Wygięty kształt LG zapowiadał coś nowego. Telefon miał ułatwić oglądanie filmów, a także lepiej pasować do twarzy. To miał być przełom, który odmieniłby świat smartfonów. Pierwsze wrażenia są jak najbardziej pozytywne - komórka idealnie układa się przy twarzy, wykonana też jest z dobrej jakości plastiku. Przyciski głośności i główny klawisz sterowania umieszczone z tyłu obudowy pomagają w obsłudze tego dużego smartfona o przekątnej ekranu wynoszącej aż sześć cali. Trzeba jednak dodać, że Flex jest tak duży, że nie da się obsłużyć go jedną ręką.

Ciekawą opcją jest "lecząca się obudowa" - drobne rysy od kluczy czy monet znikają ze specjalnego tworzywa całkiem sprawnie. Oczywiście głębokie rysy nie mogą być zaleczone. Do tego, wbrew nazwie, Flexa nie można wyginać tak, jak się chce - fabrycznego kształtu nie da się zmienić. 

Telefon napędzany jest czterordzeniowym procesorem Snapdragon 800 o częstotliwości 2,26 GHz. Całość pracuje pod kontrolą zmodyfikowanego starego Androida 4.2.2. Do dyspozycji mamy 2 GB RAM i 32 GB pamięci na aplikacje (nie ma slotu karty pamięci)

Po włączeniu telefonu w domu, byłem bardzo zadowolony - dobrej jakości duży ekran, na którym zmieści się aż 25 ikon aplikacji. Nie ma żadnego problemu z nawigacją po menu, nawet najbardziej wymagające gry i programy nie obciążają zbytnio procesora. Do tego wygięty ekran świetnie sprawdza się przy oglądaniu filmów - nie ma żadnych refleksów. Szkoda tylko, że trzeba podkręcić jasność do maksimum, bo wtedy kolory wyglądają, jak powinny, a ekran nie jest tak zaszumiony. Trzeba też używać  innej aplikacji, niż wbudowany program LG. Nawet beta wersja VLC działa stabilniej i płynniej niż oficjalna aplikacja koreańskiego koncernu. 

Pewne zastrzeżenia pojawiają się przy kliencie poczty - nie da się odświeżyć skrzynki mail, przesuwając listę w dół (tak jak w innych telefonach na Androidzie) - trzeba wcisnąć klawisz menu i wybrać "aktualizacja", brakuje też opcji usuwania maili przez przesuwanie wiadomości w lewo. To wina starej wersji Androida - LG nie zdecydowało się wyposażyć Flexa w najnowszą wersję systemu operacyjnego.

Ciekawą funkcją jest za to możliwość zminimalizowania aplikacji i ustawienie kilku okien pracujących programów na głównym ekranie - tak powinien wyglądać prawdziwa wielozadaniowość. Smartfon oferuje też możliwość robienia ręcznych notatek.

Niestety w świetle słonecznym na jaw wychodzi największa wada smartfonu - w świetle dziennym, ekran jest całkowicie niewidoczny. Podkręcenie jasności nie daje nic - ekran, gdy tylko padnie na niego trochę światła słonecznego staje się brązową plamą. Robienie zdjęć, czy choćby najprostsze operacje, jak wybranie numeru, nie są możliwe. 

Drugim poważnym problemem jest jakość zdjęć. O ile fotografie wykonywane w dzień, przy dobrym świetle wychodzą całkiem dobrze, to te zrobione w pomieszczeniach stają się mocno zaszumione. Na tym polu LG Flex znacząco przegrywa z Lumią 1020 czy Z1/Z2.

Flexa ciężko jest podsumować. Z jednej strony mamy bardzo ciekawy, duży, wygodny telefon z szybkim procesorem, na którym całkiem dobrze ogląda się w domu filmy. Z drugiej strony mamy kiepski aparat, stary system operacyjny i ekran niewidoczny w świetle słonecznym. Nie mówiąc już o tym, że sprzęt jest piekielnie drogi - trzeba za niego zapłacić aż 3 tys. złotych.

Moim zdaniem, wygięty ekran ma przyszłość w smartfonach. LG ma jednak wiele do poprawy, by druga generacja Flexa (o ile się pojawi) mogła powalczyć o portfele użytkowników z konkurencyjnymi produktami.Na razie, jest to smartfon tylko dla tych, którzy chcą popisać się przed znajomymi czymś nowym i nietypowym, a do tego nie spędzają wiele czasu na słońcu.