładamy na elementy do tworzenia nowego, albo sprzedajemy.

Jako, że elementów do montażu jest dużo, a do tego mają one różne modyfikatory - np. tarcze mogą dodawać punkty wzmacniające siłę ognia, albo np. siłę rażenia modułów ofensywnych, więc nie ma tak, że jest tylko jeden słuszny moduł w danym slocie. Zwłaszcza, że sami decydujemy, czym chcemy latać. Możemy zrobić kosmicznego snajpera, latać potężną kanonierką, czy lekkim myśliwcem, któremu nigdy nie kończą się banki energii do działek. Dla każdego coś miłego.

Podsumowanie

Everspace 2, to gra która do gatunku niczego nowego nie wnosi. Nie jest żadną rewolucją. Jej największa zaleta to to, że jest i wszyscy fani kosmicznej rozwałki mają wreszcie coś nowego do ogrania. Ma fantastyczny, zręcznościowy model lotu, nawet nie udaje symulatora, jak np Elite… do tego pełno jest wszelkiego typu skarbów, porzucanych przez zniszczonych przeciwników. No i ładnie wygląda. Warto wspomniec choćby o przelotach przez ciemne asteroidy, czy zaułki wraków, oświetlane jedynie przez reflektor naszego myśliwca… A co ważne, dostępna jest w Game Pass, więc jak macie ten abonament, to gracie w Everspace 2 za darmo.