W tym roku konkurencja między najlepszymi modelami najważniejszych producentów jest bardzo zacięta i wyrównana. W zasadzie trudno jest powiedzieć, który z nich jest tym naj – bo każdy z nich ma jakąś jedną cechę, której nie mają inni. Można więc bez większego problemu dobrać sobie doskonałe urządzenie wg. własnych preferencji. W sporym uproszczeniu – kto stawia na zdjęcia – wybierze Samsunga Galaxy S8. Kto stawia na ekran 4K – skieruje swoje kroki w stronę Xperii XZ Premium, komu zależeć będzie na doskonałym nagrywaniu audio i wideo – kupi HTC U11, a kto nie lubi często ładować telefonu – weźmie Huaweia Mate 10 Pro. Tyle, że każdy z tych smartfonów ma też coś, co może do zakupu zniechęcić – Samsung – słabą ergonomię, Xperia i HTC – oldskulową budowę, Huawei – brak wyjścia na słuchawki (HTC zresztą też). A LG V30? Po dwóch tygodniach z tym urządzeniem mogę napisać, że ma swoje przewagi nad konkurentami w postaci kręcenia filmów, odtwarzania muzyki i szerokokątnego obiektywu, za to nie ma w zasadzie niczego odpychającego. Zdziwieni? Ja też.

Teraz jednak LG będzie miało problem, który sam sobie zgotowało. Od oficjalnej światowej premiery tego modelu, do momentu, kiedy zostaje on wprowadzony do sprzedaży w Polsce, mijają bowiem ponad trzy miesiące. To długo, w tym czasie konkurencja pokazała swoje kolejne nowości, inne świetne telefony zdążyły sporo stanieć, a ewidentny entuzjazm miłośników smartfonów z najwyższej półki dawno opadł. Koreańczycy (a raczej ich polscy pracownicy) będą się więc musieli mocno postarać, by zawalczyć o klientów. Na szczęście mają czym.

Wygląd, wykonanie
Nowoczesny, ale klasyczny i elegancki. Tak określiłbym wygląd V30. Nowoczesny – bo proporcje ekranu to najmodniejsze obecnie 18:9 (czyli 2:1). Dodajemy do tego wąskie ramki i dzięki temu 6 cali wyświetlacza mieści się w rozmiarach zarezerwowanych do tej pory dla telefonów z 5,5 calowym ekranem. Klasyczny – bo nie jest tak chorobliwie odchudzony jak np. samsungowa linia Galaxy S8. Elegancki – bo tył z podwójną kamerą, diodą doświetlającą i czytnikiem linii papilarnych jest przyjemnie skomponowany, telefon w srebrnym kolorze ze srebrnymi ramkami nie jest krzykliwy.

Jednak wygląd wyglądem, najważniejsze jest to, jak ten telefon leży w dłoni. Po raz pierwszy miałem styczność z LG V30 na targach IFA w Berlinie, i moje pierwsze wrażenia nie były najlepsze, wydał mi się chorobliwie wręcz lekki. Dziś wiem, że to nie jego wada, ale jedna z większych zalet. Bo dzięki temu stosunkowo łatwo nim balansować gdy trzymamy go w jednej ręce i potrzebujemy na przykład ściągnąć kciukiem górną belkę. Niebezpieczeństwo wyślizgnięcia jest dzięki temu o wiele mniejsze, do tego plecki (pokryte szkłem, ale w dotyku przypominające coś pomiędzy aluminium a plastikiem) nie są tak śliskie jak w innych smartfonach. A i ramki, choć cienkie, to jednak zapewniają wystarczający komfort uchwytu np. podczas oglądania filmów. Do ergonomii LG V30 zarzutów nie mam żadnych, także czytnik linii papilarnych (który służy jednocześnie do włączania i wyłączania telefonu) leży tam, gdzie leżeć powinien i trafiamy w niego palcem bez żadnych problemów.

Wielkim atutem V30 jest wyświetlacz – to P-OLED QHD+ 538 ppi, sprawiający, że z telefonu chce się korzystać. Cieszy, że LG w końcu postawiło na ten rodzaj matryc, które są po pierwsze bardziej oszczędne jeżeli chodzi o pobór energii, a po drugie, wyglądają efektowniej i dla wielu osób (w tym i dla mnie) lepiej, niż matryce IPS (choć oczywiście biel pod różnymi kątami potrafi złapać przebarwienia). Zrozumiał to Samsung, który od wielu już lat pakuje ekrany AMOLED nie tylko do swoich flagowców, ale i telefonów ze średniej półki. I dobrze na tym wychodzi. LG, ale i inni producenci, wyciągnęli z tego wnioski, chyba tylko Sony nie wyposażyło swojego tegorocznego flagowca w tego typu matrycę.

Specyfikacja, działanie
Jest tak, jak być powinno na tym poziomie. Szybko i płynnie. Snapdragon 835, 4 GB RAM, 64 GB pamięci wbudowanej, z możliwością jej rozszerzenia kartą pamięci. W AnTuTu Benchmark mój egzemplarz wykręcił 147929 pkt i przez ponad dwa tygodnie ani razu nie zamyślił się na dłużej. Znów – różnice między LG V30 a innymi flagowcami można mierzyć pewnie w tysięcznych częściach sekundy, co jednak w codziennej pracy jak dla mnie jest zupełnie niezauważalne i co najważniejsze – nieistotne. Nawigacja działa bezbłędnie, gry nie stanowią żadnego wyzwania, wielozadaniowość także stoi na flagowym poziomie – telefon długo trzyma zakładki w pamięci. Malkontenci oczywiście będą kręcić nosem, że mamy 4 a nie 6 czy 8 GB pamięci RAM i choć trochę ich rozumiem, bo zawsze lepiej mieć więcej niż mniej, to jednak po dwóch tygodniach mogę spokojnie napisać, że większego sensu w śrubowaniu tego wyniku nie widzę.

Mamy oczywiście NFC, telefon spełnia normę IP 68 czyli jest wodo i pyło odporny, a miłym i niespotykanym u konkurencji dodatkiem jest też amerykański certyfikat militarny MIL-STD-810G, który ma świadczyć o większej odporności, między innymi na upadki. Brzmi kusząco, choć moim zdaniem jeśli trafimy ekranem w kamień, to cudów się nie raczej nie spodziewajmy.

Słowa pochwały należą się za system Always on Display (AoD), LG V30 nie ma bowiem diody powiadomień. Wszystkie ważne dla nas informacje wyświetlają się za to na wygaszonym ekranie. Co do zasady na brak diody zawsze patrzę się krzywo i traktuję to jako minus. Tu jednak LG dał w zamian tyle, że chyba po raz pierwszy zupełnie mi jej nie brakowało. Wygląd wyświetlanych informacji, wraz z zegarem, można wybrać wedle własnych preferencji i upodobań – jest tego cała masa – od eleganckich i klasycznych do śmiesznych i młodzieżowych. Gdy telefonu nie używamy dłuższy czas, wszystko wygasa, gdy go poruszymy, AoD się uaktywnia, jest też w stanie wyświetlać się bardziej lub mniej intensywnie. Paskiem z powiadomieniami możemy przesuwać w lewo lub w prawo – mamy wtedy możliwość sterowania aplikacją muzyczną z poziomu wygaszonego ekranu, bądź dostęp do latarki, połączeń bluetooth czy WiFi. Taka funkcjonalność to pozostałość po drugim ekranie – który był znakiem charakterystycznym linii V. Był w modelach V10 i V20, w V30 zniknął, ale wszystkie jego zalety pozostawiono.

Przy okazji trzeba napisać o baterii – bo to element, który zaskoczył mnie w tym telefonie najbardziej. LG chwali się bowiem rozbudowanymi możliwościami nagrywania wideo czy odtwarzania muzyki, nie chwali się za to czymś, co ma dużo większe znaczenie dla użytkowników. Baterią. Bo co nam z najbardziej nawet rozbudowanych funkcji, jeśli nie możemy oddalić się na chwilę od ładowarki? W LG V30 nie ma się na szczęście o co obawiać. Ogniwo nie jest specjalnie imponujących rozmiarów. 3300 mAh nie wróży imponujących osiągów, a jednak... Czasy pracy między 4 i pół a 5 i pół godziny na włączonym ekranie, uzyskiwane w dwie doby, należy uznać za więcej niż satysfakcjonujące. Telefon działa i działa, jego intensywne używanie nie powoduje szybkiego ubytku energii i jest to tym bardziej zadziwiające, że modele G5 i G6 były raczej krótkodystansowcami, więc ciężko było spodziewać się, że LG poprawi się w tej dziedzinie. A jednak – Koreańczycy mocno popracowali i za pozytywnie zaskakujące tego efekty należą się im wielkie brawa.

Zasięg, jakość rozmów, prędkość wczytywania stron internetowych, łapanie sygnału WiFi – tu nie ma w zasadzie o czym pisać, bo wszystko działa tak, jak działać powinno. Grzechem było by jednak nie wspomnieć o podwójnym uderzeniu w ekran – które go budzi lub wygasza. Niby to drobnostka, ale tak wygodna w codziennym używaniu, że dziwię się i dość często żałuję, że nie stosują jej wszyscy producenci.

Oprogramowanie
Tu LG dostaje małego minusa, bo aż by się prosiło, by taki telefon działał na najnowszej wersji Androida – 8. Niestety na starcie dostajemy wersję 7, oczywiście z zapewnieniem rychłej aktualizacji. Nakładka LG na system jest specyficzna. Dość mocno w niego ingerująca, ale nie tak skomplikowana jak np. EMUI Huaweia. Niespecjalnie podejmuję się też oceny jej wyglądu, bo to co podoba się jednym, dla innych może być nie do zaakceptowania. Dla mnie jest OK, najważniejsze, że użytkownik może się w niej stosunkowo prosto odnaleźć, nie ma też żadnych głęboko poukrywanych niespodzianek. Mamy możliwość wybrania interfejsu płaskiego (gdzie wszystkie aplikacje instalują się nam na pulpitach), bądź klasycznego, z szufladą na aplikacje. Jest kilka motywów do wyboru, jest sklep z aplikacjami LG, jest możliwość zablokowania odciskiem palca dostępu do plików czy zdjęć, zmienienia kolejności wyświetlanych na ekranie klawiszy funkcyjnych.

Zdjęcia, wideo
O fotografii napiszę krótko. Poziom jest flagowy, ale jeżeli ktoś uwierzy, że LG V30 robi najlepsze zdjęcia na rynku, może się rozczarować – są od niego telefony lepsze. Mimo jasnych przesłon (1.6 w aparacie głównym i 1.9 w drugim, szerokokątnym), zdjęcia nocne nie zachwycają.

W dzień jest już oczywiście dużo lepiej, główna, 16 mpx matryca wyposażona jest w optyczną stabilizację obrazu i z pewnością nie jest to bez znaczenia. LG bije za to konkurencję aparatem szerokokątnym, którego inne firmy (poza Asusem) po prostu nie mają, a który sprawdza się w wielu sytuacjach. Możliwość uchwycenia obrazu o wiele szerszego niż standardowy jest po prostu nie do przecenienia i choć jakość zdjęć z 13 mpx kamerki jest słabsza niż z aparatu głównego, to i tak nie jest źle.

Dla miłośników ręcznych ustawień jest oczywiście rozbudowany tryb profesjonalny. Nagana należy się za aparat do selfie, który ma 5 mpx i robi zdjęcia, które jakościowo pasują bardziej do średniaków a nie klasy flagowej.

O wideo nie pozostaje napisać nic innego, jak to, że LG V30 jest obecnie najbardziej zaawansowanym technologicznie telefonem przeznaczonym do kręcenia filmów.

Oczywiście można to robić w trybie auto i też powinniśmy być zadowoleni, ja jednak polecam skorzystanie z trybu manualnego (możemy w nim nawet wybierać, czy chcemy, by głos był zbierany z przodu czy z tyłu telefonu) lub z trybu Cine Video. W nim znajdziemy kilka predefiniowanych filtrów a największe wrażenie (przynajmniej na mnie) robi „point zoom”, czyli możliwość zrobienia zbliżenia nie jak w każdym innym smartfonie – centralnie – ale do konkretnego punktu, który wybierzemy sobie na ekranie. Spokojnie możemy się poczuć jak profesjonalny operator kamery. Przykład tutaj:

Dla miłośników obróbki jest także opcja zapisania filmu jako Cine Log, czyli materiału nadającego się do profesjonalnej obróbki w post produkcji. Filmy możemy nagrywać w rozdzielczościach 4K, FHD i HD.

Muzyka
Na koniec odtwarzanie muzyki. Przede wszystkim LG zachowała w V30 tradycyjne wyjście na słuchawki i chwała za to Koreańczykom. Firma wbudowała także w swój telefon 32-bitowy przetwornik cyfrowo-analogowy (DAC) i dołączyła słuchawki sygnowane duńską marką Bang & Olufsen, rozbudzając apetyty smartfonowych audiofilii. Co z tego wyszło? Jak dla mnie przy słuchaniu Spotify np. podczas jazdy w tramwaju, ewidentnie brakowało basu i z tego co wiem, nie jestem jedyną osobą, która zwracała na to uwagę. Siedząc jednak wieczorem w cichym pomieszczeniu przy komputerze, za każdym razem sięgałem właśnie do LG V30 a nie do innego telefonu czy laptopa, bo w takich sytuacjach jakość dźwięku była zdecydowanie najlepsza i najprzyjemniejsza dla ucha. Co fajne, w V30 znajdziemy też aplikację do słuchania radia, która tak jak wyjście słuchawkowe, jest już na wymarciu.

Czyli...
LG V30 zaskoczył mnie zdecydowanie na plus. Wiele w nim drobnych smaczków, które uprzyjemniają nam jego używanie na co dzień. Wrażenie psuje nieco cena. 3800 zł (bez złotówki) to dużo, flagowce konkurencji można kupić sporo taniej. Jeśli jednak komuś zależy na nagrywaniu wideo, LG V30 będzie dla niego najlepszym wyborem.