Filmik wprowadzający do gry wydaje się zachęcający - poznajemy historię planety Magalan, w którą uderzyła kometa. Resztki populacji podzieliły się na 4 frakcje i walczą teraz o surowiec – elex - przyniesiony przez ciało niebieskie.

Postać gracza należy do najbardziej znienawidzonych fakcji - Albów, którzy elex pożerają i chcą wymordować tych, których uznają za słabszych od siebie. Prowadzą więc wojnę z Klerykami, Wygnańcami i Bandytami (człowiek, który wymyślił te nazwy mógł jednak lepiej się postarać). Jak to w grach Piranha Bytes, nasz bohater zostaje zdradzony i wygnany i musi wszystko zaczynać od nowa. By rozwikłać zagadkę elexu i dowiedzieć się, dlaczego zastawiono na niego pułapkę będzie musiał zwiedzić Magalan i przyłączyć się do jednej z pozostałych frakcji.

Brzmi fajnie? Przede wszystkim brzmi znajomo, bo wygląda, jakby Piranha Bytes korzystała z jakiegoś generatora fabuły. Trzy frakcje, bezimienny bohater, który zaczyna od zera? To było już od pierwszej części "Gothic". I o ile w tamtej grze i jej drugiej części było to fajne, to po Gothicach i Risenach stało się już nudne.

A to dopiero początek zła, które nas czeka. Grafika "Elex" woła o pomstę do nieba. Nie chodzi tylko o jakość tekstur, które wyglądają, jak sprzed kilkunastu lat, ale i o animacje. Te są potwornie drętwe. Postaci poruszają się i walczą w całkowicie nienaturalny sposób. Do tego jeszcze jest koszmarnej jakości dźwięk i kiepskie głosy NPC. Do tego mamy jeszcze kamerę, która lubi się blokować w trakcie walki i niezliczoną ilość innych błędów.

Dialogi z postaciami to podstawa każdego RPG. Tu jednak rozmowy są tak zapisane, że nie chce się z nikim rozmawiać. Nie ma mowy o takiej swobodzie w podejmowaniu decyzji, jak w Wiedźminie 3 czy Original Sin 2. Do tego reakcje na zadania (albo chamskie albo miłe) też nie mają wpływu na nastawienie do nas postaci. Zadania są proste i naiwne, o skomplikowaniu rodem z Divinity, Tyranny czy Pillars of Eternity możemy zapomnieć. Do tego interfejs gry jest jednym z najgorszych, jakie widziałem przez lata grania. Jest absolutnie nieczytelny a próba zarządzania przedmiotami jest frustrująca.

Podsumowując: Elex to - moim zdaniem - najgorsza gra, w jaką w tym roku grałem. Wygląda tak, jakby twórcy zrobili tę grę kilkanaście lat temu, przetrzymali ją w sejfie, a teraz odkopali i wydali, nie zmieniając nic w grafice czy w kodzie gry. W zasadzie jest ona przeznaczona tylko dla najbardziej betonowych wyznawców Piranha Bytes, uważających każdego gniota tej firmy (czyli wszystko, co powstało po Gothic 2) za dzieło objawione.

Wersję testową gry otrzymałem od firmy Kinguin>>>