Na początku muszę odszczekać to, co sam napisałem. Oto gdy HTC jakiś czas temu pokazało swój najnowszy model – A9, stwierdziłem, jak zresztą chyba wszyscy, którzy zajmują się smartfonami, że to kopia iPhone 6, w dodatku ze słabymi podzespołami, a oferowana za niebotyczną wręcz cenę. Czyli generalnie totalny bezsens, naciąganie klientów i kolejna klapa Tajwańczyków.

Tymczasem kiedy wziąłem ten telefon do ręki, zrobiło mi się naprawdę głupio. Najzwyczajniej w świecie skrzywdziłem HTC. Jestem zły na siebie, bo w moich recenzjach zawsze staram się w możliwie najprostszy sposób odpowiedzieć na podstawowe pytanie, które zadają sobie klienci - jak to działa - a nie skupiać się na cyferkach i specyfikacjach.

Normalnemu użytkownikowi nie jest przecież potrzebna do szczęścia wiedza o kolejnej wersji procesora zamontowanego w smartfonie ale informacja o tym, czy w codziennym użytkowaniu nie będzie sprawiał problemów. Tymczasem ja osądziłem ten telefon na podstawie kilku liczb, zanim się z nim bliżej zapoznałem. I to był błąd. Posypuje głowę popiołem.

To, co mnie zmyliło, to zastosowanie w HTC A9 procesora ze średniej półki - Snapdragona 617 (40697 pkt. w AnTuTu Benchmark). Jest mniej wydajny niż 810, montowany m.in. w HTC M9. Ale jest za to zdecydowanie mniej prądożerny i nie ma problemów z przegrzewaniem. Czyli jakkolwiek by to dziwnie nie zabrzmiało, choć na papierze gorszy – to jednak na co dzień jest lepszy.

I rzeczywiście, A9 napędzane tą jednostką radzi sobie doskonale. Działa płynnie, nakładka Sense jest zoptymalizowana wręcz wzorowo i przez dwa tygodnie nie zauważyłem ani jednego przycięcia czy spowolnienia. Strony internetowe wczytywały się błyskawicznie, a gry FIFA 16 czy Turbo nie stanowiły dla A9 żadnego problemu.

Po drugie, dałem się zwieść baterii zastosowanej w A9. 2150 mAh przy dzisiejszych standardach wydaje się pojemnością wręcz śmiesznie małą. Tyle że znów – liczy się to, jak to działa, a nie jak wygląda na papierze. A działa bardzo dobrze. HTC A9 jest pierwszym z testowanych przeze mnie smartfonów, na którego pokładzie znajdziemy najnowszą wersję Androida - 6.0. A jedną z najważniejszych nowości w tym wydaniu systemu jest tryb Doze - czyli inteligentne wyłączanie procesów działających w tle. Dzięki temu wydłużyć ma się czas czuwania.

Tłumacząc z trudnego na łatwy - jeśli nie używamy telefonu, to w zasadzie nie pobiera on prądu. Nie musimy się martwić, że zostawiając go na noc zniknie nam 20 czy 30 proc. baterii, albo gdy trzymamy go w kieszeni, zużywa energię na jakieś zupełnie nieprzydatne dla nas czynności. A jak wiadomo, telefony z Androidem potrafią żyć swoim życiem i czasem nieprzyjemnie nas zaskakiwać. Oczywiście smartfon z włączonym ekranem dalej będzie pobierał sporo prądu, ale to jest nieuniknione. Czy Doze działa?

Zdecydowanie tak. HTC A9 wytrzymywał mi w normalnym użytkowaniu (internet LTE lub WiFi, synchronizacja 3 kont, dzwonienie, sms-owanie, słuchanie muzyki czy radia, korzystanie z Facebooka i poczty) od półtora do dwóch dni. Intensywniejsza eksploatacja, czyli np. oglądanie YouTube ten czas skracała, ale tak dzieje się we wszystkich smartfonach. Najważniejsze, że ani razu nie czułem się zagrożony tym, że telefon kompletnie się wyładuje.

Kolejna kwestia to wygląd. A9 jest rzeczywiście bardzo podobny do iPhone'a 6. W internecie trwa nawet dyskusja o tym, która firma skopiowała czyj projekt, ale mnie zupełnie to nie interesuje. Bo kiedy weźmiemy A9 do ręki, natychmiast się w nim zakochamy. Jest smukły (tylko 7,26 mm grubości), elegancki, wykonany ze szkła i metalu, bardzo przyjemny w dotyku i świetnie leżący w dłoni. Bez problemu może stanąć do walki z Samsungiem Galaxy S6 o miano najładniejszego smartfona roku i wcale w tym pojedynku nie jest bez szans.

Przy okazji przypominam, że S6-ce także wypominano podobieństwo do hitu z Cupertino. 5 calowy ekran wykonany w technologii Amoled (441 ppi) jest doskonały, a na dole mamy świetnie działający czytnik linii papilarnych, który pod względem działania postawiłbym na równi z moim ulubionym - z Sony Xperii Z5 Compact. Nawet gdybym chciał, nie mam się do czego przyczepić.

HTC w ostatnich modelach miało ewidentny problem z aparatem fotograficznym. Firma miotała się między Ultra Pixelami w modelu M7, przez które matryca miała niecałe 5 mpx, a dużą ilością pixeli – 20,7 w modelu M9. Ani jedno ani drugie rozwiązanie nie było dobre. W modelu A9 znaleziono złoty środek. Matryca ma 13 mpx i w końcu mogę napisać, że HTC robi świetne zdjęcia. Doskonałe kolory, szybki autofocus, bardzo dobre odwzorowanie szczegółów, zapis w formacie RAW, mnóstwo filtrów z ulubioną przez moje dzieci możliwością „ożywiania” zdjęć przez dodawanie do nich padającego śniegu czy lecących mydlanych baniek, bardzo dobrej jakości filmy video i sympatyczny program do montowania klipów. Absolutna smartfonowa pierwsza liga.

Muszę jeszcze napisać o bardzo dobrze działającym GPS, z HTC A9 zrobiłem prawie tysiąc kilometrów i prowadził mnie doskonale, ani razu nie zrywając zasięgu nawet w trudnym górzystym terenie czy błyskawicznie przeliczając trasę, a mapy Googla w połączeniu z Yanosikiem spisywały się świetnie. Z plusów mamy też np. radio z RDS, które przed pierwszym włączeniem samo skanuje częstotliwości i ustawia stacje, nieograniczoną wręcz możliwość zmieniania motywów, czy znaną z wcześniejszych modeli możliwość dostosowywania głównej strony i podpowiadania używanych przez nas aplikacji w domu czy w pracy.

W dodatku 16 GB pamięci wbudowanej możemy rozszerzyć kartą micro SD. Okazuje się też, że HTC jest firmą bardzo skromną. Trudno doszukać się informacji o tym, że A9 spełnia normę IPx3, czyli po prostu jest odporny na wodę i zachlapanie. Pewnie z tego powodu podłączając go do ładowarki możemy wyczuć lekki opór - gniazdo USB jest bowiem specjalnie uszczelnione, tak samo jak tacki na kartę SIM czy kartę pamięci. Inne firmy eksponują takie cechy do granic możliwości, czasami wręcz na wyrost. HTC nie.

Plusów jest naprawdę sporo. Ale, tu niespodzianka, są też i minusy. Dla miłośników głośników zewnętrznych - A9 ma tylko jeden, a nie dwa. Nie ma też świetnego skądinąd playera, a muzyki posłuchamy przez aplikację Googla. Mógłbym jeszcze napisać, że obiektyw aparatu delikatnie wystaje z obudowy, bo wystaje. Tylko czy to są poważne minusy? Oczywiście, że nie. Poważny minus jest inny. Cena. Za A9 trzeba wyłożyć ok. 2500 zł. To dużo. Ale po pierwsze - jeżeli telefon znajdzie się w ofercie operatorów - jego ceny przy odsprzedaży na różnych portalach powinny być sporo niższe.

Po drugie - mam nadzieje, że HTC samo spróbuje je obniżyć, bo w tym telefonie drzemie potencjał. I po trzecie - gdy wyobrażam sobie właściciela tego smartfona, widzę dojrzałego mężczyznę po czterdziestce, który wie, że by posmakować życia, warto czasem trochę zwolnić, żeby za chwilę znów być pierwszym. Czego i HTC, po bliższym zapoznaniu się z A9, życzę.