Mówiąc wprost – Oppo nie będzie miało łatwo. Co oczywiście nie znaczy, że jest bez szans. Ale – nasz rynek podzieliły między siebie Huawei i Samsung (kolejność dowolna, w zależności od kwartału), do skóry chciałoby się im dobrać Xiaomi, swoje aspiracje zgłasza w tym sezonie Honor, średnią półkę obstawia mocna Motorola, Sony i LG niby w odwrocie, ale ich nowa oferta wydaje się ciekawa, HTC też nie składa broni. No i jest Apple, które gra w trochę innej, swojej lidze. W sumie – jest tłoczno i ciasno. Żeby się rozepchać i przebić, trzeba mieć świetny produkt, twarde łokcie, czyli olbrzymie środki na marketing i… pokłady cierpliwości, bo w tym biznesie wszystko dzieje się szybko, ale jednak zazwyczaj nie aż tak, jak chcieliby producenci.

Oppo postanowiło też zdobyć Polskę na swoich warunkach. Nie stawia na konkurowanie cenami, by najpierw zaistnieć w świadomości zwykłego „Kowalskiego”, a dopiero potem, oswojonemu z nazwą użytkownikowi oferować coraz droższe produkty. Tak z sukcesem działał Huawei, tak działa Xiaomi. Oppo walnęło z grubej rury – najtańszy AX7 kosztuje 1000 zł (bez złotówki), najdroższy, futurystyczny Oppo Find X – 3700 zł (bez złotówki). Tylko jeden smartfon tej firmy sprzedawany w Polsce (RX 17 Pro, 2600 zł bez złotówki) ma moduł NFC, dzięki któremu możemy go używać do płatności zbliżeniowych (a jesteśmy w nich europejskim liderem). Jest więc drogo i nie do końca kompletnie. Czy klienci przymkną na to oko i skusi ich powiew świeżości na nieco skostniałym rynku? Nie wiem, ale coś mi mówi, że może być trudno i trochę może to potrwać. Choć przyznać trzeba, że Oppo wie, jak robić smartfony. Czego model RX 17 Pro jest doskonałym przykładem.

Budowa, wykonanie

Urządzenie zdecydowanie przyciąga wzrok, i to jeszcze przed włączeniem ekranu. Wszystko przez tył który mieni się dwoma kolorami – fioletowym i niebieskim. Wygląda to ładnie i intrygująco – wiele osób zwracało na to uwagę i pytało mnie, jaki mam telefon. Jest też bardzo przyjemny w dotyku, a dzięki „ziarnistej fakturze przypominającej szkło” nie zbiera odcisków palców.

Reszta budowy jest już klasyczna – podwójny, wystający ponad obudowę aparat, przycisk włączania na lewym a regulacji głośności na prawym boku, USB-C i pojedynczy głośnik na dole. Wejścia mini-jack na słuchawki niestety brak, tak samo jak normy IP 67 czy 68, czyli odporności na zanurzenia w wodzie co najmniej na pół godziny.

Przód RX 17 Pro nie jest aż tak efektowny jak tył, ale i tak jest świetnie. Ekran AMOLED ma przekątną 6,4 cala, rozdzielczość FHD+ z zagęszczeniem 403 Pixeli na cal, doskonałe czernie, piękne kolory malutkiego „notcha” w kształcie łezki i generalnie jest jedną z większych zalet tego telefonu. RX 17 Pro ma też ukryty w ekranie czytnik linii papilarnych i jest to zdecydowanie najlepszy czytnik tego rodzaju, z jakim miałem do czynienia. W pokonanym polu pozostawia i ten z Huaweia Mate 20 Pro (o parę długości), jak i z Xiaomi Mi 8 Pro. Działa bardzo precyzyjnie, wciąż być może nieco wolniej od czytników fizycznych, ale absolutnie bezproblemowo. I w dodatku ma bardzo efektowną animację podczas pojawiania się i znikania z wyświetlacza. Mała rzecz a cieszy i pokazuje, że Oppo dba o szczegóły.

Gdy nie chcemy korzystać z czytnika linii papilarnych, możemy odblokować nasz telefon twarzą. Działa to doskonale (choć nie w ciemnościach, bo wykorzystywany jest obraz z przedniej kamerki a nie żadna zaawansowania technologia). Wystarczy podnieść urządzenie, by wybudzić ekran i w zasadzie to wszystko, bo gdy ustawimy, by smartfon omijał ekran blokady, od razu znajdujemy się na ekranie głównym.

Mimo sporych rozmiarów wyświetlacza telefon dzięki cienkim ramkom jest bardzo kompaktowy, wygodny w użytkowaniu i nawet obsługa jedną ręką nie sprawia większych problemów. Nie jest też przesadnie śliski, ale na wszelki wypadek producent dodaje do zestawu silikonowe etui, bardzo praktyczne, bo wystające na rogach ponad powierzchnię wyświetlacza. W razie przypadkowego upadku powinno więc skutecznie ochronić urządzenie. Na dzień dobry dostajemy też naklejoną na ekran folię zabezpieczającą, ja ją zdjąłem, a przez ponad 3 tygodnie na ekranie pokrytym szkłem Corning Gorilla Glass 6 generacji nie pojawiła się żadna rysa.

Specyfikacja, działanie

Smartfon jest napędzany procesorem firmy Qualcomm – Snapdragonem 710. To nieco słabsza alternatywa najmocniejszej serii z 8 na początku, z obsługą sztucznej inteligencji i mniejszym zapotrzebowaniem na energię. Do pomocy ma 6 GB RAM, pamięci wbudowanej mamy 128 GB. Dla teoretyków i miłośników cyferek – wynik w AnTuTu Benchmark to 156320 pkt. Dla praktyków – smartfon działa bardzo dobrze, płynnie i bezproblemowo, od czasu do czasu z minimalnymi przycięciami animacji. Ne da się jednak nie zauważyć, że za podobne lub nawet mniejsze pieniądze możemy zostać właścicielami telefonów wyposażonych w procesory mocniejsze, które będą działać szybciej. Zastrzeżenie jakie więc w tym przypadku mam jest nie tyle do RX 17 Pro, ale do jego zbyt wysokiej ceny.

Rzeczą która najbardziej doskwierała mi w codziennym użytkowaniu tego urządzenia, były powiadomienia. Sprawa wygląda następująco – istotą jak najmniejszego notcha jest to, by na górze ekranu było jak najwięcej miejsca na ikonki: maili, sms-ów, nieodebranych połączeń czy różnych informacji. W Oppo RX 17 Pro notch jest malutki, tyle że… ikonki powiadomień nie pojawiają się wcale. Wyświetla się godzina, Wi-Fi, LTE, prędkość połączenia z Internetem i to mniej więcej wszystko. By zobaczyć, czy coś mnie nie ominęło, za każdym razem po wybudzeniu ekranu musiałem ściągać górną belkę, bo tam lądują wszystkie informacje. Dziwne, niezrozumiałe i irytujące. W dodatku nie mamy diody powiadomień, a Always On Display, który na szczęście jest, poinformuje nas jedynie o sms-ie czy nieodebranym połączeniu. Pocieszające jest to, że to przedziwne zapomnienie ze strony producenta powinno dać się naprawić programowo jakąś aktualizacją. A przynajmniej mam taką nadzieję.

Bo gdyby nie to, to o działaniu smartfona mógłbym mówić tylko i wyłącznie w samych superlatywach. GPS – idealnie. Dźwięk na słuchawkach – znakomity i godny flagowych urządzeń (dzięki technologii Real HD Sound i korektorowi), głośnik zewnętrzny – OK, (choć szkoda, że nie ma dźwięku stereo), połączenia głosowe bez najmniejszych zastrzeżeń, NFC – bezproblemowo (jeszcze raz brawo za to, że jest).

Kolejny plus to możliwość stosowania gestów zamiast przycisków wyświetlanych na ekranie. Palcem przesunąć trzeba z dołu a nie z boku, są intuicyjne, niezawodne, a ja z każdym dniem przekonywałem się do nich bardziej niż do gestów z Huaweia czy Xiaomi.

Oprogramowanie

W telefonie znajdziemy Androida 8.1 i nakładkę ColorOS. To pierwsze nieco już trąci myszką i przydała by się szybka aktualizacja do Androida 9. To drugie – wymaga przyzwyczajenia, bo niestety niektóre rzeczy nie są poukładane w sposób oczywisty. Np. gdy chcemy być informowani o tym, że nasz SMS doszedł do odbiorcy, ustawień musimy szukać nie w aplikacji do SMS-ów ale zjechać na sam dół w głównych Ustawieniach, aż do Aplikacji systemowych, tam zaś udać się do Wiadomości i do zakładki Więcej ustawień. Nie jest to rozwiązanie gorsze – ale jest po prostu inne niż u innych producentów.

ColorOS dość intensywnie ingeruje też w zarządzanie energią, by wydłużyć czas pracy na baterii. Dobrze więc pogrzebać w Menedżerze telefonu, gdzie możemy ustawić maksymalnie 5 aplikacji które będą automatycznie działały w tle i nie będą po jakimś czasie zamykane.

W oprogramowaniu znajdziemy też m.in. możliwość:
- blokowania dostępu do aplikacji odciskiem palca bądź twarzą;
- zmiany siatki ekranu głównego, motywów i tapet;
- dodania do przycisku zasilania funkcji wywoływania asystenta Google;
- automatycznego łączenia się z zestawem Bluetooth w samochodzie (inteligentny kierowca);
- kopiowania aplikacji.
Jest też:
- tryb Dla dzieci (z ograniczeniami dostępu do Internetu i aplikacji);
- zabezpieczony Prywatny sejf;
- przestrzeń dla gier (z trybem zwiększonej wydajności i ograniczeniem połączeń i wiadomości);
- tryb dzielonego ekranu.

Ciekawą funkcją jest bezpieczna klawiatura Oppo, która włącza się automatycznie, gdy musimy wpisać jakieś hasła czy kod dostępu i która nie rejestruje wprowadzanych danych, nie łączy się z siecią i nie wyświetla podpowiedzi. System blokuje też wtedy przechwytywanie i nagrywanie ekranu.

Z prawej strony ekranu znajdziemy małą wysuwaną beleczkę z panelem bocznym (edytowalny skrót do wybranych aplikacji czy funkcji) a karta z lewej strony od ekranu głównego to Inteligentny asystent z szybkim dostępem do często używanych funkcji i podglądem ważnych informacji.
W sumie jest bogato ale funkcjonalnie i po chwili przyzwyczajenia nie miałem z oprogramowaniem najmniejszych problemów.

Zdjęcia, bateria

Główny aparat ma rozdzielczość 12 mpx i zmienną przysłonę 1.5/2.4 (podobny zabieg zastosował Samsung w modelach Galaxy S9+ czy Note 9). Jest też optyczna stabilizacja obrazu. Drugi aparat ma 20 mpx i przysłonę 2.6. Oppo dodało także czujnik ToF do obrazu 3D, wykorzystywany do rozpoznawania głębi i zdjęć portretowych. Aparat z przodu ma 25 mpx i przysłonę 2.0. Wszystko wspomagane jest przez sztuczną inteligencję, rozpoznającą scenerię i dobierającą najlepsze w danym momencie ustawienia. Na papierze wszystko wygląda doskonale. Jak jest w rzeczywistości? Świetnie, ale do liderów rynku odrobinę Oppo RX 17 Pro brakuje.
Zdjęcia są szczegółowe, z ładnie odwzorowanymi kolorami, ostrość łapana jest bardzo szybko, a w ciemniejszych warunkach aparat wybiera jaśniejszą przysłonę 1.5 co pomaga uzyskać lepsze efekty. W nocy możemy sięgnąć po znany z innych telefonów „tryb nocny”, który pozwala zrobić fotografię z ręki z dłuższym czasem naświetlania, po czym klatki są składane w jedno jasne i ostre ujęcie. Kłopoty pojawiają się przy 2-krotnym zoomie, gdzie zdjęcia tracą na jakości. Telefon średnio radzi też sobie z odcinaniem tła przy zdjęciach portretowych.

Tu warto zatrzymać się na chwilę przy aplikacji aparatu, która, mówiąc oględnie, nie należy do najrozsądniej przetłumaczonych. Dość powiedzieć, że tryb portretowy nazwano w niej np. „układem pionowym” i zajęło mi dłuższą chwilę, zanim metodą prób i błędów zorientowałem się, co się pod tą nazwą kryje.

Wideo nagramy w rozdzielczości 4K i niższych, i zarówno obraz jak i dźwięk są bardzo dobrej jakości, choć stabilizacja podczas kręcenia w 4K jest słaba.

Bateria to zdecydowanie największa zaleta Oppo RX 17 Pro. I wcale nie mam na myśli ani jej pojemności (która zresztą jest spora, bo wynosi 3700 mAh), ani czasu działania (bardzo przyzwoite półtora, dwa dni, choć ciężko powiedzieć, ile wynosi czas pracy na włączonym ekranie, bo producent nie dał nam możliwości monitorowania tego parametru). Mam na myśli ładowanie. Dzięki technologii Super VOOC i ładowarce o mocy 50W napełnimy ogniwo od 0 do 100 proc. w pół godziny. Rano możemy podłączyć telefon i pójść pod prysznic. Gdy wyjdziemy – nasze Oppo będzie już naładowane. Tak samo w ciągu dnia wystarczy nam chwila przy ładowarce i telefon jest gotowy do pracy przez długie godziny. Brak ładowania indukcyjnego nie wydaje się w tej sytuacji żadnym problemem, a na pytanie o trwałość baterii będzie można odpowiedzieć mniej więcej… za rok.

Czyli…

W sumie do telefonu mam dwa zastrzeżenia – nieszczęsne powiadomienia (co mam nadzieję producent naprawi jakąś aktualizacją) i zbyt wysoką cenę. Bo za około 2600 zł można kupić smartfony szybsze, wodoszczelne, czy z głośnikami stereo. Tu receptą jest czas, cena z pewnością będzie spadać i wtedy zakup telefonu będzie bardziej opłacalny. Szkoda jednak że Oppo nie zdecydowało się na debiut tego modelu o kilkaset złotych tańszy. Wtedy RX 17 Pro mógłby skusić większe grono klientów. Na razie jest bardzo dobrą, ale dość drogą egzotyczną ciekawostką.