To zaskakujące o tyle, że do tej pory Sony było dość łatwym przeciwnikiem. Firma podkładała się sama – reklamując swoje telefony jako wodoszczelne, a potem prosząc użytkowników, by jednak ich nie zanurzali. Padała też ofiarą innych, jak na przykład Qualcomma, który wyprodukował swój najlepszy swego czasu procesor – Snapdragon 810 – na wzór i podobieństwo piekarnika – a producenci telefonów, w tym Sony, musieli zjeść tę żabę, starając się na wszystkie możliwe sposoby – między innymi obniżając wydajność procesora – jakoś zapanować nad jego zbyt wysokimi temperaturami. Albo coś, czego nie mogli zrozumieć ludzie zajmujący się technologią na całym świecie (w tym i moja skromna osoba): jak to możliwe, że Sony, które zarabia na dostarczaniu matryc do aparatów innym firmom, samo nie potrafi napisać takiego oprogramowania, by ich własne smartfony robiły świetne, a nie tylko dobre lub bardzo dobre zdjęcia.

Okazało się jednak, że tym razem tak łatwo nie było. Przez ponad dwa tygodnie próbowałem znaleźć jakieś słabe punkty w XZ Premium, ale jest ich tyle, co kot napłakał.

Wygląd. Tu mógłbym się powyzłośliwiać, pisząc, że telefon jest wielki, ma gigantyczne ramki wkoło ekranu i gdzie mu tam do designu Galaxy S8 czy LG G6. Mógłbym, gdyby nie trzy rzeczy. Po pierwsze – dzięki tym ramkom doskonale i pewnie trzyma się w dłoni i jest to rozwiązanie o niebo praktyczniejsze od bezramkowych konstrukcji. Po drugie – strasznie mi się podoba. Kwadratowa, elegancka i ponadczasowa konstrukcja przypomina stare Lumie Nokii i choć nie jest odkrywcza, to jednak coś w niej jest. Srebrna wersja, którą miałem przyjemność testować, jest bardzo ładna, a szklany, równy tył telefonu można doskonale wykorzystać jako... lusterko. Doceniają to zwłaszcza kobiety, a od kilku, w tym od mojej żony, usłyszałem, że mogłyby taki mieć – a to chyba najlepsza recenzja. Jest jeszcze jedna, trzecia zaleta wielkich ramek, o której w zasadzie wolałbym nie pisać. Ale z dziennikarskiego obowiązku muszę. Otóż doskonale chronią wyświetlacz. Mój egzemplarz niestety wyślizgnął mi się z kieszeni i upadł na kafelki. Podnosiłem go z drżeniem serca, ale ku mojej radości skończyło się na lekkim obiciu dolnego rogu. Czyli miejsca, gdzie w designerskich konstrukcjach od wyświetlacza dzielą nas minimetry. W XZ Premium pozostał on nietknięty. Czy tak samo było by w Galaxy S8 czy 8 Plus? Nie wiem i mówiąc szczerze, nie chcę wiedzieć.

Wielkiego plusa Sony dostaje za odważną decyzję przeniesienia przycisku do regulacji głośności nad czytnik linii papilarnych (który znajduje się na prawym boku telefonu). Złośliwie mogę dodać, że trochę to trwało, bo do tej pory Sony usiłowało wmówić użytkownikom, że umiejscowienie tego przycisku poniżej czytnika jest lepszym i wygodniejszym rozwiązaniem. No więc nie jest i dobrze, że ten epizod jest już za nami. Praktyczną zmianą jest też rozdzielenie tacki na kartę pamięci i kartę SIM (lewy bok). Teraz kartę SIM wkładamy w osobną, niezależną szczelinę i dzięki temu telefon nie restartuje się za każdym razem, gdy chcemy wyciągnąć kartę pamięci. Wciąż miłym i w zasadzie już niespotykanym dodatkiem jest też fizyczny przycisk spustu migawki aparatu na dole prawej krawędzi.

Pisząc o wyglądzie, nie sposób nie wspomnieć o ekranie. Jest wielki (5,5 cala, IPS HDR) i ma rozdzielczość 4K. Sporo osób krytykuje Sony za taki krok, bo po co komu 4K w telefonie. Ale moim zdaniem jest to krytyka niezasłużona, bo Japończycy zrobili to najlepiej, jak mogli. Otóż na co dzień wyświetlacz działa w rozdzielczości FHD, a 4K używamy tylko oglądając np. filmy zamieszczone w tej rozdzielczości na YouTube. Różnica w jakości jest widoczna – nawet na ekranie smartfona. Podczas normalnego użytku telefon nie zużywa zaś tyle energii, ile potrzebne by mu było do rozdzielczości 4K. Proste i doskonałe rozwiązanie. A i w rozdzielczości FHD ekran jest znakomity, kolory są mocne, nasycone, w ustawieniach można go sobie jeszcze podrasować, przełączając na „Tryb superżywych kolorów” bądź „Tryb profesjonalisty” (w którym używa się gamy kolorów sRGB, cokolwiek by to nie znaczyło).

Działanie. Jeśli jacyś malkontenci mogliby narzekać na wygląd XZ Premium, to zapewniam, że na działanie nie będzie narzekać nikt. Snapdragon 835 to zdecydowanie najlepszy w tej chwili procesor na rynku, a wszystkie napędzane nim smartfony działają rewelacyjnie. I nie inaczej jest w tym przypadku. Mój egzemplarz w AnTuTu Benchmark wykręcił 141165 tys. punktów, czyli o ok. 20 tys mniej niż np. HTC U11, ale i tak jest to iście kosmiczny wynik. Procesor w połączeniu z 4 GB pamięci RAM zapewnia ultrapłynne działanie smartfona, któremu niestraszne są żadne gry czy aplikacje. Xperia doskonale trzyma też zakładki w pamięci, a jeśli komuś byłoby za mało 64 GB pamięci wbudowanej (ok. 50 dla użytkownika), to może ją sobie rozszerzyć kartą pamięci. Najmniejszych zastrzeżeń nie mam do GPS-u (odnajduje satelity błyskawicznie i nie zrywa połączenia podczas nawigacji) i jakości rozmów. Telefon pracuje na najnowszym Androidzie 7.1.1, a ponieważ Sony w ostatnim czasie bardzo poważnie podchodzi do aktualizacji, nie mam żadnych wątpliwości, że XZ Premium otrzyma kolejną wersję Androida.

Zdjęcia. Tu byłem wręcz pewny, że znajdę jakieś słabe punkty tego telefonu. Jak się jednak okazało – zupełnie niesłusznie. XZ Premium jest zdecydowanie najlepszym fotograficznym smartfonem Sony, i choć wciąż Samsungi Galaxy S7 czy 8 i HTC U11 są krok z przodu, to wreszcie Sony pokazało, że wie, jak wykorzystać swoje matryce. Mają one odpowiednio 19 i 13 mpx i o zdjęciach można mówić w samych superlatywach. W zasadzie zupełnie zostało wyeliminowane dziwne odszumianie, które powodowało, że zwłaszcza w słabym oświetleniu szczegóły w przybliżeniu wyglądały jakby rysowane pastelami. Teraz wszystko jest ostre i wyraźne, a to, czym Sony przegrywa minimalnie z konkurencją, to jasność przesłony. W XZ Premium wynosi ona 2.0, w Samsungach i HTC 1.7, co pozwala na robienie lepszych zdjęć w nocy i w słabych warunkach oświetleniowych. Ale bez dwóch zdań Sony wykonało tytaniczną wręcz robotę i wytrąciło z ręki oręż krytykom. Tryb automatyczny, tryb profesjonalny, intuicyjna aplikacja, ze spokojem można napisać, że jakość zdjęć jest po prostu flagowa.

A do tego trzeba dodać jakość wideo, która nie dość że jak zawsze stoi na najwyższym poziomie (rewelacyjna stabilizacja obrazu), to jeszcze Sony dodało coś, czego nie ma żaden konkurent. Możliwość kręcenia filmów w slow motion w 960 FPS, czyli w trybie dostępnym do tej pory tylko w profesjonalnych kamerach. Jest jednak haczyk. I to nie jeden. Po pierwsze takie ujęcie trwa... sekundę. I wcale nie jest łatwo je zrobić. Kto chce, może zobaczyć moje próby tu:

A po drugie, jakość takiego filmu to jedynie HD, dlatego w zasadzie nie ma sensu próbować ich robić w pomieszczeniu czy w ciemności. Światło musi być dobre, inaczej nie uzyskamy satysfakcjonującego nas efektu.

Bateria. Ta w XZ Premium ma 3230 mAh, a więc nie jest przesadnie wielka. Mimo to ten telefon jest najlepszym flagowcem pod względem długości pracy. Bez problemu używałem go dwa dni (telefony, maile, społecznościówki), osiągając niemal 6 godzin pracy na włączonym ekranie. Gdy korzystałem z niego bardziej intensywnie, SOT w jeden dzień dochodził do prawie 7 godzin. Czapki z głów, konkurencja mogła by się uczyć, jak zoptymalizować telefon. A naładowanie też nie trwa długo, jest oczywiście funkcja Quick Charge 3.0 (USB typu C).

Muzyka. Wielkie przestrzenie nad i pod ekranem Sony wykorzystała twórczo, pakując tam głośniki. Czyli mamy stereo, i to prawdziwe, a nie udawane. Oba grają tak samo głośno, a dźwięk jest czysty i bez zniekształceń nawet na najwyższych poziomach. Podobnie zresztą jest na słuchawkach, a Sony nie poszło tropem konkurencji i pozostawiło gniazdo słuchawkowe, co dla wielu osób może być argumentem przemawiającym za jego kupnem.

Jest dioda powiadomień, jest świetna autorska galeria zdjęć, jest NFC, nie ma niestety możliwości wybudzenia i uśpienia smartfona dwukrotnym uderzeniem w ekran i musimy to robić, korzystając z czytnika linii papilarnych. Na szczęście ten działa błyskawicznie i bezbłędnie.

Jest więc Xperia XZ Premium flagowcem świetnym. Doskonale wykonanym, świetnie działającym i jakkolwiek by to dziwnie nie zabrzmiało – niespecjalnie drogim. Bo cena 3199 zł, jakie nam przyjdzie za niego zapłacić, jest bardzo podobna do cen największych konkurentów. Galaxy S8 i S8 Plus są droższe (odpowiednio 3500 i 3900 zł), HTC U11 kosztuje o 50 zł a Huawei P10 Plus - o 200 zł więcej. LG G6 jest tańsze, ale i specyfikacją trochę odstaje. Wszystkie te telefony są bardzo dobre i nie można powiedzieć, że któryś z nich w jakiś znaczący sposób wyprzedza konkurencję. Dlatego jeśli komuś po prostu Xperia XZ Premium podoba się spośród nich najbardziej, spokojnie może ją kupować. Będzie bardzo zadowolony.