Wybór smartfona nie jest może tak ważną życiową kwestią jak wybór żony, bo telefon można zmienić zdecydowanie łatwiej. Ale jednak - mówimy o urządzeniu specjalnym, bo sięgamy po niego średnio 200 razy dziennie. Nic więc dziwnego, że chcemy, by jego używanie sprawiało nam przyjemność. Paradoksalnie pieniądze nie załatwiają tu wszystkiego - kupno najdroższego smartfonu nie oznacza wcale, że w nasze ręce trafi urządzenie idealne.

Bo np. co z tego, że będziemy mieli rewelacyjny ekran, skoro baterii starczy nam ledwie na pół dnia? Lepiej więc określić nasze priorytety, świadomie rezygnując z rzeczy, na których zależy nam mniej. Dlatego zawsze gdy dzwonią do mnie znajomi z prośbą o szybką radę, zadaję im najpierw kilka pytań: na czym zależy ci najbardziej - baterii, jakości zdjęć, płynności pracy, trwałości, wyglądzie czy np. jakości odtwarzanej muzyki. I dopiero wtedy staram się dobrać model. Oukitela K4000 pro także dobierałem na specjalne zamówienie - syna. Jego priorytety to dobra bateria i płynność działania. Mój - cena.

Priorytet pierwszy: bateria
Większość smartfonów jest w stanie wytrzymać od rana do wieczora, co przekłada się na jakieś 3, może 4 godziny włączonego ekranu. Ale oddajcie go tylko w łapy nastolatka. Jest w stanie wyładować telefon w mgnieniu oka. Sposobów jest wiele - gry, youtube, snapchat. Jednak z Oukitelem K4000 pro nie będzie miał łatwo. Telefon ma baterię o pojemności 4600 mAh (wymienna). W dodatku producent połączył ją z 5 calowym ekranem HD i procesorem MediaTek 6735 P, które nie są zbyt prądożerne.

Efekt? Więcej niż dobry. Dość powiedzieć, że podczas 5 godzinnej podróży samochodem syn rozładował baterię w mniej więcej 60 proc., wyciskając z telefonu siódme poty. W sumie smartfon wytrzymał na włączonym ekranie ponad 8 godzin, a przy podłączaniu go do ładowarki bateria pokazywała jeszcze 15 proc. Generalnie możemy używać go 2,3 dni, nie przejmując się ładowaniem. Telefon jest też nieźle zoptymalizowany, zostawiony na noc traci 2,3 proc. energii. Za baterię wielki plus.

Priorytet drugi: płynność działania

Powiedzmy sobie szczerze - poprzeczka była ustawiona dość nisko. Poprzedni telefon syna miał 500 MB pamięci RAM i oczekiwanie na włączenie się jakiejś aplikacji czy wybranie numeru ciągnęło się w nieskończoność. A i miejsca na aplikacje nie było w nadmiarze. Oukitel K4000 pro z 2 GB pamięci RAM i 16 GB pamięci wbudowanej jest na jego tle prawdziwym potworem wydajności. Kultura pracy jest bardzo wysoka, czyli mówiąc obrazowo - naciskasz i masz. Na nic nie trzeba czekać, telefon się nie zawiesza, nie zacina, działa bardzo płynnie. Pracuje na Androidzie 5.1, a producent zapowiedział aktualizację do Androida 6.0. Tyle, że miała nadejść w marcu, a mamy już koniec maja…

W każdym razie Android jest niemal czysty, zmodyfikowano jedynie wygląd ikon ze standardowych na… brzydkie, do których trzeba się przyzwyczaić. Oczywiście jest język polski i nigdzie nie zaskoczą nas chińskie krzaczki, co najwyżej język angielski. Przeglądanie internetu jest komfortowe - to zasługa LTE które działa dobrze i stabilnie, telefon bardzo szybko łączy się też z WiFi. I na koniec – gry. Procesor to raczej półka niższa (24219 pkt w AnTuTu Benchmark), ale telefon radzi sobie z nimi zaskakująco dobrze. Zacinała się FIFA-16, ale np. w Asphalt 8 gra się bardzo przyjemnie, gry zręcznościowe czy strategiczne także działają bez problemu.

Priorytet trzeci: cena

Telefonu nie znajdziemy w polskiej dystrybucji. Możemy go ściągnąć z Chin i ja tak właśnie zrobiłem. Kosztował 99 dol., czyli niecałe 400 zł. Przesyłka gratis. To bardzo atrakcyjna cena, ale oczywiście jest haczyk. VAT, czyli 23 proc. wartości. Teoretycznie musimy go zapłacić od każdej transakcji powyżej 45 euro., ale w praktyce raz urząd celny zatrzyma przesyłkę, a raz nie. Mi zatrzymał, więc musiałem dopłacić kolejne 100 zł. W sumie niecałe 500 zł bez kilku groszy i niecały miesiąc czekania. Już po fakcie sprawdziłem oferty na rodzimych portalach aukcyjnych. Telefon wysyłany z Polski kosztuje od 530 do 580 zł. Gdybym nie zapłacił VAT, byłbym więcej niż zadowolony, ale i tak uważam, że 500 zł nie jest złą ceną.

Czy są jeszcze jakieś plusy i minusy tego telefonu?

Oczywiście bateria, procesor i cena to nie wszystko. Bo smartfonem robimy zdjęcia, używamy go jako nawigacji, zależy nam też na jego wyglądzie czy trwałości. Jak wypada tu Oukitel K4000 pro? Aparat na szczęście nie był na liście priorytetów syna i moich. Można o nim powiedzieć, że jest. Jeśli będziecie chcieli sfotografować rzeźbę w pełnym słońcu, osiągniecie zadawalające rezultaty. Niestety gorsze światło czy bardziej ruchomy obiekt popsuje wam efekt.

GPS w moim przypadku działał dobrze, choć w testach wyszukanie satelitów zajmowało mu dłuższą chwilę. Za to nawigując z Google Maps telefon pewnie prowadził mnie przez ulice Warszawy, nie zrywając połączenia. Dobrze działa też automatyczne ustawianie jasności ekranu, którego z zasadzie nie trzeba korygować.

Wygląd jest pochodną trwałości Oukitela. A ta ma stać na najwyższym poziomie. Boki telefonu są wykonane z solidnego metalu, a cały telefon jest bardzo ciężki, nawet jeśli wyjmiemy z niego baterię. Razem z nią waży aż 240 g. Super odporny ma być też ekran wykonany w technologii 2,5 D. Zresztą zobaczcie sami.

Oczywiście ja takich testów przeprowadzić nie zamierzam, ale ufam że plecak nastolatka nie okaże się zbyt trudnym wyzwaniem. Telefon przy odrobinie dobrej woli można nazwać ładnym. A przynajmniej dobrze wykonanym. Znajdziemy w nim też kilka bardzo miłych dodatków. Dwukrotne uderzenie w ekran wybudzi smartfon, a dwukrotne uderzenie w przycisk „home” go uśpi. Gestów jest zresztą o wiele więcej - możemy np. przejść bezpośrednio do opcji dzwonienia rysując na wygaszonym ekranie literę "c", albo zrobić zrzut ekranu przesuwając po nim trzema palcami w dół.

Przyciski systemowe znajdują się pod ekranem i nie są niestety podświetlone, nie znajdziemy też diody powiadomień. Jakość rozmów stoi na przyzwoitym poziomie, odtwarzacz muzyki w słuchawkach gra normalnie, głośnik wydaje z siebie donośny, ale dość płaski dźwięk. Jest oczywiście slot na kartę pamięci, a telefon obsługuje dwie karty SIM. Gwarancja jest, ale w Chinach, więc trochę jakby jej nie było.

Po miesiącu jestem z Oukitela K4000 pro bardzo zadowolony. Głównie z tego, że syn nie narzeka już że telefon mu się zawiesił, że się nie chce włączyć, że się rozładował i że jakaś gra nie działa. Jak na razie ryzyko się opłaciło. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że tak będzie dalej…