Horizon Forbidden West - fabuła

Reklama

Akcja gry dzieje się kilka tygodni po wydarzeniach z pierwszej części. Nasza bohaterka chce uruchomić GAIĘ, by móc powstrzymać plagę, niszczącą odrodzoną przyrodę. Postanawia więc odnależć Sylensa. Rusza więc na Zachód, by zmierzyć się z nieznanym światem, pełnym maszyn i nowych zagrożeń. Będzie musiała wziąć udział w wojnach domowych, ratować stare, znajome twarze, pozna też nowych sojuszników. Nie tylko towarzyszyć jej będą, jak wskazywały zajawki gry, Varl i Erend, ale pojawią się też nowi sprzymierzeńcy, jak choćby Zo, czy inni. Aloy czekają podczas tej wędrówki chwile smutku i szczęścia, bo fabuła jest dobrze poprowadzona. Przynajmniej do ostatniej misji - bo tam ujawnione są dość niepokojące rzeczy, które nie do końca mi się spodobały. Nie chcę jednak wam zdradzać szczegółów - te trzeba poznać samemu.

Horizon Forbidden West / dziennik.pl

Pojawiają się też drobne (i większe) nawiązania do wydarzeń z pierwszej części i dodatku do gry, warto więc przypomnieć sobie fabułę i rozwiązać tam zadania poboczne, żeby docenić wkład twórców w stworzenie tych wszystkich powiązań.

Reklama

Ważną role pełnią dodatkowe misje, które rozszerzają wiedzę gracza o świecie, czy tez pomagają zdobyć lepszy sprzęt i zgromadzić niezbędne punkty do ulepszania naszej bohaterki. Na szczęście te zadania to nie zawsze tylko "idź do A i wybij maszyny" - będziemy więc odnajdywać zaginione postaci, ratować zniszczone wioski, decydowali o losach osad… Trzeba jednak też uczciwie przyznać, że wiele questów jest dokładnie taka sama, jak w pierwszej części - idź do X, włącz fokus, podążaj za śladami, uratuj/zabij...

Do tego są Żyrafy do odkrycia, ruiny przodków do zbadania i splądrowania, dodatkowe zadania kolekcjonerskie czy obozy bandytów do oczyszczenia. Jest więc co robić, a ilość punktów na mapie do zbadania może początkowo przytłoczyć. Trzeba tylko pamiętać, że dotarcie do niektórych miejsc i rozwiązanie niektórych zadań kolekcjonerskich/pobocznych stanie się możliwe do osiągnięcia dopiero pod koniec gry, gdy odkryjemy już wszystkie niezbędne umiejętności i dostaniemy odpowiedni sprzęt.

Reklama

W niektórych zadaniach Aloy stanie przed wyborami - jak w poprzedniej części, nasza bohaterka może kierować się siła, umysłem czy uczuciami. Niestety te wybory nie mają żadnego wpływu na zakończenie, a jedynie na drogę do ostatniej misji i niektóre elementy głównego wątku. Koniec gry jest bowiem tylko jeden.

Sama nasza bohaterka też mocno wydoroślała. Nie daje się już łatwo nabierać bohaterom niezależnym, potrafi mocno postawić na swoim i trzyma się własnego kodeksu. Do tego to ona jest nauczycielką, która otwiera oczy wybranym postaciom na nauki płynące z zagłady starego świata. Jest dojrzalsza, silniejsza, sprytniejsza… i dalej jest nie godzi się, by niepotrzebnie poświęcać ludzkie życie, by dążyć do celu po trupach. Jednocześnie jednak, zrobi wszystko, by ujawnić wstrząsające tajemnice, od których zależy los świata. Tylko, że zrobi to na swój sposób.

Inaczej też, po pewnych wydarzeniach w fabule, reagują na nas mieszkańcy wiosek. Choć początkowo traktowali Aloy jako kogoś dziwnego, zaczynają ją doceniać, słyszymy komentarze, chwalące jej dokonania itp.

Horizon Forbidden West / dziennik.pl

Horizon Forbidden West - przeciwnicy

Zachód pełen jest nowych maszyn, wypluwanych przez kotły Hefajstosa. Spotkamy więc nie tylko starych, znanych przeciwników z pierwszej części. Miejsce czujek zajęły Norniki, pojawiły się też maszyny latające jak SolarPtak czy Ślizgowiec. Moim ulubionym przeciwnikiem jest jednak potężny mechaniczny słoń bojowy, który kojarzy się z mumakilem z filmowej trylogii Władcy Pierścieni. I tu pochwalić należy polskich tłumaczy, którzy z TremorTuska zrobili Mumakieła. Każdy przeciwnik ma swoje słabe punkty, które możemy odstrzelić, zadając mu większe obrażenia. Na wyższych poziomach trudności trzeba też używać pułapek, strzał dających obrażenia mrozem, kwasem czy ogniem itp. Bez tego starcia z potężniejszymi maszynami będą trwały krótko i nie potoczą się po naszej myśli. Do tego warto opanowywać kolejne Kotły. Dzięki nim będziemy mogli przejmować kontrolę nad maszynami i używać ich w walce, lub jako pojazdy. Tak, pod koniec gry Aloy będzie mogła też latać.

Oprócz tego walczymy też z ludźmi, dobrze uzbrojonymi, ochranianymi tarczami, jeżdżącymi też na maszynach i używającymi ciężkiej broni.

Poznaj plemiona Forbidden West

Zakazany Zachód zamieszkały jest przez kilka plemion - m.in Utaru czy Tenakhów. Każde z nich reprezentuje inną mentalność. Utaru to pokojowo nastawieni rolnicy, żyjący w jednym rytmie z przyrodą, z kolei Tenakhowie to twardzi wojownicy, wzorujący się na kodeksie dawnych marines i żołnierzach z czasów wojen z maszynami. Aloy będzie musiała zyskać ich szacunek i pomóc w rozstrzygnięciu wojny domowej.

Do tego pojawiają się kolejne dwie frakcje, których obecność będzie wielkim zaskoczeniem zarówno dla graczy, jak i dla naszej bohaterki. Nie chcę wam jednak psuć zabawy zdradzając, kim są.

Horizon Forbidden West - rozgrywka, bronie i system walki

Gra, jak poprzednia część to „piaskownica”, czyli otwarty świat. Nawet bardziej otwarty niż poprzednio, bo nie tylko dostajemy większy teren, ale Aloy nauczyła się też nurkować i wspinać po skałach. Nie jest to jeszcze tak dostępny świat jak w Assassin’s Creed czy Ghost of Tsushima, gdzie można było wspiąć się na każdy dom czy skałę, tu możemy wdrapać się tylko na te płaszczyzny, do których dostęp dali nam twórcy gry. Na pewno jednak nasza bohaterka potrafi dużo więcej niż wcześniej

Mechanika pozostała także w większości taka sama - za wykonane zadania główne i poboczne oraz za kolejny poziom doświadczenia Aloy dostaje specjalne punkty, które wydajemy na drzewka postaci, ułatwiające nam kontrolowanie maszyn, polowanie, stawianie pułapek, walkę itp. Każda umiejętność sporo kosztuje, a nie da się za jednym przejściem gry opanować w pełni wszystkich drzewek.

Każde drzewko daje nam dwie specjalne umiejętności "ładowane| podczas walki. Gdy napełnimy specjalny pasek, możemy użyć zdolności jak choćby szybszego odrywania elementów maszyn, czy ulepszonych trafień krytycznych. W trudniejszych walkach od doboru i użycia tych zdolności w odpowiednim czasie zależy nasz sukces. Pozostawiono też umiejętność skrywania się w wysokich trawach, co ułatwia podejście do wrogów albo zgubienie pościgu - da się też wrogów oszukać, nurkując w głębiny jezior.

Horizon Forbidden West / dziennik.pl

Jeśli chodzi o broń, to naszymi podstawowymi sprzętami do zabijania są łuk i włócznia. W trakcie podróży, Aloy wyposaży włócznię w nowe moduły, które pozwolą jej dotrzeć do ruin, które wcześniej były zablokowane. Łuki zaś można znaleźć u kupców. Im dalej na zachód, tym potężniejsza broń w ofercie. Można je też modyfikować - z tym, że do ulepszeń najpotężniejszych broni miotających trzeba będzie zabijać najsilniejsze potwory, by użyć ich części.

Oprócz części maszyn, Aloy może też zbierać rośliny i zabijać zwierzynę na mięso i "części”. Kawałki zwierząt posłużą do powiększenia kołczanów a rośliny i mięso warto zanosić do kucharzy w osadach. Oni wytworzą wtedy specjalne potrawy, poprawiające statystyki naszej bohaterki.

System walki wygląda podobnie, jak w poprzedniej części - tryb koncentracji przybliża wroga i pozwala odstrzelić najbardziej czułe elementy maszyny (po przeskanowaniu jej fokusem), jeśli zaś skrócimy dystans, to do gry wchodzi włócznia. Możemy nią wreszcie zadawać potężne zestawy uderzeń, by przełamać obronę wroga, albo zaatakować kilku przeciwników na raz - trzeba je tylko dobrze wykonać w odpowiednim tempie (co możemy przećwiczyć na arenach gladiatorów). No, chyba, że gramy na niższych poziomach trudności, gdzie wystarczy wciskać przycisk ataku i „młócić jak cepem”. Wróg i tak zginie szybko.

Na wyższych zaś poziomach, trzeba myśleć jak przechytrzyć wrogów w Horizon Forbidden West. Pomocne będą wszelkiego typu pułapki, bomby i cała reszta dodatkowych broni, które pozwolą wyeliminować wroga bez walki. Do mniejszych i słabszych maszyn można też się podkraść, wyczekać odpowiedniego momentu i zadać cios z ukrycia, który powinien wroga wyeliminować.

Horizon Forbidden West - grafika, wydajność i rozmiar plików

Forbidden West to gra, która wymaga dużo miejsca. Jej instalacja zajmuje aż 96GB. Przy dysku PS5, dającym nam 667GB miejsca, trzeba będzie pomyśleć nad znalezieniem miejsca na tę grę - a przy kolejnych tytułach, które będą zajmować tyle samo miejsca, warto pomyśleć o rozszerzeniu miejsca na PS5 przez dysk SSD

Gra wygląda fantastycznie. Może działać zarówno w 4K/30FPS, jak i w 60FPS w niższej rozdzielczości. Ja testowałem ją w wersji o najlepszej jakości grafiki. Mimo 30 FPS nie ma żadnych problemów z płynnością rozgrywki. Cały świat dostępny jest też od razu - nie ma żadnego doczytywania, ładowania danych itp. Samo ładowanie gry też trwa kilka sekund. Nawet, gdy lecimy wysoko, że wzrok Aloy obejmuje duży kawałek mapy, nie ma żadnego problemu z płynnością, nic nie skacze, nie klatkuje…

Horizon Forbidden West / dziennik.pl

Sam teren, widziany z bliska wygląda doskonale. Bujna roślinność, świetne tekstury budynków (wrażenie, gdy widzi się Golden Gate i inne kluczowe budynki San Francisco czy Vegas są niesamowite), a także maszyny wyglądają świetnie. Równie dobrze wygląda nasza, trochę starsza bohaterka. Mnie zachwyciły włosy Aloy, które mają swój własny model fizyczny. Gdy skaczemy, biegniemy, albo pływamy, te długie rude włosy zachowują się bardzo realistycznie. Znakomicie tez wygląda świat pod wodą - załamania światła, bąbelki powietrza, ruchy roślinności, Guerilla wyciągnęła z silnika gry i z PS5 praktycznie wszystko, co się dało.

Jeśli chodzi o dźwięk, to polecam słuchawki z obsługą 3D Audio - jak Razer Kaira czy Krakeny v3. Dają znacznie lepsze odczucia audio niż nawet dobry soundbar, jakim jest Samsung Q950T.

Dźwięk przestrzenny idealnie pozwala nam słyszeć np. Której strony płynie strumień, skąd biegną zwierzęta i gdzie są wrogie maszyny. Zbliżając się do Żyrafa czujemy, jak drga ziemia, a Jeko potężne kroki słychać nawet z odległości kilkuset kroków. Podczas walki słychać nawoływania wrogów, czy odgłosy maszyn. To trzeba usłyszeć samemu, ale naprawdę Guerilla się przyłożyła.

Horizon Forbidden West / dziennik.pl

Podsumowanie

Horizon Forbidden West, to nie jest rewolucja, odkrywająca nowy sposób rozgrywki, mechaniki czy wprowadzający nowy system walki. To gra bardzo przypominająca poprzednią część, oparta na wszystkich znanych modułach gier otwartego świata. Jej siła leżyjednakt zupełnie gdzie indziej - ma fantastyczną fabułę, pełną zwrotów akcji i momentów, w których mówimy „wow”. To także gratka dla fanów pierwszej części, która pozwala poznać dalsze losy świata, nowe regiony i plemiona Forbidden West.

Fani gier „sandboksowych” i fani Zero Dawn będą zachwyceni. Ci, którzy lubią dobrą fabułę, także nie powinni czuć się zawiedzeni. Gra jest też wizualnym i dźwiękowym hitem - naprawdę Guerilla się przyłożyła do pracy. Jak dla mnie, to jedna z tych gier na PS5, w które koniecznie trzeba zagrać.