Ustępujący prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump mocno zacisnął pętlę na szyi Huawei. Do braku możliwości współpracy z Google, co skazało firmę na budowanie i rozwijanie własnego sklepu z aplikacjami, doszedł jakiś czas temu ban na współpracę z firmami, które sprzedawały chińczykom komponenty do budowy ich własnych procesorów. Mate 40 Pro jest na razie ostatnim telefonem, w którym znalazł się najnowszy Kirin 9000, firma ma ich określoną liczbę i nie jest w stanie produkować nowych. Co będzie dalej? Nie wiadomo.

Reklama

Kolejnym kłopotem są wybory w USA i wygrana Joe Bidena. Co prawda w polskim Internecie pojawiły się już artykuły, w których sugerowano, że w Huawei z radości strzelają korki od szampana, ale trudno powiedzieć, na czym oparte są takie tezy. Biden jest z pewnością politykiem bardziej przewidywalnym, tyle że jego poglądy na współpracę z Chinami są zdecydowanie ostrzejsze niż Donalda Trumpa. Wystarczy przypomnieć, że I sekretarza Komunistycznej Partii Chin Xi Jinpinga nazwał niedawno zbrodniarzem i na ocieplenie stosunków gospodarczych między obu mocarstwami raczej nie ma co liczyć. Pamiętajmy jednak, że w całym tym zamieszaniu chodzi głównie o budowę sieci 5G i smartfony dostają rykoszetem, więc póki nie padną żadne konkretne deklaracje, niczego nie można być pewnym.

Wszystko to sprawia, że Huawei niesiony falą lokalnego patriotyzmu bije rekordy sprzedaży w Chinach, ale poza ojczyzną jego udziały w rynku spadają bardzo szybko. W Polsce w trzecim kw. tego roku firma która niedawno walczyła o pierwsze miejsce z Samsungiem wg. najnowszych danych Canalys jest na trzeciej pozycji, ze spadkiem o 28 proc. i 17 proc. udziałem w rynku. Nie lepiej jest w całej Europie.

W tej sytuacji na pierwszy rzut oka dziwić może nieco polityka cenowa dotycząca Mate 40 Pro, ale moim zdaniem można ją dość prosto wytłumaczyć. Za telefon trzeba zapłacić 5399 zł. To biorąc pod uwagę ułomności tego urządzenia w postaci braku dostępu do usług Google po prostu bardzo dużo. Smartfon byłby drogi nawet gdyby dysponował pełnym pakietem aplikacji, bez nich jest niesłychanie wręcz „ekskluzywnym” urządzeniem. Ale – po pierwsze wdrapanie się na smartfonowy szczyt i przekonanie użytkowników o wyjątkowym prestiżu swoich flagowców zajęło Huawei lata, nic więc dziwnego, że sam nie chce z tego szczytu schodzić. A po drugie – zawsze warto tam jeszcze trochę postać, bo przy całej nieprzewidywalności dzisiejszego świata nigdy nie wiadomo, czy z jakichś powodów atmosfera nie zmieni się na bardziej korzystną. Nawet gdyby w tej chwili niewiele na to wskazywało.

Jak w tej całej sytuacji wygląda codzienne korzystanie z Mate 40 Pro bez usług Google? Jak dla mnie – zaskakująco dobrze.

Huawei Mate 40 Pro / dziennik.pl

Po pierwsze możemy przenieść swoje aplikacje czy kontakty ze starego telefonu w łatwy sposób dzięki aplikacji Phone Clone. Ale ponieważ nie wszystkie będą działać, ja skopiowałem tylko kontakty, historię połączeń i wiadomości. W poszukiwaniu aplikacji skierowałem się najpierw do Huawei AppGallery czyli sklepu producenta, a potem wyszukiwarki Petal Search, która agreguje programy dostępne w innych, alternatywnych do Google Play, sklepach z aplikacjami. W ten sposób po pół godzinie miałem niemal kompletny zestaw swoich stałych aplikacji – Facebook, Messenger, Instagram, WhatsApp (wszystkie mają pełną funkcjonalność z możliwością zalogowanie się), Chrome, Google Maps, Spotify, AliExpress, Telemagazyn. YouTube też nie był problemem dzięki klientowi YouTube Vanced. Gmaila zaś można podłączyć do Klienta poczty zainstalowanego na telefonie. Pojawiła się też już aplikacja IKO, więc klienci banku moga telefonem płacić zbliżeniowo. Jedynym problemem była niemożliwość zalogowania się na swoje konto Googla, które pomaga np. w wyszukiwaniu w historii tras w nawigacji czy śledzenie zasubskrybowanych kanałów w YouTube. Tu trzeba to robić „na piechotę”. Funkcjonalność telefonu Huawei zależy więc od aplikacji które używacie. Może się okazać, że którejś z nich nie ma nigdzie dostępnej lub nie będzie można jej używać i będzie kłopot, ale równie dobrze może się okazać, że wszystko jest i żadnych istotnych braków nie odczujecie.

Zostawiając zaś na chwilę oprogramowanie i przechodząc do samego urządzenia.

Telefon jest bardzo duży – wymiary to 162.9 x 75.5 x 9.1 mm i ciężki – 212 g. Jego boki są zaoblone, ale ani razu nie zdarzyło się, bym coś niechcący przycisnął, czyli oprogramowanie działa świetnie.

Huawei Mate 40 Pro / dziennik.pl

W porównaniu do starszych modeli nowością są głośniki stereo – za co należą się wielkie brawa, oraz możliwość regulacji głośności nie tylko fizycznymi przyciskami z prawej strony, ale także wirtualnym suwakiem z lewej strony, który możemy wywołać dwukrotnym uderzeniem – bardzo wygodny dodatek. Szkoda że tradycyjnie zabrakło wejścia mini-jack na słuchawki. Z tyłu mamy szkło, rama jest aluminiowa, a okrągły pierścień z aparatami – ładny i oryginalny. Urządzenie jest oczywiście wodoodporne i spełnia normę IP 68. W pudełku jest przeźroczyste etui na telefon.

Ekran typu OLED ma przekątną 6.76 cala, 456 ppi i odświeżany jest w 90 Hz (można wybrać odświeżanie adaptacyjne – gdzie telefon sam decyduje o częstotliwości, bądź obniżyć je do tradycyjnych 60 Hz). Do jakości wyświetlanego obrazu nie można mieć żadnych uwag – jest po prostu świetny, ale sporych rozmiarów „pastylka” z dwoma oczkami aparatów już nie każdemu musi się spodobać.

Do działania telefonu nie mam najmniejszych zastrzeżeń – jest płynnie, szybko, czuć że Kirin 9000 to potęga. Mamy 8 GB RAM i 256 GB miejsca na pliki.

Zestaw aparatów to 50 MP obiektyw główny, 20 szeroki kąt, 12 obiektyw tele i 12 MP selfie, do tego pomiar głębi z tyłu i przodu.

Huawei Mate 40 Pro / dziennik.pl
Reklama

Zdjęcia są generalnie na doskonałym poziomie, ale znajdzie się też i parę zastrzeżeń. Był czas, kiedy Huawei był parę długości przed konkurencją, teraz stawka się wyrównała i mam wrażenie, że sprawa jakości fotografii zeszła u chińczyków na drugi plan – za walką o przetrwanie. To do czego mam uwagi to: proporcje 3:2 a nie 4:3 w zdjęciach – niby różnica w kadrze niewielka ale jednak; problemy z wyborem obiektywu do zdjęć z bliskiej odległości (telefon sam decyduje czy użyć szerokiego kąta czy jednak zostać na obiektywie głównym co trwa, w dodatku w trybie zbliżenie ilość zdjęć niezbyt ostrych jest niepokojąco duża). Także odwzorowanie kolorów było dość często bardzo dalekie od tego, co widziało moje oko – sztuczna inteligencja ingerowała zbyt mocno. W zdjęciach nocnych zresztą chińczycy moim zdaniem poszli też trochę za daleko, bo telefon przerabia ciemną noc w jasny dzień, ma czasem problemy z utrzymaniem w rozsądnych ryzach źródeł światła, które rzucają poświatę na całą fotografię, i z naturalnością takie ujęcia nie mają nic wspólnego. Generalnie jednak fotografie są wciąż z najwyższej półki, po prostu inni producenci odrobili zadanie domowe, a dzięki Huaweiowi mobilna fotografia, i to nie tylko ta nocna, zrobiła olbrzymi jakościowy krok. A sam Huawei postarał się o progres w kręceniu filmów – są świetnie stabilizowane, także w 4K.

Zdjęcie wykonane telefonem Huawei Mate 40 Pro / dziennik.pl
Zdjęcie wykonane telefonem Huawei Mate 40 Pro - 10x zoom / dziennik.pl
Zdjęcie wykonane telefonem Huawei Mate 40 Pro / dziennik.pl
Zdjęcie wykonane telefonem Huawei Mate 40 Pro / dziennik.pl
Zdjęcie wykonane telefonem Huawei Mate 40 Pro / dziennik.pl
Zdjęcie wykonane telefonem Huawei Mate 40 Pro / dziennik.pl

Złego słowa nie powiem też o baterii – ta ma pojemność 4400 mAh i wystarcza na dzień do dwóch intensywnej pracy. Ładowarka o rekordowej mocy 66W naładuje telefon w niecałe 40 min. Jest oczywiście także ładowanie indukcyjne.

W sumie – Huawei Mate 40 Pro to doskonały telefon, ale trochę na przeczekanie. Firmie bardziej chyba teraz zależy na tym, żeby „być” i nie zniknąć z radarów klientów, niż żeby „mieć”, czyli wykręcać rekordową sprzedaż. Z pewnością jej szefowie mają kilka wariantów działania na przyszłość, a odpowiedni scenariusz będą wybierać w zależności od tego, co dziać się będzie na świecie.