Zacznijmy od wyjaśnienia, na czym polega projekt Android One. Smartfony, na których znajdziemy takie właśnie oprogramowanie, są dostarczane do użytkowników z czystym systemem operacyjnym Googla – bez żadnych nakładek producentów, wgranych programów czy aplikacji. Czyli jeśli chcemy korzystać np. z Facebooka, Instagrama albo biurowych aplikacji Microsoftu, musimy je pobrać ze sklepu Play. W zamian za czystość (bądź raczej ubogość) systemu, mamy gwarancję, że smartfon będzie aktualizowany przez 3 lata (poprawki bezpieczeństwa) i przeskoczy jeszcze o dwie wersje Androida – jeśli teraz pracuje na ósemce, dostanie dziewiątkę i dziesiątkę. Do tego dochodzi bardzo dobra stabilność i płynność urządzenia oraz – w teorii – szybkość aktualizacji.

Xiaomi ma już doświadczenia w produkowaniu urządzeń z takim oprogramowaniem na pokładzie, o modelu Mi A1 pisałem tu. Wejście tej firmy w projekt Googla i romans z czystym Androidem zamiast nakładki MIUI jest dla mnie jak najbardziej zrozumiałe – chodzi o to, by przełamać nieufność klientów, którzy mogą bać się ich autorskiego oprogramowania. Choć swoją drogą Polaków specjalnie przekonywać nie trzeba, sukces tej marki w naszym kraju trudno opisać inaczej niż spektakularny.

Motorola w projekcie Android One jest debiutantem i dla mnie osobiście to debiut bardzo zaskakujący. Bo wszystkie jej urządzenia działają niemal na czystym Androidzie, ulepszonym o kilka bardzo praktycznych dodatków zamkniętych w apce „gesty Moto”. W Motoroli One „gesty Moto” też są (choć trochę okrojone), a różnica między tym a innymi telefonami tej marki jest minimalna, w dodatku moim zdaniem na korzyść tych drugich. Podejrzewam, że większe znaczenie miała tu chęć załapania się na popyt na urządzenia utrzymane w najpopularniejszym w tym roku trendzie – „kopiujemy iPhona X” i wyraźnego odróżnienia go od swoich innych modeli. W razie niepowodzenia będzie się zawsze można wycofać z projektu bez większych strat. Czy to taktyka słuszna? Wszystko zależy od konsumentów, my zaś zobaczmy, jak oba telefony się prezentują.

Budowa, wykonanie

Jeśli kopiujemy iPhone X, to oczywiście obowiązkowy jest wielki notch, czyli wcięcie w ekranie. Niestety bez funkcjonalności znanych z produktu firmy Apple, czyli żadnych zaawansowanych technik skanowania twarzy w nim nie ma. Odblokowywanie twarzą w Motoroli One jest, ale to proste, googlowskie, do znalezienia w Smart Lock, do którego telefon używa przedniej kamery.

Tył urządzenia (w moim przypadku w białej wersji kolorystycznej, jest jeszcze czarna) pokryty jest przeźroczystym tworzywem przypominającym szkło, które w umiarkowanym stopniu zbiera odciski palców, nie jest też przesadnie śliskie.

W lewym rogu umieszczono dość oryginalnie wyglądające dwa obiektywy aparatów fotograficznych, a pomiędzy nimi diodę doświetlającą, na środku plecków jest czytnik linii papilarnych z logo Motoroli. Ramki są srebrne ale plastikowe a nie metalowe, wszystkie przyciski znajdziemy na lewym boku, na prawym zaś jest slot na dwie karty SIM plus kartę pamięci, możemy więc używać wszystkich trzech rzeczy jednocześnie.

Na dole jest pojedynczy głośnik i USB-C, na górze zachowano na szczęście wejście na mini-jacka. Przód to ekran IPS TFT o przekątnej 5,9 cala. Zaskakująco jego rozdzielczość to jedynie HD, miast typowego dla tego segmentu FHD. Zagęszczenie pikseli na cal wynosi ledwie 285 i mimo tego, że panel jest dość jasny, w dodatku mamy możliwość regulacji jego nasycenia w ustawieniach, to jednak bardziej wymagający użytkownicy dostrzegą jego słabości.

Takiego problemu nie znajdziemy w Xiaomi Mi A2 Lite. Tu wyświetlacz wykonany w identycznej technologii (IPS TFT) ma rozdzielczość FHD i 432 piksele na cal. Przekątna jest minimalnie mniejsza i wynosi 5,84 cala. Można narzekać na jego jasność, ale w ogólnym rozrachunku jest po prostu zdecydowanie lepszej jakości niż ten w Motoroli. Gorsze za to niż u konkurenta jest USB – mamy tu starszą wersję „micro” tego wejścia.

Na remis jest slot na karty SIM i kartę pamięci – identycznej konstrukcji jak ten w Motoroli. Tak samo jak pomysł na kopiowanie wyglądu iPhona X – Mi A2 Lite ma i wcięcie w ekranie (choć jest ono zdecydowanie mniejsze niż to w Motoroli), i podobnie umieszczone dwa obiektywy (choć konkurent zrobił to o wiele oryginalniej).

Czytnik linii papilarnych położony jest w tym samym, bardzo wygodnym miejscu (choć ten w Motoroli jest nieco głębszy, przez co łatwiej trafić w niego palcem). Jest też wejście mini-jack na słuchawki. Różnice są w materiałach, bo produkt Xiaomi jest metalowy (prócz plastikowych wstawek na dole i górze). Który jest ładniejszy – to już kwestia gustu i indywidualnych upodobań, ja z przodu zdecydowanie wolę Mi A2 Lite, z tyłu zaś Motorolę One.

Specyfikacja, działanie

Motorolę One napędza Snapdragon 625. To nieco starawy już procesor, napędzający większość średniopółkowych modeli z zeszłego roku. W tym prym wiodą Snapdragony 630 i 636. Do pomocy ma 4 GB RAM, w AnTuTu Benchmark wyciąga 81299 pkt i pozwala na stosunkowo komfortowe działanie. Dzięki czystemu systemowi praca jest w miarę płynna i dość szybka, ale w cenie nieco ponad tysiąca złotych można znaleźć sporo urządzeń, które działają jednak lepiej. Pamięci wbudowanej mamy 64 GB.

Xiaomi Mi A2 Lite napędza identyczny procesor (Snapdragon 625), w moim egzemplarzu testowym pamięć RAM i wbudowana są identyczne jak u konkurenta (4 i 64). Na rynku są jeszcze tańsze wersje z 3 GB RAM i 32 GB ROM na pokładzie. Wynik w AnTuTu Benchmark to 78510 pkt, a telefon działa dokładnie tak samo jak Motorola One. Nie za szybko, nie za wolno, za to absolutnie bezproblemowo.

Motorola One ma jednak kilka niepodważalnych przewag nad konkurentem. Pierwsza to NFC. Moduł do płatności zbliżeniowych jest dla wielu osób rzeczą obowiązkową, w końcu nie bez powodu jesteśmy pod tym względem w europejskiej czołówce. I Motorolę One bez problemu zamienimy w kartę płatniczą, a sam proces płacenia w moim przypadku przebiegał bez kłopotów, choć nie był najszybszy. Szybkość działania NFC w smartfonach jest bowiem różna, są takie które reagują natychmiast i są takie, gdzie trzeba chwilkę poczekać. Motorola One to właśnie ten drugi przypadek. Drugą przewagą jest dwuzakresowe WiFi, co bardzo często ma znaczenie np. w blokach, gdzie sygnały różnych sieci nachodzą na siebie i zakłócają wzajemnie, tu możemy wtedy uciec na drugą częstotliwość. GPS działa doskonale, rozmowy telefoniczne są na bardzo dobrym poziomie, wielozadaniowość na poziomie przyzwoitym. Minusem jest brak diody powiadomień, którą zastępuje wyświetlacz Moto – gdy poruszymy telefonem, na ekranie pokazuje się data, godzina, procent naładowania baterii i informacje o nieodebranych połączeniach czy nieprzeczytanych mailach. Gorzej niż w Xiaomi wygląda sprawa powiadomień na górnej belce – notch jest bowiem tak wielki, że mieści się ich zdecydowanie mniej. Jeśli któreś nie może być już wyświetlone, powiadamia nas o nim mała biała kropeczka. Dźwięk wydobywający się z głośnika zewnętrznego jest donośny ale płaski, nieźle za to ma się sprawa ze słuchawkami. Wszystko dzięki aplikacji Dolby Audio i dość rozbudowanym możliwościom jego dostosowania do naszych indywidualnych upodobań. Jest też radio FM. Czytnik linii papilarnych działa szybko i precyzyjnie, odblokowywanie twarzą też się nie myli (choć w ciemności nie da się go używać) i ogólnie Motorola One nie daje nam specjalnych powodów do narzekań.

Xiaomi Mi A2 Lite NFC po prostu nie ma, więc w tej konkurencji nie tyle przegrywa, co po prostu nawet nie startuje. Chińczycy tradycyjnie rezerwują dla tego modułu swoje telefony z wyższej półki, klasa średnia musi się obejść smakiem. Szkoda, pozostaje nam płacenie kodem BLIK bądź wycieczka do banku po substytut NFC czyli specjalną naklejkę do płatności, o ile oczywiście nasz bank ją oferuje. Drugą słabością jest jedno zakresowe WiFi, tu też więc punkt należy się Motoroli. Inaczej jednak niż u konkurenta – w A2 Lite jest dioda powiadomień, co prawda jednokolorowa (biała) i umieszczona nietypowo bo pod, a nie nad ekranem, ale i tak plus za to, że jest. Ze względu na sporo mniejszy notch powiadomień na górnej belce mieści się więcej niż w Motoroli, gorzej za to prezentuje się sprawa dźwięku. Ten z głośnika zewnętrznego jest na podobnym poziomie, ale na słuchawkach nie jest już tak dobrze jak u konkurenta. Choć różnica nie jest jakaś gigantyczna, bo co prawda nie mamy korektora, jest za to możliwość ulepszania dźwięku i wybrania jego kilku ustawień, w zależności od rodzaju słuchawek których używamy. Radia FM brak. Reszta jest na remis, bo GPS działa identycznie dobrze, rozmowy telefoniczne również stoją na bardzo dobrym poziomie, wielozadaniowość – na poziomie przyzwoitym. Działanie czytnika linii papilarnych i odblokowywanie twarzą także jest bardzo podobne i w ogólnym rozrachunku na MI A2 Lite narzekać nie można.

Oprogramowanie

Android One to Android One, system jest niemal identycznie ubogi w obu modelach. W chwili pisania tego tekstu znajdziemy w nich Androida 8.1 z poprawkami bezpieczeństwa: w Motoroli z 1 sierpnia, w Xiaomi z 5 września. Producentom udało się jednak wprowadzić do niego kilka modyfikacji.

W Motoroli to możliwość dostosowania temperatury koloru wyświetlacza – może być ona ciepła, neutralna i chłodna, a wyświetlane barwy mogą być standardowe bądź jaskrawe. W Xiaomi żadnych modyfikacji ekranu nie mamy.

W Motoroli możemy wyświetlić procent zużycia baterii na górnej belce. Co prawda pojawia się on w ikonce baterii, przez co cyferki są minimalnej wielkości, ale jednak są. W Xiaomi takiego luksusu brak.

W Motoroli mamy także „gesty Moto”, czyli dwukrotne potrząśnięcie telefonem w celu włączenia/wyłączenia latarki i dwukrotne obrócenia nadgarstkiem w celu włączenia aparatu. W Xiaomi latarkę możemy włączyć korzystając z tradycyjnej ikonki, a aparat, dwukrotnie naciskając przycisk zasilania.

Bonusem, który znajdziemy w Xiaomi, jest dioda na podczerwień i możliwość zmienienia telefonu w pilota do naszych domowych urządzeń, np. telewizora.

Aparat

W Motoroli zestaw kamer to 13 i 2 mpx z tyłu (przysłony 2.0 i 2,4) i 8 mpx z przodu. Optycznej stabilizacji obrazu brak (co w tej klasie telefonu nie dziwi). Słabszy obiektyw służy do rozmycia tła, a aplikacja foto jest identyczna jak we wszystkich Motorolach. Prócz trybu portretowego mamy możliwość zrobienia ruchomego zdjęcia czyli GIF-a, albo fotografii czarno-białej z jednym, wskazanym przez nas kolorem (tzw. kolor spotowy). Jest także funkcja Google Lens. Zdjęcia portretowe zrobimy także kamerką przednią, HDR działa w trybie automatycznym, a tryb ręczny jest bardzo rozbudowany. Fotografie są bardzo ładne przy dobrych i słabe przy złych warunkach oświetleniowych, czyli takie, jakich należy się spodziewać po smartfonie ze średniej półki. Jednak dość rozbudowane funkcje wykraczają ponad średnią i za to Motoroli należy się spory plus. Wideo nagramy w rozdzielczościach 4K, FHD (60 i 30 FPS) oraz HD, w uzyskaniu dobrych efektów pomaga nam elektroniczna stabilizacja obrazu.

W Xiaomi Mi A2 Lite kamery z tyłu mają 12 i 5 mpx (większa ma przysłonę 2.2), a ta z przodu – 5 mpx (przysłona 2.0). Optycznej stabilizacji obrazu również brak. Kto robił już zdjęcia smartfonem Xiaomi ten poczuje się jak u siebie w domu, wygląd interfejsu foto jest identyczny jak w każdym innym modelu. Opcji jest mniej niż w Motoroli, mamy tryb portretowy, ręczny (ale bardzo ubogi), HDR działa w trybie auto. Rozmycie tła uzyskamy także korzystając z aparatu do selfie. Jakość zdjęć jest podobna jak w Motoroli, moim zdaniem szczegółów jest nieco więcej, są za to nieco ciemniejsze. Na pewno jednak bardziej rozbudowana i dająca więcej możliwości, jest aplikacja konkurenta. Wideo w Mi A2 Lite nagramy w rozdzielczościach FHD i HD, brak jest 4K, ale za to jakość rejestrowanego obrazu stoi na zaskakująco wysokim poziomie.

Bateria

Ogniwo w Motoroli One ma 3000 mAh, a ponieważ ani ekran, ani procesor nie mają wielkiego zapotrzebowania na energię, starczy nam jej na dzień, czasem na dwa. Wielkim plusem jest możliwość szybkiego ładowania dzięki technologii TurboCharge i szybkiej ładowarce w zestawie (mniej więcej 70 proc. w godzinę). Jest więc dobrze…

… tyle że w starciu z Mi A2 Lite i tak Motorola nie ma szans. Tu bateria ma imponujące 4000 mAh a telefon jest prawdziwym długodystansowcem. Dwa dni pracy nie stanowią żadnego problemu, mi udało się dobić do czterech (z kartą służbową) i nawet brak szybkiego ładowania nie jest w stanie zabrać Xiaomi przewagi w tej dziedzinie. Zwłaszcza, że gdy podłączymy telefon do jakiejś szybkiej ładowarki (czyli nie tej, którą znajdziemy w pudełku), nie musimy długo czekać na napełnienie baterii.

Czyli…

Xiaomi Mi A2 Lite w sklepie mi-home.pl w wersji którą testowałem kosztuje 999 zł, w innych sklepach można go znaleźć tańszego o około 150 zł, lub zdecydować się na słabszy wariant. Za Motorolę One trzeba zapłacić 1099 zł. Podsumowanie będzie więc dość proste. Kto chce kupić jak najtaniej, komu nie zależy na NFC i kto potrzebuje urządzenia długo pracującego na jednym ładowaniu – powinien wybrać Mi A2 Lite. Dla kogo zaś NFC jest jazdą obowiązkową, musi swoje oczy skierować w stronę Motoroli One.

Ja zaś osobiście poleciłbym (jeśli ktoś nie upiera się przy czystym Androidzie):

1. Motorolę G6 Plus, o której pisałem tu. Za niedużo więcej (bo niecałe 1300 zł, a święta za pasem, więc szanse na promocje spore) dostajemy urządzenie, które potrafi dużo więcej i od Xiaomi MI A2 Lite i od Motoroli One.
2.
Xiaomi Redmi Note 5, o którym pisałem tu. Cena w zależności od wersji, jest podobna lub nieco niższa, możliwości zaś sporo większe.