Jak sama nazwa wskazuje, Honor reklamuje Playa jako telefon gamingowy. Co prawda na pierwszy, drugi, czy trzeci rzut oka tego nie widać, bo smartfon nie ma typowych dla tego segmentu wymyślnych kształtów i kolorów, ale gamingowy ma być środek – czyli wydajny procesor w połączeniu z technologią GPU Turbo. To takie softwerowe czary mary, które ma podnosić w grach wydajność, jednocześnie zmniejszając zapotrzebowanie na energię. Brzmi to jak połączenie ognia z wodą ale ponoć działa, choć na razie w niewielu grach (m.in. PUBG czy Asphalt 9). Miałem okazję porozmawiać z CEO Honora – Georgiem Zhao i nie omieszkałem zapytać go, dlaczego telefon dla graczy nie wygląda jak telefon dla graczy. Odpowiedź była dość rozsądna – Zhao stwierdził, że firma mogła: a – wypuścić model ze specjalną konstrukcją, co kosztuje, więc cena końcowa byłaby sporo wyższa, b – zrezygnować z wyglądu, co zmniejsza koszty, i postawić na wydajność. I wybrała tą drugą drogę. Moim zdaniem – lepszą, bo telefon staje się uniwersalny i w dodatku przystępny cenowo. W naszym kraju kosztuje 1499 zł, co jest ofertą bardzo atrakcyjną. Honor sam chyba jednak wciąż nie jest pewny swojego wyboru, bo w Berlinie, podczas oficjalnej europejskiej premiery zaprezentował dwie kolejne wersje tego modelu: Player Edition Red i Player Edition Black, wyglądające już bardziej „gamingowo”.

Póki co klienci w Polsce mogą się cieszyć „normalnie” wyglądającymi telefonami w dwóch kolorach – „midnight black” i „navy blue” czyli czarnym i niebieskim, w innych krajach dostępna jest także wersja „ultra-violet” czyli jak dla mnie różowo-łososiowa, ale ponieważ jestem mężczyzną, mogę w ocenie koloru lekko mijać się z prawdą.

Budowa, wykonanie

Zacznijmy nietypowo, bo od tyłu telefonu. Plecki w Honorze Play wykonane są z metalu, co jak dla mnie jest wielkim plusem. Co prawda zbierają odciski palców (to takie małe zaskoczenie in minus), ale za to, w przeciwieństwie do plecków szklanych, nie są śliskie (więc smartfon nie zjedzie sam ze stołu czy jakiejkolwiek nierównej powierzchni), nie są narażone na zbicie w przypadku upadku, są solidne, a telefon leży w dłoni pewnie i bardzo przyjemnie. Czytnik linii papilarnych umieszczono pośrodku, a wystający obiektyw aparatu z lewej strony, a’la iPhone X. Przyciski do regulacji głośności i włączania urządzenia są z prawej strony, z lewej tacka na dwie karty SIM (jedną można zastąpić kartą pamięci), na dole mamy głośnik, USB-C i wyjście mini-jack na słuchawki.

Przód to 6,3 calowy ekran IPS TFT o zagęszczeniu 409 pikseli na cal i dużym (choć są telefony z większym) notchem, czyli wcięciem w wyświetlaczu. Na szczęście po pierwsze – można je wyłączyć w ustawieniach, a po drugie – po jego lewej i prawej stronie udało się wygospodarować miejsce na powiadomienia, jest też kolorowa dioda powiadomień. Ekran jest dobrej jakości, (zwłaszcza jak na ten przedział cenowy) i nie ma większych problemów z obsługą Honora Play w pełnym słońcu. Jest też filtr światła niebieskiego, tak by nie psuć sobie oczu w ciemności, a automatyczna regulacja jasności działa doskonale, bez potrzeby ręcznej w nią ingerencji.

W sumie telefon wyglądem specjalnie się nie wyróżnia, wpisuje się raczej w tegoroczny trend kopii iPhona X, ale na plus trzeba mu zaliczyć wygodną i bezproblemową obsługę mimo sporych rozmiarów wyświetlacza.

Specyfikacja, działanie

Wciąż jeszcze najmocniejszy procesor Huaweia, Kirin 970, który napędza np. bardzo udane modele Mate 10 Pro czy P20 Pro (pisałem o nich tu i tu), w telefonie za 1499 zł robi wrażenie. W AnTuTu Benchmark osiąga 206673 pkt, a w codziennej pracy prędkością i responsywnością niczym nie ustępuje swoim sporo droższym kolegom. Kłopoty zaczną się, gdy przyjdzie nam do głowy skorzystać z tzw. wielozadaniowości. Programy nie są bowiem trzymane w pamięci zbyt długo. Winne temu jest agresywne nią zarządzanie i zamykanie aplikacji działających w tle, by wydłużyć czas pracy na baterii (który notabene jest imponujący). Bo co do zasady 4 gb RAM-u powinny sobie radzić z tym zadaniem lepiej. Za tym idzie też kłopot z powiadomieniami, z telefonem można jednak powalczyć (a nawet wygrać), tyle że wymaga to głębszego pogrzebania w ustawieniach.

Droga pierwsza to: wejście w Aplikacje i powiadomienia, następnie w Aplikacje, Ustawienia, Specjalny dostęp i na końcu Ignoruj optymalizację, gdzie ręcznie wybieramy, które aplikacje mają nam działać w tle jak najdłużej.
Droga druga to: wejście w Menadżer telefonu, baterię i uruchamianie aplikacji, gdzie można sprawdzić oraz zaingerować w to, jak Honor traktuje poszczególne aplikacje pod kontem oszczędzania energii.

Po ustawieniu sobie wszystkiego zgodnie z wolą naszą, a nie telefonu, nie pozostaje nam nic innego, jak tylko cieszyć się ze świetnie działającego i piekielnie szybkiego urządzenia. Ale działanie to nie jedyna jego zaleta. Kolejna to moduł NFC – można bez najmniejszego problemu zamienić Honora Play w kartę płatniczą, można też parować go w ten sposób z innymi urządzeniami (w moim przypadku z głośnikiem bluetooth). W chińskich telefonach w tej półce cenowej NFC jest wciąż rzadko spotykane, tam bowiem płacenie smartfonem odbywa się inaczej niż w Europie, bo za pomocą skanowania kodu QR. Tym większy plus dla Honora za wpisanie się w oczekiwania użytkowników z innych części świata, co nie zawsze w przypadku producentów z Państwa Środka jest takie oczywiste. GPS działa bez zastrzeżeń, internet wczytuje się błyskawicznie, zarówno korzystając z LTE jak i WiFi, a rozmowy stoją na bardzo dobrym poziomie. Jeśli przegapimy jakąś wiadomość czy połączenie, poinformuje nas o tym dioda powiadomień.

Czytnik linii papilarnych działa na flagowym poziomie, czyli jest po prostu błyskawiczny, ja jednak wolałem korzystać z „face unlock”, czyli odblokowywania telefonu twarzą. Wystarczy go podnieść, ekran sam się wybudza, a nasze oblicze skanowane jest w mgnieniu oka. Szybko, prosto, bezproblemowo. Tyle, że tylko w dzień, w nocy musimy jednak użyć czytnika linii papilarnych.

Na chwilę zatrzymajmy się przy grach, w końcu mówimy o telefonie dla graczy. Po pierwsze jest aplikacja Game Suite, do której trafiają zainstalowane przez nas produkcje. Można w niej włączyć tryb, który odetnie nas od wszelkich powiadomień, oraz tryb zwiększania wydajności. Co do GPU Turbo – współpracują z nim na razie trzy gry: Asphalt 9, Mobile Legends i popularna strzelanka PUBG. Ponieważ sam nie jestem zapalonym graczem, oddałem Honora Play w ręce syna, który co do zasady do grania na smartfonie podchodzi sceptycznie, ale po wakacyjnej przygodzie z „Fortnite” na Galaxy Note 9 jest już nieco bardziej pozytywnie nastawiony do takiej rozgrywki. Do porównania dostał też Pocophone F1 – chińsko indyjskiego smartfona stworzonego pod flagą Xiaomi, z najlepszym procesorem na rynku – Snapdragonem 845. Werdykt – w jego oczach wygrał Honor, głównie za sprawą lepszej reakcji ekranu na dotyk. Co do wydajności – remis, z lekkim wskazaniem na Poco. Oczywiście jest to subiektywna opinia 11-latka, ale zapewniam, że młody wie co mówi, przez jego ręce przechodzi w zasadzie każdy smartfon, który testuję. Także inne gry nie sprawiały żadnego problemu, więc Honor Play mimo początkowych wątpliwości (bo co to za telefon dla graczy, który wygląda jak każdy normalny telefon) zdobył jego zaufanie jako urządzenie dedykowane grupie młodych miłośników mobilnej rozrywki.

Plusem jest wejście mini-jack, dzięki czemu możemy podłączyć słuchawki i jednocześnie ładować naszego Honora, jeśli podczas gry zabraknie nam energii. Przy okazji – dźwięk z głośnika na dolnej krawędzi jest bardzo dobrej jakości, podobnie jak dźwięk na słuchawkach (do dyspozycji mamy Efekty dźwiękowe Huawei Histen).

Oprogramowanie

Honor Play działa na Androidzie w wersji 8.1 z nakładką EMUI w wersji 8.2 (poprawki bezpieczeństwa z lipca). Spodziewana jest szybka aktualizacja do Androida 9 (przynajmniej taką mam nadzieję, bo niektóre egzemplarze dostały już możliwość zainstalowania testowej wersji najnowszego systemu). Z rzeczy ciekawszych – mamy przestrzeń prywatną, do której dostęp uzyskamy po zeskanowaniu skojarzonego z nią palca, możemy blokować aplikacje odciskiem palca, przechowywać pliki, zdjęcia czy filmy w specjalnym, szyfrowanym sejfie, klonować aplikacje (czyli używać dwóch różnych kont np. do Facebooka czy WhatsAppa), zmniejszyć rozdzielczość ekranu, by zaoszczędzić trochę energii, zmienić styl ekranu głównego (klasyczny, z szufladą na aplikacje albo z wszystkimi aplikacjami na „wierzchu”).

Można też zrezygnować z przycisków ekranowych i zastąpić je jednym wirtualnym przyciskiem (polecam). Działa to podobnie jak nawigowanie czytnikiem linii papilarnych w Honorze 10, Huaweiu P20 czy P20 Pro. Krótkie dotknięcie to ruch wstecz, przeciągnięcie po nim palcem w lewo bądź prawo to przywołanie ostatnich zakładek, dłuższe przytrzymanie wróci nas do ekranu głównego.

Zdjęcia, bateria

Możliwości fotograficzne dla telefonu przeznaczonego do grania nie są towarem pierwszej potrzeby. Ale ponieważ Honor postawił tu na wszechstronność, to na szczęście nie odpuścił aparatu. Dwa obiektywy z tyłu (16 i 2 mpx, przysłona 2.2) i jeden z przodu (16 mpx, przysłona 2.0) plus AI, czyli sztuczna inteligencja i rozbudowana aplikacja aparatu sprawiają, że robienie zdjęć tym telefonem sprawia sporą frajdę. OK., nie zawsze jest idealnie, a i ingerencja AI czasem powoduje, że fotografia dość znacznie odbiega od tego, co jest w rzeczywistości, ale ogólne wrażenia są jak najbardziej pozytywne. Na plus możliwość wyłączenia sztucznej inteligencji już po zrobieniu zdjęcia – po wciśnięciu odpowiedniej ikonki możemy porównać jak wygląda ono z AI i bez niej, oraz wybrać, którą wersję chcemy zapisać.

Oczywiście przy braku światła jakość zdjęć spada, ale i tak nie jest tragicznie.

Kamera do selfie jest stworzona dla młodych – ilość filtrów a’la Snapchat ludzi w moim wieku nieco przytłacza.

Wideo nakręcimy w 4K, FHD 60 i 30 klatkach na sekundę i niższych rozdzielczościach, jest elektroniczna stabilizacja obrazu. W sumie jak na telefon za 1500 zł możliwości fotograficzne Honora Play ocenić można tylko na plus.

Podobnie jest z baterią. Ta musi być dobra, wszak powinna zapewnić sporą dawkę energii do grania. Ma 3750 mAh pojemności, czyli dużo, ale nie bardzo dużo. Radzi sobie jednak zaskakująco dobrze. Dwa dni z dala od ładowarki są raczej normą, wyniki w okolicach 5h pracy na włączonym ekranie to standard. Granie oczywiście drenuje baterię o wiele szybciej ale i tu kilka godzin nie jest niczym niezwykłym (w zależności od tego, jak wymagający jest konkretny tytuł).

Czyli…

Tak jak napisałem na początku. Wciąż nie wiem, czy Honor Play jest telefonem gamingowym czy nie, ale wiem, że jest telefonem bardzo dobrym. Wydajnym, świetnie wykonanym i atrakcyjnie wycenionym. Czyli po prostu wartym kupienia.